piątek, 8 stycznia 2016

Nie wiem4

P-Cześć złotko.
-Czy my...
-O tak. Było ostro.
-Kłamiesz.
-Mam dowody.
-Ty skurwesynie.
-Nie denerwuj się.
-Co mam zrobić.
-Będziesz moja, będziesz całować mnie kiedy będę chciał, robiła co będę chciał i seks kiedy będę chciał.
-Nie będę twoja dziwka.
-Jesteś pewna?

-Ile bierzesz?
-Masz wolny wieczór?
-Patrz to ta dziwka z filmiku.

-Kochanie. Co się dzieje?
-Miałam... zły sen.
-Krzyczałaś. Wszystko w porządku?
-Kuba mi się śnił.
-Monia. Nie ma żadnego Kuby, spokojnie. Nie było o nigdy nie będzie.
-Spij ze mną, proszę.

-Monia, zapraszam cię na randkę.
-Randkę?
-Można tak to nazwać.
-Nie mam nic lepszego do roboty.
-Ja pierdole.
-Co źle tak?
-Prześlicznie.

-Monia, kto to właściwie jest Kuba?
-Nie wiem. Podczas śpiączki żyłam w innym świecie.
-Nawet tam nie miałaś łatwego życia?
-Sama nie wiem który jest gorszy.
-Będzie dobrze.
-Barti, dziękuję ze to robisz. Opiekuję sz się mną, Martwisz się o mnie to urocze. Gdybyś nie ty to bym siedziała sama załamana.
-Gdybym nie ja to by nie było wypadku.
-Wiem co się stało, to nie była twoja wina.
-Mam jedno pytanie.
-Hm
-Czujesz coś do mnie jeszcze?
-Wiesz ze to nie jest łatwe. Widzę jak się starasz, naprawdę to doceniam. Czuję że jesteś mi bliski, a mimo to nie dam rady sobie nic przypomnieć. Serce podpowiada, a mózg nie chce współpracować.
-Chcesz być moja dziewczyna?
-Ciągle nią jestem. Zapomniałeś? Głuptas.

Miesiąc później
Wszystko wraca do normy, dziś byłam w szkole z moja pamięcią jest na szczęście w porządku. Pamiętam już większość z czego niesamowicie się ciesze.
-Kochanie. Czujesz się już dobrze, ale hak dalej pójdzie to ja zachoruje.
-Bo?
-Minęły 3 miesiące. Nie kochaliśmy się 3 miesiące.
-Masz chcice?
- Jak cholera.
-Musisz zrobić coś żebym tez miała.
-Hmm. Może..
-No no
-Ej ale poczekaj.
-No co znowu. Musisz zawsze to robić?
-No ale co.
-Pojedziemy na wieżowiec.
-Po co.
-Kotku.
-Ale no. Błagam cie no.
-Chcę tam pójść.
-Co za łaska boże.
-Najlepsza.

-I co?
-Poszukaj.
-Możesz mi powiedzieć czego mam szukać?
-Z facetami. O. Znalazłam.
-Co to jest?
-Kolczyk.
-Czyli nie chciałaś się kochać i Przyjechaliśmy tu tylko po kolczyk?
-Zgubiłam go tamtego wieczoru, gdy wróciłeś. Pamiętam ze go szukałam. Dopiero teraz przypomniałam sobie ze tu mógł upaść. Przecież tu siedzieliśmy.
-Ty jesteś nienormalna.
-Może trochę.
-Chodź
-Chciałeś się kochać?
-Tutaj?
-A gdzie?
-Z tobą wszędzie.

-Znajdz moja koszulke.
-Ciemno nic nie widzę.
-Cholera.
-O mam.
-Idziemy.
-Uważaj.

-CZEŚĆ .....Imię Ochroniarza.

-Barti, mamy wino?
-Hmmm mamy.
-To poproszę.
-Co u Tomka?
-Dzwoniłem wczoraj, w porządku. A u Maksa?
-Serio?
-No.
-Znalazł mieszkanie, wyszedł na prostą.
-A my?
-Co my?
-Co dalej?
-Właśnie Bartek, co my będziemy robić?
Nie będziesz całe życie pracował u ojca.
-Monia, może twój tato ma rację? Może przyjmiemy jego propozycje. Na początku przy nim będziemy się uczyć. To jie jest zły pomysł.
-Ale le ja tak nie chce. Nie chce spędzić życia tak jak on, w papierach i na spotkaniach. To jest nudne. Ja chce być szczęśliwa,chce robić coś co mnie kręci.
-Co Naprzyklad?
-Chcę rysować. Byłabym taka szczęśliwa żebym mogła z tego żyć.
-Masz tyle tych prac przecież możesz je wystawić.
-

-I jak moja księżniczka?
-Zdałam wszystko idealnie!
-Wiedziałem.
-Bartek, cześć stary.
-Elo,co tu robisz?
-A przejeżdżałem i zobaczyłem twoja furę.
-Co u ciebie, dawno się nie widzieliśmy?
-Jesteście razem?
-Jak widać
-Serio?
-Kupił ci ktoś te wymarzone ferrari?
-Nie wierzę że jesteś z ta dziwka.
-Słucham? Przeproś.
-Bartek przestań.
-No dajesz, czekam.
-Zluzuj.
-Przeproś ładnie tą panią.
-Przepraszam.
-No.
-Nie pokazuj mi się na oczy.
-Odbiło ci stary przez ta laske.
-Bartek.
-Monia.
-Kocham bardzo.
-Ja mocniej.
-Nikt nie będzie ciebie obrażał.
-Misiek mój kochany.
-No juz puszczaj.
-Nie. Ładnie pachnie sz.
-Ty też. Kochanie. Jedziemy?
-Nie.
-Uwielbiam ten zapach.
-Opanuj się kobieto.
-Nie mogę. Jezu.
-Zmęczona jesteś?
-Bywało lepiej.
-To zdrzemnij się .
-A gdzie jedziemy?
-A na lotnisko, do Warszawy.
-A na lotnisko.
-No. Skoro wszystko pięknie zdałam to należy ci się nagroda.
-A pewnie ze się należy.

Otworzyłem oczy, po chwili je zamknąłem po swiatlo przedzierajace się przez szczeliny mnie poraziło. Usiadłem na brzegu i przeciągał em się,przeciągał em niedbale włosy i wyszedłem z pokoju. Z Szedłem po schodach usłyszałem muzykę, stałem w drzwiach wychodzących na taras. Tuż za nim było piękne morze, ale nie to zwróciło moja uwagę. Moje oczy wpatrzony były e dziewczynę w sportowym sportowym staniki i krótkich obcisłe szortach. Pięknie poruszała się w rytm muzyki, nigdy nie podobał mi się jazz ani nic takiego. To było inne, przyciągające,pełne emocji. To co robiła wydawało si ę trudne ale wszystko robiła z niesamowitą lekkością. Czy ja wcześniej po prostu nie zauważyłem? Ta dziewczyna jest cudowna i ma taki talent do rysowania, tańca, umie śpiewać. Prawdziwa artystka.
-Cześć kochanie.-mruknąłem po kilkunastu minutach opierając się o futryny drzwi.
-Cześć.-mruknęła podchodząc i całując mnie w policzek.  Dziewczyna ewidentnie się spędziła.
-No co ty.-Powiedziałem gdy wyłączyłam muzykę. Nie ma opcji.
-Co.
Włączyłem przycisk play
-Naucz mnie.-sapnąłem biorąc ja za rękę.
-Na początek podnieś mnie.-ułożyła moje ręce na swoich biodrach. Gdy dziewczyna znalazła się na górze obrocilem się do A razy i odstawiłam na ziemię.
-Rozluźnij się,  słuchaj, spokojnie, słuchaj muzyki. B
-Teraz chacha.
-Towarzyski tez umiesz?
-Ja ciebie nie znam. Kim ty jesteś? To nie moja dziewczyna.
-cha cha cha krok krok. Dobrze. Do tyłu. Biodra.-mówiła głośno kierując mnie. Koniec, zmeczykam się.

-Bartek, mama jest w szpitalu.
-Jezu,coś ie stało?
-Jakieś problemy z sercem.
-Daj. Znajdę jakieś bilety.
-To ja też...
-Zostajesz. Masz prace i studia. Nie możesz tego rzucić. Sama polecę.
-Poważne?
-Mówiła ze jest dobrze, ale wiesz gadanie,żebym się nie martwiła.
-Nie chce.
-Ja też nie ale musze.
-Zdrowie.
-Zdrowie.
-Szkoda mi ciebie mała.
-przyzwyczaiłam się, zawsze się pieprzy.
-Nie zawsze.
-Zawsze Bartek. Jedno się kończy drugie się zaczyna. I tak ciągle. Dobrze ze mam ciebie.
-Dobrze ze ja mam ciebie kochanie. Jestem największym szczęściarzem.
-Dzięki tobie te wszystkie problemy szybciej mijają. Zawsze mnie wspierasz.
-Kocham cie. Mam coś dla ciebie.
-Boże moja gitara. Dziękuję. Nie grałam tak dawno. Naprawiłeś ja i nastrojona.
-Zrobię wszystko dla tego uśmiechu.
-Jak ja cie kocham.
-All the Times that you Rain on my parade and all the clubs you get in using my name
-Na gramy to.
-Co?
-Wstawiamy na YouTubea
-Przestań.
-Masz talent dziewczyno. Umiesz malować tańczyć śpiewać grać na gitarze. W końcu w to uwierz.

-Halo.
-Good morning.
-Goog morning.
-My name is...... and i'm a meneger for Justin Bieber. Hello? I am calling becouse Justin was watched your movie on YouTube and he would like to meet you.
-I'm sorry. It's a mistake. .
-Youre waiting.
-Hi.
-Hi.
-Are you poznajesz my voice?
-Yes. I dont belive it.
-I never hear more beautiful voice, your cover It's weird.
-Thanks,i dont know what i say.
-Would you like to meet? I will going to Poland for three days. Hello? Can you hear me?
-Yes i am. I am  realny shocking.
-I'll calling to you yesterday, you'll telling me what think about.
-Ok.
-Only you are telling
-I live in Bialystok.
-I must  end.Do uslyszenia
-Bye.
-O kurwa
-Hej skarbie
-Wiesz kto do mnie dzwonił?
-coś się stało?
-Dzwonił do mnie justin bieber
-Źle się czujesz?
-Boże
-Pewnie znowu Tomek robi żarty.  Kolejny kretynski pomysł.
-Jutro ma dodzwonić
-Tomek?
-Idioto. Uwierz mi.
-Do mnie dziś dzwoniła Adele i zaprosiła na szarlotkę.
-Pieprz się.

-Cześć.
-Hej.
-To jak? Chciałabyś się spotkać?
-Justin ale czemu?
-Czy to ze jesteś piękna i utalentowana nie wystarczy? Dobra, man dla ciebie propozycje.
-Propozycje?
-Tak, powiem Ci gdy się spotkamy.
-Gdzie mam przyjechać
-Właściwie to ja przyjadę po ciebie. Będę w Białymstoku. Uczyłem się mówić to po polsku. Dobrze?
-Tak.
-Wieczorem wyślę konkretny adres i dzień
-W porządku.
-Miłego dnia.
-Tobie również.

-Cześć. Jestem Monika. Miło mi cie poznać.
-Siema jestem Justin miło mi cie poznać.
-Dzisiaj przyjechałeś?
-Tak. Rano.
-Jak podróż minęła?
-Dobrze, dzięki.
-Przepraszam to było głupie. Nie powinnam. Gadam jak z kumplem, przepraszam.
-Nie było. Wiedziałem ze taka jesteś.
-Jaka?
-No wiesz taka naturalna, czułem ze będziesz mnie traktować normalnie.
-Zawstydzilam się.
-Ej spokojnie.
-Dziwna sytuacja. Dalej myślę że to sen.
-Wiesz jak ciężko jest znaleźć kogoś takiego? Już dawno  ktos nieznajomy mie wszedł i nie zaczął gadać jak że swoim ziomkiem. Czułem, kurde ze ty jesteś inna.
-Może przejdę do rzeczy. Jak wiesz wydaje nowy album. Szykujr trase i Szukałem długo osoby, z którą będę mógł spędzić ten fantastyczny czas.
-Boże co ty mi proponujesz.
-To na prawdę źle zabrzmiało. Wiem co masz na myśli. Chodzi raczej o osobę  która będzie występować ze mną na scenie.
-Nie sądzisz że to no Sory głupi pomysł? Miałabym występować z yoba? Ja jestem nikim nikt mnie nie zna.
-Wiec pozna.
-Co miałabym robić?
-jak to co. Śpiewać.
-Twoi fani będą zadowoleni? Chcą iść na twój a nie na nasz koncert.
-Monia, biorę to na klatę.
-Ładnie to mówisz
-Staram się
-Ile to trwa?
-Trasa? 5 miesięcy.
-musiałabym zostawić tatę, chłopaka,wszystko.
-Na pewno nie będziesz samotna, to mogę ci obiecać.
-Nie rozumiesz.
-Rozumiem, widzę, twoje oczy mówią jak wiele przeszłas. Kiedy mówiłaś chłopak zablysnely a głos zadrżał.
-Tak, on zmienił moje życie, właściwie to je uratował.
-Będziesz z nim rozmawiała ile będziesz chciała. No cóż ja ci mogę tylko obiecać jedno ze będę cię wspierał jak będę mógł.
-Justin, daj spokój nie będziesz się mną przejmować.
-Nawet tak nie mów.
-Zgadzam się ale musze porozmawiać jeszcze z chłopakiem.
-Jasne.
-To jest takie pojebane.
-Co?
-Mówiłam ze to jest naprawdę pojebane.
-Tak jak moje całe życie.
-Chłopak mi nie uwierzył,jak powiedziała kto do mnie dzwonił, nawet.nie wie ze tu jestem.
-Pewnie jest dumny ze ma taką utalentowana dziewczynę.
-Przepraszam, Justin dzwonią z wytwórni, znowu jakieś problemy
-Przepraszam,w takim.razie daj znać czy na pewno się zgadzasz, później Ob gadamy szczegóły,wynagrodzenie i pierdoły. Do zobaczenia.
-Pa.

-Halo.Bartek gdzie jesteś.
-Tu.
-Co tu robisz?
-O to samo chciałem. Zapytać.
-Zamierzasz pracować w tym hotelu?
-W hotelu? Ja mam propozycję wyjazdu na trasę koncertowa.
-Co? Od kilku dni gadasz jakieś głupoty, Monia co jest?
-Tam jest Justin Bieber,wiesz po co . przyjechał?
-Pewnie chce cię zabrać w trasę.
-Właśnie tak.
-Ja naprawdę zaczynam się o ciebie martwić.

Po chwili z hotelu wyszedł Justin, spojrzał na mnie zakrywając się kapturem i ponosił rękę.  Pomacham do niego i natychmiast Spojrzałam na Bartka.
-Tak,to faktycznie Justin Bieber. I on do ciebie machal. Czy ty? Znasz go?
-Próbuje ci to powiedzieć, ale.mi nie wierzysz.
-Teraz zaczynam wierzyć.
-Ten telefon, to naprawdę on dzwonił?
-uch.
-Chce z tobą śpiewać?
-Tak.
-On widział nasz filmik. To dzięki tobie.
-Ale co teraz?
-Co? Chciałam się zapytać co sadzisz, on zaprosił mnie na trasę koncertowa. 8 miesięcy.
-Poczekaj. To jest jakieś pojebane. Wrzucasz filmik i kilka dni później dzwoni Justin i proponuje żebyś z nim śpiewała. I ty masz jeszcze wątpliwości?
-To jest 5 miesięcy.
-Dziewczyno, to jest szansa której nie dostał nikt. Masz szansę przejechać cały świat, pokazać swój talent,poznać wiele ciekawych ludzi, nowa lrzygoda.
-Nowa przygoda, bez ciebie.
-nie z marnujesz tej szansy. 5 miesięcy minie szybko, nie będziesz miała czasu myśleć ile jeszcze zostało. Minie w kilka chwil.
-Wiesz jak się skończyła ostatnia. Rozłąka.
-To nie był dobry czas. Byłaś za słaba, nie Przemyslalem tego. Teraz jesteś silna.
-Masz rację.
-Jedziesz w trasę?
-Jadę w trasę.
-Z kim?
-Z Justinem
-kali on jest?
-miły.
-I tyle?
-no
-Nic więcej?
-Przystojny.
-Ta.
-Nie boisz się ze cie zostawię dla tkiego przystojnego bogatego chłopaka?
-Nie.
-Serio?
-Kochasz mnie.
-Bartek...
-Nawet Justin nie da ci tyle przyjemności co ja.
-Tak?
-Tak. Jestem bogiem seksu.
-Dobre.
-Zobaczysz jak wrócisz po 5 miesiącach to jedyne co to będziesz chciała jak najszybciej pójść ze mną do łóżka.
-Zobaczymy. Może ktoś inny mnie zadowoli?
-A może mnie też?
-Okej.

-Cześć kochanie.
-Hej
-Co się dzieje?
-Monia, zaczęłas teraz nowe życie, robisz karierę.
-Bartek...
-Niedługo zaczniesz wydawać swój album, zaczną się koncerty. Ja do tego nie pasuje.
-Co ty mówisz.
-To nie ma sensu, będziesz szczęśliwsza beze mnie.
-Jak możesz tak mówić.
-Zaczęłas zupełnie nowy rozdział, ja będę tylko przeszkadzał.
-Nie będziesz, sam mnie namawiałes żebym tam jechała,mówiłeś ze 5 miesięcy nic nie zmieni.
-Myliłem się, ale to nie ty się zmieniłaś tylko ja. To nie twoja wina.
-Ty mnie juz nie kochasz.
-Nigdy nie pokocham nikogo tak jak kochałem ciebie.
-Boże, nie możesz tak mówić. Nie rób tego. Przecież ja ciebie kocham, nie poradzę sobie bez ciebie.
-Poradzisz, nawet lepiej niż ze mną.
-Ale dlaczego? Co się stało? Dzięki tobie moje życie się zmieniło, uratowałes mnie. Przecież ni emozesz tak po prostu odejść.
-Zabrałem swoje rzeczy, to są klucze, tu zapasowe, mieszkanie jest twoje. Wszystkiego najlepszego, jesteś najpiękniejsza I najwspanialszą dziewczyna na świecie. Nie zapominaj o tym.
-Nie Bartek,proszę.
-Mogę cię ostatni raz przytulić?

Tomek nie odbiera

Poszłam do baru hotelowego w którym zatrzymał się Justin. Po drodze wzięłam sobie pokój. Weszłam do pokoju. Nie mogłam zostać zostać w domu, w którym jeszcze pachniało Bartkiem.
-Proszę jakiś mocny alkohol, najmocniejszy.

-Mała jesteś tam? Otwórz. Co się stało?
-Ej no co ty. Przestraszyłam się.
-Napijesz się?
-Pewnie, ale..
-Rzucił mnie.
-Jak to?
-Boże Jus ja go kohalam tak bardzo.
Wiem, ale jakim idiota trzrba byc zeby zostawić taka dziewczynę. Ni eplacz juz.
-Co ja teraz zrobię?
-Będziesz żyła jak wcześniej. Dasz rade.
-To przecież nie możliwe. Czekaj musze zadzwonić.

-Hej, co tam?
-Tomek, Bartek ze mną zerwał?
-Co ty pieprzysz? Czekaj zaraz do niego zadzwonię.
- Nie, to bez sesnu, to była jego przemsyalana decyzja.
-Trzymaj się Monia. Kurwa no, przyjechałbym do ciebie,  ale jestem w Szczecinie. Co ten człowiek odkurwia.
-Dobra Tomuś kończę.
-Zadzwoń jak będziesz w naszym mieście,  spotkamy się. Nie załamuj się, do zoba.
-Pa.

-Dobra księżniczko, nie będziemy płakać. Lody, wino, słodycze. Siadaj.
-Nie ma wódki?
-A jest.
-Zdrowie.
-Poczekaj.
Po chwili Jus zaprosił mnie do łazienki, była tam przygotowana kąpiel i truskawki.
-Dzięki.-pocałowałam go w policzek po czym wyszedł.
-Jus.
-Słucham Księżniczko.
-Boisz się zobaczyć mnie nago?
-Ekhm.widzialem już ekh.
-Weź wódkę i chodź nie chce być sama.
-Widziałeś mnie nago?
-A żeby to raz.
Ochlapuje go.
-Byłeś kiedyś zakochany?
-Tak hak ty w nim?
-Raz. Rzuciła mnie bo jej się znudzilem.
-za nieudane miłości.
-Nie warto płakać,  nic nie daje nie polecam.
-Myślałam że już wszystko będzie dobrze. Ta, zapomniałam ze moje szczęście nie może trwać długo.
-Szkoda mi ciebie. Co mam zrobić żebyś była szczęśliwsza?
-Dole wódki.
-Bardzo zadko ktoś lubi mnie nie dlatego że jestem Justin Bieber.
-To strasznie płytkie. Jesteś świetnym facetem.
-Jak weszlaś potraktowałaś mnie inaczej niż wszyscy. Jak że zwykłym ziomkiem, człowiekiem.

-To Ubieraj się ja idę.

-Justin.
-Co.
Chłopak Obrocil sie jego mięśnie się napięty.  Podeszłam do nuego i Chwyciłam za koszulke. Zdjęłam ja jednym ruchem. Położyłam rękę na jego torsie, on zaczął. Lnie całować. Rozpiął stanik I rzucił go na podłogę. Pociągnęłam za sznurek jego spodni, które od razu spadły na ziemię. To ze nosił je tak nisko było tak seksowne o ułatwiło zdecydowanie mi sprawę.

-Justin.
-Hm?
-Jus, my?
-Tak.
-Myślałam że to sen.
-Na szczęście nie.
-To był najlepszy seks w moim życiu.
-Miło mi to słyszeć. Nawet nie wiesz jak bardzo chciało mi się. Cała trasa koncertowa. Można kurwicy dostać.
-Możemy nadrobić za całe 5 miesięcy.
-Teraz?
-A masz coś lepszego do roboty?
-Wiesz ze to tez był mój najlepszy seks?
-Kłamiesz
-Czułem namiętność, pożądanie. To mnie nakręcało. Chciałem więcej, ty o to prosiłaś. Nawet pocałunki z tobą są jakieś inne. Twoje cialo, zachowuje się tak. Nawet nie wiem jak to określić. Tak dobrze współgra z moim.
-Nie jestem w tym najlepsza.
-Jesteś kochanie.
-pierwszy raz czuje ze mam ciągle na to ochotę pomimo że to robiłam kilka godzin temu.
-To mój urok.
-Mhm.
-Jestem pod wrażeniem twojego uwodzenia.
-Dama siebie nie poznaje.
-noisz bardzo ładna bieliznę, jest taka kobieca, delikatna ale też seksowną. Mam dość tych prowokujących powycinanych kawałków materalu które mają niby podniecać faceta.
-Dziękuję bardzo.

-Jus, to ja jadę spakuje rzeczy z mieszkania. Znowu musze zawodzie je do domu.
-Pojadę z tobą.
-Nie musisz.
-Ale chcę.
-Dzięki.

-Jesteś jedyna osoba która odrazu zapiera pasy.
-Widziałem jak jeździsz, a raczej słyszałem.
-Już dawno powinni mi zabrać prawko.
-Z g adam się.
-Rozwalisz nas.
-Cykasz się?
-Nie wcale.
-Jak mam umrzeć to przy tobie.
-Czemu się zatrzymałas? Mamy zielone.
-Co ry powiedziałeś?
-Palnąłem tak?
-Nie.
-To...nie qiem co powiedzieć.
-Nie mów. Jedz.
-Tak zrobię.
-Oczka ci błysnęły. To coś znaczy.
-Co konkretnie?
-Może miłość?
-Miłość?
-Dobra, nie gadaj,od początku cie pociągałem.
-Ja ciebie tez.
-Prawda. Ty mnie jak cholera.
-No dobra.
-Wiedziałem.

-Kupił je?
-Tak.
-Ładne.
-Nie za duże ale całkiem spoko. Nowocześnie. Przytulnie.
-Ej nie płacz.
-To zdjęcie z Chorwacji. Ja Żnin tak dużo przeszłam. Dzielilismy swoje wszystkie problemy i je rozwiazywalismy. Nie mogę uwierzyć że to tak po prostu się skończyło.  Ze on mnie już nie kocha.
-Na pewno nie chcesz zatrzymać mieszkania?
-Nie, tu jest za dużo jego. Nie mogę tu mieszkać. Wynajmę je.
-Patrz. Gitara. Ta na której grałam na filmie. Dostałam ja bardzo dawno temu od dziadka.
-Wow, naprawdę stara, to jest cenne bardzo.
-Ta jest nadzwyczjanie cenna, bo była gitara niezwykłego człowieka.
-

-Dobrze się trzymasz.
-On kiedyś mi obiecał ze będzie mnie kochał tak długo jak będzie mógł i był ze mną dopóki będzie mnie kochał. Mam do niego żal, że tak po prostu odszedł. Ale nie wiem nie czuje się aż tak źle,  pewnie temu że jwstes przy mnie. Było mi z nim dobrze, ale może teraz będzie jeszcze lepiej. Chyba nie ma sensu płakać, dotrzymał obietnicy.
-Wierzysz w wieczna miłość?
-Tak. Moi dziadkowie kochali się do ostatniej chwili wspólnego życia.
-

Wino plaża morze.
- Jus, poważnie coś do mnie czujesz?
-Boisz się kolejnego rozczarowania mała. Kocham Cię, czekałem na ciebie całe życie. Bardzo mi na tobie zależy. Nie skrzywdzić cie.
-Teraz ja się zapytam, jesteś pewna że to co do mnie czujesz to miłość? Czy poprostu zapełnia tymczasowo pustkę po Bartku?
-Kocham cie, myślę nawet ze to co czułam do Bartka to nie była prawdziwa miłość, coś w rodzaju wdzięczności,miłość bardziej przyjacieldka. A może teraz mi się tak wydaje kiedy to wszystko wygasło. To co teraz czuję jest dla mnie jakby nowe, jakies inne, wyjatkowe, jest wspaniałe. Kocham Cię.
-
Rano balkon
-Justin Bieber z córką miliardera. Czy tym razem znajdzie miłość?
-O kurwa, to brzmi jak jakiś słaby triller do romansu.
-Dokładnie. A jednak nie, już Zerwaliśmy.
"Justin po rozstaniu, wrócił do eks" Co za isiotyzm.
-Kochanie,odłożył to. Nie jesteś tu by się przejmować takimi pierdolą mi. Odpocznij. Nie stresuj soe. Pocałuj mnie. No.
-Jeszcze.
Całują się.
-Nie przytłacza cie to? Paparazzi, plotki,  afery.
-Przyzwyczaiłem się, nie czytam tych bzdur. Zajmuje się ważniejszymi rzeczami.
-

-Cześć Monia.
-Cześć. Em...chyba nie powinieneś dzwonić.
-Chciałem tylko spytać jak się czujesz, co u ciebie?
-Bartek ja nie umiem i nie wiem czy będę umiała rozmawiać z tobą jak z najlepszym kuplem. Naprawdę mnie zraniłeś, zostawiłes bez konkretnych wyjaśnień.
-Ja nie wiem jak to wytłumaczyć, po prostu przestałem cie kochać. Nie mogłem żyć kłamać ze ciągle czuje to co kiedyś.  Czuję ale nie miłość tak silna jak była.
-Ja nie czuje juz nic.
-Ja poprostu chciałem wiedzieć co u ciebie.
-U mnie. Aktualne jestem w bardzo fajnym miejscu, piękne morze,plaża,  cudowna willa,przystojny chłopak, najlepszy seks, piękne słońce. Tak jestem szczęśliwa jeśli o to ci chodzi.
-W takim razie jeszcze więcej miłości i szczęścia.
-Dziękuję tobie również życzę żebyś był tak szczęśliwy jak ja.
-Do ucsluszejia.
-Narka.
-To był on?
-Tak.
-Przystojny chłopak,  najlepszy seks.
-Yhy.
-Chciałem go 2kurzyc.
-Nie wcale.
-Moja wredna
-Teraz będzie żałował.
-Ma czego.
-Oj ma.
-Nie b3dziemybw kółko się miziać chodź gdzieś. Zróbmy coś.
-La Emi to pauje.
-Ale ja mam dość. Boli mnie szyja od pocałunków, a ty masz całą szyje malinek.
-Nie przeszkadzają mi. Uwielbiam je.
-Jus, uparciuchu
-Chcesz spędzić cały dzień w łóżku? Patrz hamak jest pięknie.
-No.
-To idę sama. Avtu są całkiem niezli chłopcy.
-Dziewczyny tez niczego sobie.
-Nie ma tu ładniejszych ode mnie.
-Kocham twoja udawaną pewność siebie.
-Prawdziwa.
-Ta...
-To twój?
-Nie,tamten.
-O fajny.
-Może lepiej nie?
-Może nas nie zabije.
-Umiesz to prowadzić? Zaraz powiesz ze na ciężarówkę prawko tez masz
-Może.
-W tym nie ma nic trudnego.
-Wiem em,  ale nie spodziewałem się.
-Poprowadzę z tobą.
-Mmm.
-Tu.
-Czemu tu?
-Bo tu ładnie.
-Teraz nie możemy się napić.
-ktoś po nas przypłynie.
-Nie musimy poć.
-Robie dobre drinki.
-Racja. Zrób.
-Brałeś kiedyś?
-Co to za pytanie?
-Z ciekawości?
-Brałem.
-Dawno?
-Rok temu.
-Będziesz brał?
-Wątpię.
-To dobrze.
-Co się dzieje?
-Kiedyś prawie staraciłam przez to gówno chłopaka.
-Nigdy nie..?
-Nie.
-Serio? Ani grama?
-Nie.
-Nawet skrętów nie paliła?
-Nie.
-To dobrze. Chciaż skręta mogłabyś spróbować taka spięta.
-Justin.
-Monia.
-Strasznie się boisz o mnie. Podejrzane.
-Bo cię kocham idioto.
-Duzo razy korzystałeś z usług pan?
-Kilka. Wiesz ze moja sytuacja jest trudna. Mam swoje potrzeby a ciężko mi znaleźć dziewczynę.
-No dobrze, nic nie mowie.
-teraz mi nie potrzebne prochy i tanie panie.
-


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz