poniedziałek, 2 maja 2016

Lol

Cisza. Wieczór. Wszyscy śpią, a właściwie nikt, bo nikogo tu nie ma oprócz mnie. Jakie to ma znaczenie. Jedyny dźwięk,który chcesz słyszeć to rozbijające się krople deszczu o parapet. Tymaczesm, zagłusza ci to krzyk sąsiadów, piosenki disco polo, których masz dość. Sąsiadka wydaje dziwne odgłosy, ktoś ją gwalci, czy jest głupia? Wypilabym herbatę, nie będę jej robić tak późno. Nawet nie mam siły. Każdego wieczoru jest tak samo. Jest źle. Codziennie zgrywam kogoś silnego, niezależnego,  pewnego siebie, kogoś kto radzi sobie z każdym problemem, zabawnego. A jak jest? Kiedy przychodzę z domu zmywa makijaż, zmywam z nim to 2szyztskie cechy które przed chwilą wymieniłam. One nie są moje. Nie były. Cechy wyimaginowanej przeze mnie osoby, której odgrywa rolę. Nie znam prawdziwej sobie, bo zostałam zniszczona. Jak to się stało?  Po co o tym mówić,  jakie to ma znaczenie? Przecież odpowiedz jest jasna. Przez ludzi. To oni niszczą nas najbardziej. Trudno jest mi zaufać komuś, żako się zwierzam, chyba że po kilku kileszkach wina.mo nie przynosi to ulgi. A raczej lek. Bo skąd mam pewność że ta osoba kiedyś nie wykorzysta tego. Nie będziemy wiecznie przyjaciółmi. To jest pewnie głupie, jedyny ktoś komu się lubiłam wygasa to mój chomik, niestety umarł,  pewnie miał dość słuchania mnie. Niektórzy wolą psy koty. Ja chomiki. Mały puszek zawsze leżał przy mnie I słuchał co do niego mowie przegryzajac pestakami. Dziwne brzmi. Po prostu łatwiej mi nawiązać kontakt ze zwierzętami. Wracając do codzienności, to nie jest tak ze mi nie zależy. To nikomu poza mną nie zależy. Wszyscy biegną do szkoły pracy gdziekolwiek. To podobno dać im szczęście, już dawno nikt nie umie czerpać szczęścia z rzeczy błahych. Jeśli nie masz domu za miastem, drogiego audi, a najlepiej porshe, nie jesteś szczęśliwy. Tak przynajmniej ludzie myślą. Dla mnie szczęście to ten biały puchaty kocyk który leży na sofie. Jest miękki i ciepły. Szczęście to zdjęcie z wakacji które stoi zawsze w tym samym miejscu i przypomina mi ten cudowny czas który tak szybko zleciał. Szczęście to ten chłopak, o którym marze. Szkoda ze się nie znamy. Czemu nie ma w ludziach tego czerpania przyjemności z małych rzeczy. Wszystko im się nudzi po tygodniu. Kupują telefon potrzebują lepszego lepszego lepszego. Dziecko też zmienisz na lepsze? Może na nowsze? Albo nie. Wyrzuć stare zrób nowe. Jak będzie brzydkie spróbuj jeszcze raz. Jedno slowo. Hipokryzja. Kiedyś nawet próbowałam tych ludzi zrozumieć. Wbiłam się w grupę tych lubianych. Zapytałam czego chcą w życiu. One ze dom ze samochód ze kariera ze ciuchy ze drogie kosmetyki. A nie chcecie być szczęśliwe? Były zszokowane ze dla mnie wcześniej wymienione rzeczy nie są szczęściem i tak sonczyla się moja przygoda, przynajmniej próbowałam. Generalnie powiedziałam ze dla mnie szczęściem jest słońce które powoduje że chce mi się robić wzystko na raz. Jak to słońce? Chłopak przy którym będę czuła eie bezpieczna. Jakiś bogaty? Nie. Czemu jetescie takie puste?

Nie wiem4

-Cześć złotko.
-Czy my...
-O tak. Było ostro.
-Kłamiesz.
-Mam dowody.
-Ty skurwesynie.
-Nie denerwuj się.
-Co mam zrobić.
-Będziesz moja, będziesz całować mnie kiedy będę chciał, robiła co będę chciał i seks kiedy będę chciał.

-Nie będę twoja dziwka.
-Jesteś pewna?

-Ile bierzesz?
-Masz wolny wieczór?
-Patrz to ta dziwka z filmiku.

-Kochanie. Co się dzieje?
-Miałam... zły sen.
-Krzyczałaś. Wszystko w porządku?
-Kuba mi się śnił.
-Monia. Nie ma żadnego Kuby, spokojnie. Nie było o nigdy nie będzie.
-Spij ze mną, proszę.

-Monia, zapraszam cię na randkę.
-Randkę?
-Można tak to nazwać.
-Nie mam nic lepszego do roboty.
-Ja pierdole.
-Co źle tak?
-Prześlicznie.

-Monia, kto to właściwie jest Kuba?
-Nie wiem. Podczas śpiączki żyłam w innym świecie.
-Nawet tam nie miałaś łatwego życia?
-Sama nie wiem który jest gorszy.
-Będzie dobrze.
-Barti, dziękuję ze to robisz. Opiekuję sz się mną, Martwisz się o mnie to urocze. Gdybyś nie ty to bym siedziała sama załamana.
-Gdybym nie ja to by nie było wypadku.
-Wiem co się stało, to nie była twoja wina.
-Mam jedno pytanie.
-Hm
-Czujesz coś do mnie jeszcze?
-Wiesz ze to nie jest łatwe. Widzę jak się starasz, naprawdę to doceniam. Czuję że jesteś mi bliski, a mimo to nie dam rady sobie nic przypomnieć. Serce podpowiada, a mózg nie chce współpracować.
-Chcesz być moja dziewczyna?
-Ciągle nią jestem. Zapomniałeś? Głuptas.

Miesiąc później
Wszystko wraca do normy, dziś byłam w szkole z moja pamięcią jest na szczęście w porządku. Pamiętam już większość z czego niesamowicie się ciesze.
-Kochanie. Czujesz się już dobrze, ale hak dalej pójdzie to ja zachoruje.
-Bo?
-Minęły 3 miesiące. Nie kochaliśmy się 3 miesiące.
-Masz chcice?
- Jak cholera.
-Musisz zrobić coś żebym tez miała.
-Hmm. Może..
-No no
-Ej ale poczekaj.
-No co znowu. Musisz zawsze to robić?
-No ale co.
-Pojedziemy na wieżowiec.
-Po co.
-Kotku.
-Ale no. Błagam cie no.
-Chcę tam pójść.
-Co za łaska boże.
-Najlepsza.

-I co?
-Poszukaj.
-Możesz mi powiedzieć czego mam szukać?
-Z facetami. O. Znalazłam.
-Co to jest?
-Kolczyk.
-Czyli nie chciałaś się kochać i Przyjechaliśmy tu tylko po kolczyk?
-Zgubiłam go tamtego wieczoru, gdy wróciłeś. Pamiętam ze go szukałam. Dopiero teraz przypomniałam sobie ze tu mógł upaść. Przecież tu siedzieliśmy.
-Ty jesteś nienormalna.
-Może trochę.
-Chodź
-Chciałeś się kochać?
-Tutaj?
-A gdzie?
-Z tobą wszędzie.

-Znajdz moja koszulke.
-Ciemno nic nie widzę.
-Cholera.
-O mam.
-Idziemy.
-Uważaj.

-CZEŚĆ .....Imię Ochroniarza.

-Barti, mamy wino?
-Hmmm mamy.
-To poproszę.
-Co u Tomka?
-Dzwoniłem wczoraj, w porządku. A u Maksa?
-Serio?
-No.
-Znalazł mieszkanie, wyszedł na prostą.
-A my?
-Co my?
-Co dalej?
-Właśnie Bartek, co my będziemy robić?
Nie będziesz całe życie pracował u ojca.
-Monia, może twój tato ma rację? Może przyjmiemy jego propozycje. Na początku przy nim będziemy się uczyć. To jie jest zły pomysł.
-Ale le ja tak nie chce. Nie chce spędzić życia tak jak on, w papierach i na spotkaniach. To jest nudne. Ja chce być szczęśliwa,chce robić coś co mnie kręci.
-Co Naprzyklad?
-Chcę rysować. Byłabym taka szczęśliwa żebym mogła z tego żyć.
-Masz tyle tych prac przecież możesz je wystawić.
-

-I jak moja księżniczka?
-Zdałam wszystko idealnie!
-Wiedziałem.
-Bartek, cześć stary.
-Elo,co tu robisz?
-A przejeżdżałem i zobaczyłem twoja furę.
-Co u ciebie, dawno się nie widzieliśmy?
-Jesteście razem?
-Jak widać
-Serio?
-Kupił ci ktoś te wymarzone ferrari?
-Nie wierzę że jesteś z ta dziwka.
-Słucham? Przeproś.
-Bartek przestań.
-No dajesz, czekam.
-Zluzuj.
-Przeproś ładnie tą panią.
-Przepraszam.
-No.
-Nie pokazuj mi się na oczy.
-Odbiło ci stary przez ta laske.
-Bartek.
-Monia.
-Kocham bardzo.
-Ja mocniej.
-Nikt nie będzie ciebie obrażał.
-Misiek mój kochany.
-No juz puszczaj.
-Nie. Ładnie pachnie sz.
-Ty też. Kochanie. Jedziemy?
-Nie.
-Uwielbiam ten zapach.
-Opanuj się kobieto.
-Nie mogę. Jezu.
-Zmęczona jesteś?
-Bywało lepiej.
-To zdrzemnij się .
-A gdzie jedziemy?
-A na lotnisko, do Warszawy.
-A na lotnisko.
-No. Skoro wszystko pięknie zdałam to należy ci się nagroda.
-A pewnie ze się należy.

Otworzyłem oczy, po chwili je zamknąłem po swiatlo przedzierajace się przez szczeliny mnie poraziło. Usiadłem na brzegu i przeciągał em się,przeciągał em niedbale włosy i wyszedłem z pokoju. Z Szedłem po schodach usłyszałem muzykę, stałem w drzwiach wychodzących na taras. Tuż za nim było piękne morze, ale nie to zwróciło moja uwagę. Moje oczy wpatrzony były e dziewczynę w sportowym sportowym staniki i krótkich obcisłe szortach. Pięknie poruszała się w rytm muzyki, nigdy nie podobał mi się jazz ani nic takiego. To było inne, przyciągające,pełne emocji. To co robiła wydawało si ę trudne ale wszystko robiła z niesamowitą lekkością. Czy ja wcześniej po prostu nie zauważyłem? Ta dziewczyna jest cudowna i ma taki talent do rysowania, tańca, umie śpiewać. Prawdziwa artystka.
-Cześć kochanie.-mruknąłem po kilkunastu minutach opierając się o futryny drzwi.
-Cześć.-mruknęła podchodząc i całując mnie w policzek.  Dziewczyna ewidentnie się spędziła.
-No co ty.-Powiedziałem gdy wyłączyłam muzykę. Nie ma opcji.
-Co.
Włączyłem przycisk play
-Naucz mnie.-sapnąłem biorąc ja za rękę.
-Na początek podnieś mnie.-ułożyła moje ręce na swoich biodrach. Gdy dziewczyna znalazła się na górze obrocilem się do A razy i odstawiłam na ziemię.
-Rozluźnij się,  słuchaj, spokojnie, słuchaj muzyki. B
-Teraz chacha.
-Towarzyski tez umiesz?
-Ja ciebie nie znam. Kim ty jesteś? To nie moja dziewczyna.
-cha cha cha krok krok. Dobrze. Do tyłu. Biodra.-mówiła głośno kierując mnie. Koniec, zmeczykam się.

-Bartek, mama jest w szpitalu.
-Jezu,coś ie stało?
-Jakieś problemy z sercem.
-Daj. Znajdę jakieś bilety.
-To ja też...
-Zostajesz. Masz prace i studia. Nie możesz tego rzucić. Sama polecę.
-Poważne?
-Mówiła ze jest dobrze, ale wiesz gadanie,żebym się nie martwiła.
-Nie chce.
-Ja też nie ale musze.
-Zdrowie.
-Zdrowie.
-Szkoda mi ciebie mała.
-przyzwyczaiłam się, zawsze się pieprzy.
-Nie zawsze.
-Zawsze Bartek. Jedno się kończy drugie się zaczyna. I tak ciągle. Dobrze ze mam ciebie.
-Dobrze ze ja mam ciebie kochanie. Jestem największym szczęściarzem.
-Dzięki tobie te wszystkie problemy szybciej mijają. Zawsze mnie wspierasz.
-Kocham cie. Mam coś dla ciebie.
-Boże moja gitara. Dziękuję. Nie grałam tak dawno. Naprawiłeś ja i nastrojona.
-Zrobię wszystko dla tego uśmiechu.
-Jak ja cie kocham.
-All the Times that you Rain on my parade and all the clubs you get in using my name
-Na gramy to.
-Co?
-Wstawiamy na YouTubea
-Przestań.
-Masz talent dziewczyno. Umiesz malować tańczyć śpiewać grać na gitarze. W końcu w to uwierz.

-Halo.
-Good morning.
-Goog morning.
-My name is...... and i'm a meneger for Justin Bieber. Hello? I am calling becouse Justin was watched your movie on YouTube and he would like to meet you.
-I'm sorry. It's a mistake. .
-Youre waiting.
-Hi.
-Hi.
-Are you poznajesz my voice?
-Yes. I dont belive it.
-I never hear more beautiful voice, your cover It's weird.
-Thanks,i dont know what i say.
-Would you like to meet? I will going to Poland for three days. Hello? Can you hear me?
-Yes i am. I am  realny shocking.
-I'll calling to you yesterday, you'll telling me what think about.
-Ok.
-Only you are telling
-I live in Bialystok.
-I must  end.Do uslyszenia
-Bye.
-O kurwa
-Hej skarbie
-Wiesz kto do mnie dzwonił?
-coś się stało?
-Dzwonił do mnie justin bieber
-Źle się czujesz?
-Boże
-Pewnie znowu Tomek robi żarty.  Kolejny kretynski pomysł.
-Jutro ma dodzwonić
-Tomek?
-Idioto. Uwierz mi.
-Do mnie dziś dzwoniła Adele i zaprosiła na szarlotkę.
-Pieprz się.

-Cześć.
-Hej.
-To jak? Chciałabyś się spotkać?
-Justin ale czemu?
-Czy to ze jesteś piękna i utalentowana nie wystarczy? Dobra, man dla ciebie propozycje.
-Propozycje?
-Tak, powiem Ci gdy się spotkamy.
-Gdzie mam przyjechać
-Właściwie to ja przyjadę po ciebie. Będę w Białymstoku. Uczyłem się mówić to po polsku. Dobrze?
-Tak.
-Wieczorem wyślę konkretny adres i dzień
-W porządku.
-Miłego dnia.
-Tobie również.

-Cześć. Jestem Monika. Miło mi cie poznać.
-Siema jestem Justin miło mi cie poznać.
-Dzisiaj przyjechałeś?
-Tak. Rano.
-Jak podróż minęła?
-Dobrze, dzięki.
-Wiedziałem ze taka jesteś.
-Jaka?
-No wiesz taka naturalna, czułem ze będziesz mnie traktować normalnie.
-Zawstydzilam się.
-Ej spokojnie.
-Dziwna sytuacja. Dalej myślę że to sen.
-Wiesz jak ciężko jest znaleźć kogoś takiego? Już dawno  ktos nieznajomy mie wszedł i nie zaczął gadać jak że swoim ziomkiem. Czułem, kurde ze ty jesteś inna.
-Może przejdę do rzeczy. Jak wiesz wydaje nowy album. Szykujr trase i Szukałem długo osoby, z którą będę mógł spędzić ten fantastyczny czas.
-Boże co ty mi proponujesz.
-To na prawdę źle zabrzmiało. Wiem co masz na myśli. Chodzi raczej o osobę  która będzie występować ze mną na scenie.
-Nie sądzisz że to no Sory głupi pomysł? Miałabym występować z yoba? Ja jestem nikim nikt mnie nie zna.
-Wiec pozna.
-Co miałabym robić?
-jak to co. Śpiewać.
-Twoi fani będą zadowoleni? Chcą iść na twój a nie na nasz koncert.
-Monia, biorę to na klatę.
-Ładnie to mówisz
-Staram się
-Ile to trwa?
-Trasa? 5 miesięcy.
-musiałabym zostawić tatę, chłopaka,wszystko.
-Na pewno nie będziesz samotna, to mogę ci obiecać.
-Nie rozumiesz.
-Rozumiem, widzę, twoje oczy mówią jak wiele przeszłas. Kiedy mówiłaś chłopak zablysnely a głos zadrżał.
-Tak, on zmienił moje życie, właściwie to je uratował.
-Będziesz z nim rozmawiała ile będziesz chciała. No cóż ja ci mogę tylko obiecać jedno ze będę cię wspierał jak będę mógł.
-Justin, daj spokój nie będziesz się mną przejmować.
-Nawet tak nie mów.
-Zgadzam się ale musze porozmawiać jeszcze z chłopakiem.
-Jasne.
-To jest takie pojebane.
-Co?
-Mówiłam ze to jest naprawdę pojebane.
-Tak jak moje całe życie.
-Chłopak mi nie uwierzył,jak powiedziała kto do mnie dzwonił, nawet.nie wie ze tu jestem.
-Pewnie jest dumny ze ma taką utalentowana dziewczynę. Dzisiaj się dowiedziałem że wynajmuje od twojego ojca wille.
-Tak, byłam nawet przy jednym spotkaniu z twoim menadżerem.
-Pomagasz ojcu?
-Czasami się zdarzy.
-Przepraszam, Justin dzwonią z wytwórni, znowu jakieś problemy
-Przepraszam,w takim.razie daj znać czy na pewno się zgadzasz, później Ob gadamy szczegóły,wynagrodzenie i pierdoły. Do zobaczenia.
-Pa.

-Halo.Bartek gdzie jesteś.
-Tu.
-Co tu robisz?
-O to samo chciałem. Zapytać.
-Zamierzasz pracować w tym hotelu?
-W hotelu? Ja mam propozycję wyjazdu na trasę koncertowa.
-Co? Od kilku dni gadasz jakieś głupoty, Monia co jest?
-Tam jest Justin Bieber,wiesz po co . przyjechał?
-Pewnie chce cię zabrać w trasę.
-Właśnie tak.
-Ja naprawdę zaczynam się o ciebie martwić.

Po chwili z hotelu wyszedł Justin, spojrzał na mnie zakrywając się kapturem i ponosił rękę.  Pomacham do niego i natychmiast Spojrzałam na Bartka.
-Tak,to faktycznie Justin Bieber. I on do ciebie machal. Czy ty? Znasz go?
-Próbuje ci to powiedzieć, ale.mi nie wierzysz.
-Teraz zaczynam wierzyć.
-Ten telefon, to naprawdę on dzwonił?
-uch.
-Chce z tobą śpiewać?
-Tak.
-On widział nasz filmik. To dzięki tobie.
-Ale co teraz?
-Co? Chciałam się zapytać co sadzisz, on zaprosił mnie na trasę koncertowa. 8 miesięcy.
-Poczekaj. To jest jakieś pojebane. Wrzucasz filmik i kilka dni później dzwoni Justin i proponuje żebyś z nim śpiewała. I ty masz jeszcze wątpliwości?
-To jest 5 miesięcy.
-Dziewczyno, to jest szansa której nie dostał nikt. Masz szansę przejechać cały świat, pokazać swój talent,poznać wiele ciekawych ludzi, nowa lrzygoda.
-Nowa przygoda, bez ciebie.
-nie z marnujesz tej szansy. 5 miesięcy minie szybko, nie będziesz miała czasu myśleć ile jeszcze zostało. Minie w kilka chwil.
-Wiesz jak się skończyła ostatnia. Rozłąka.
-To nie był dobry czas. Byłaś za słaba, nie Przemyslalem tego. Teraz jesteś silna.
-Masz rację.
-Jedziesz w trasę?
-Jadę w trasę.
-Z kim?
-Z Justinem
-kali on jest?
-miły.
-I tyle?
-no
-Nic więcej?
-Przystojny.
-Ta.
-Nie boisz się ze cie zostawię dla tkiego przystojnego bogatego chłopaka?
-Nie.
-Serio?
-Kochasz mnie.
-Bartek...
-Nawet Justin nie da ci tyle przyjemności co ja.
-Tak?
-Tak. Jestem bogiem seksu.
-Dobre.
-Zobaczysz jak wrócisz po 5 miesiącach to jedyne co to będziesz chciała jak najszybciej pójść ze mną do łóżka.
-Zobaczymy. Może ktoś inny mnie zadowoli?
-A może mnie też?
-Okej.

-Cześć kochanie.
-Hej
-Co się dzieje?
-Monia, zaczęłas teraz nowe życie, robisz karierę.
-Bartek...
-Niedługo zaczniesz wydawać swój album, zaczną się koncerty. Ja do tego nie pasuje.
-Co ty mówisz.
-To nie ma sensu, będziesz szczęśliwsza beze mnie.
-Jak możesz tak mówić.
-Zaczęłas zupełnie nowy rozdział, ja będę tylko przeszkadzał.
-Nie będziesz, sam mnie namawiałes żebym tam jechała,mówiłeś ze 5 miesięcy nic nie zmieni.
-Myliłem się, ale to nie ty się zmieniłaś tylko ja. To nie twoja wina.
-Ty mnie juz nie kochasz.
-Nigdy nie pokocham nikogo tak jak kochałem ciebie.
-Boże, nie możesz tak mówić. Nie rób tego. Przecież ja ciebie kocham, nie poradzę sobie bez ciebie.
-Poradzisz, nawet lepiej niż ze mną.
-Ale dlaczego? Co się stało? Dzięki tobie moje życie się zmieniło, uratowałes mnie. Przecież ni emozesz tak po prostu odejść.
-Zabrałem swoje rzeczy, to są klucze, tu zapasowe, mieszkanie jest twoje. Wszystkiego najlepszego, jesteś najpiękniejsza I najwspanialszą dziewczyna na świecie. Nie zapominaj o tym.
-Nie Bartek,proszę.
-Mogę cię ostatni raz przytulić?

Tomek nie odbiera

Poszłam do baru hotelowego w którym zatrzymał się Justin. Po drodze wzięłam sobie pokój. Weszłam do pokoju. Nie mogłam zostać zostać w domu, w którym jeszcze pachniało Bartkiem. Nie chciałam jechać do taty bo by się tylko zmartwil.
-Proszę jakiś mocny alkohol, najmocniejszy.

-Mała jesteś tam? Otwórz. Co się stało?
-Ej no co ty. Przestraszyłam się.
-Napijesz się?
-Pewnie, ale..
-Rzucił mnie.
-Jak to?
-Boże Jus ja go kohalam tak bardzo.
Wiem, ale jakim idiota trzrba byc zeby zostawić taka dziewczynę. Ni eplacz juz.
-Co ja teraz zrobię?
-Będziesz żyła jak wcześniej. Dasz rade.
-To przecież nie możliwe. Czekaj musze zadzwonić.

-Hej, co tam?
-Tomek, Bartek ze mną zerwał?
-Co ty pieprzysz? Czekaj zaraz do niego zadzwonię.
- Nie, to bez sesnu, to była jego przemsyalana decyzja.
-Trzymaj się Monia. Kurwa no, przyjechałbym do ciebie,  ale jestem w Szczecinie. Co ten człowiek odkurwia.
-Dobra Tomuś kończę.
-Zadzwoń jak będziesz w naszym mieście,  spotkamy się. Nie załamuj się, do zoba.
-Pa.

-Dobra księżniczko, nie będziemy płakać. Lody, wino, słodycze. Siadaj.
-Nie ma wódki?
-A jest.
-Pile kiedyś polska?
-Mój pierwszy raz.
-Za to żebyś była zawsze szczęśliwa i nigdy więcej nie płakała.
-Poczekaj.
Po chwili Jus zaprosił mnie do łazienki, była tam przygotowana kąpiel i truskawki.
-Dzięki.-pocałowałam go w policzek po czym wyszedł.
-Jus.
-Słucham Księżniczko.
-Boisz się zobaczyć mnie nago?
-Ekhm.widzialem już ekh.
-Weź wódkę i chodź nie chce być sama.
-Widziałeś mnie nago?
-A żeby to raz.
Ochlapuje go.
-Byłeś kiedyś zakochany?
-Tak hak ty w nim?
-Raz. Rzuciła mnie bo jej się znudzilem.
-za nieudane miłości.
-Nie warto płakać,  nic nie daje nie polecam.
-Myślałam że już wszystko będzie dobrze. Ta, zapomniałam ze moje szczęście nie może trwać długo.
-Szkoda mi ciebie. Co mam zrobić żebyś była szczęśliwsza?
-Dole wódki.
-Bardzo zadko ktoś lubi mnie nie dlatego że jestem Justin Bieber.
-To strasznie płytkie. Jesteś świetnym facetem.
-Jak weszlaś potraktowałaś mnie inaczej niż wszyscy. Jak że zwykłym ziomkiem, człowiekiem.

-To Ubieraj się ja idę.

-Justin.
-Co.
Chłopak Obrocil sie jego mięśnie się napięty.  Podeszłam do nuego i Chwyciłam za koszulke. Zdjęłam ja jednym ruchem. Położyłam rękę na jego torsie, on zaczął. Lnie całować. Rozpiął stanik I rzucił go na podłogę. Pociągnęłam za sznurek jego spodni, które od razu spadły na ziemię. To ze nosił je tak nisko było tak seksowne o ułatwiło zdecydowanie mi sprawę.

-Justin.
-Hm?
-Jus, my?
-Tak.
-Myślałam że to sen.
-Na szczęście nie.
-To był najlepszy seks w moim życiu.
-Miło mi to słyszeć. Nawet nie wiesz jak bardzo chciało mi się. Cała trasa koncertowa. Można kurwicy dostać.
-Możemy nadrobić za całe 5 miesięcy.
-Teraz?
-A masz coś lepszego do roboty?
-Wiesz ze to tez był mój najlepszy seks?
-Kłamiesz
-Czułem namiętność, pożądanie. To mnie nakręcało. Chciałem więcej, ty o to prosiłaś. Nawet pocałunki z tobą są jakieś inne. Twoje cialo, zachowuje się tak. Nawet nie wiem jak to określić. Tak dobrze współgra z moim.
-Nie jestem w tym najlepsza.
-Jesteś kochanie.
-pierwszy raz czuje ze mam ciągle na to ochotę pomimo że to robiłam kilka godzin temu.
-To mój urok.
-Mhm.
-Jestem pod wrażeniem twojego uwodzenia.
-Dama siebie nie poznaje.
-noisz bardzo ładna bieliznę, jest taka kobieca, delikatna ale też seksowną. Mam dość tych prowokujących powycinanych kawałków materalu które mają niby podniecać faceta.
-Dziękuję bardzo.

-Jus, to ja jadę spakuje rzeczy z mieszkania. Znowu musze zawodzie je do domu.
-Pojadę z tobą.
-Nie musisz.
-Ale chcę.
-Dzięki.

-Jesteś jedyna osoba która odrazu zapiera pasy.
-Widziałem jak jeździsz, a raczej słyszałem.
-Już dawno powinni mi zabrać prawko.
-Z g adam się.
-Rozwalisz nas.
-Cykasz się?
-Nie wcale.
-Jak mam umrzeć to przy tobie.
-Czemu się zatrzymałas? Mamy zielone.
-Co ry powiedziałeś?
-Palnąłem tak?
-Nie.
-To...nie qiem co powiedzieć.
-Nie mów. Jedz.
-Tak zrobię.
-Oczka ci błysnęły. To coś znaczy.
-Co konkretnie?
-Może miłość?
-Miłość?
-Dobra, nie gadaj,od początku cie pociągałem.
-Chyba ja ciebie.
- Ty mnie jak cholera. Powiedz to.
-Nie.
-Widziałem jak na mnie patrzysz. A raczej na moja klatę.
-Ja?
-Nie ja.
-Myślisz ze podniecała mnie twoja klata?
-Tak właśnie myślę.
-Chcialbys. To ze leci na nią połowa dziewczyn na tej ziemi nie znaczy ze ja też.
-Oczywiście ty jesteś wyjątkowa. Miałaś zaszczyt patrzeć na nią cały czas.
-Idiota.
-Pieprzona Księżniczka.
-To ty ciągle patrzyłeś mi na cycki i tyłek.
-To nie ja chodziłem w seksownych ciuchach z dekoltem, szortach i spódniczkach. Jestem tylko facetem.
-Który od początku chciał mnie w łóżku.
-Może.
-Co?
-Ty to powiedziałaś. Ważne ze się udało. Dodatkowo sama tego chciałaś.
-Wkurwiasz mnie.
-poprostu to powiedz
-Przez cały czas mnie pociągałes i chciałam pójść z tobą do łóżka.
-Dziękuję.
-Stanął?
-Jak widzisz.
-Pilnuj go.
-Przyznaj ze ten seks to nie był tylko zwykly seks.
-A jaki?
-Ty powiedz.
-Namiętny? Długi? Zajebisty? Chcesz usłyszeć ze chce jeszcze?
-W koncu.
-Mogę też powodziec ze jesteś najlepszym facetem jakiego poznałam, przy którym czuje się najlepiej, że chce być lrzybtobie cały czas, że przy tobie nie panuje nad sobą i robie rzeczy na które nigdy bym się nie odważyła.
-A ja mogę powiedzieć że jesteś niezwykle piękna, uwielbiam gdy się uśmiechasz i pojawia ci się dołeczek na prawym policzku, uwielbiam patrzeć w twoje oczy może jesteś nieświadoma, ale robiłem to je tysiące razy gdy byłaś nam czymś skupiona, gdy nasze ciała współpracują, gdy czochrasz moje włosy, gdy udajesz ze ci nie zależy i ze masz mnie gdzieś, gdy lezysz w moim łóżku naturalna, to jest urocze, gdy patrzysz na mnie wzrokiem pożądania. O tak. Podoba mi się każdy kawałek twojego ciała, nawet ten malutki pieprzyk na wewnętrznej stronie presję ręki.
-Jego ledwo widać.
-Widzisz jak dokładnie obejrzałem twoje cialo?
-Zaczynam się bać.
-

-Kupił je?
-Tak.
-Ładne.
-Nie za duże ale całkiem spoko. Nowocześnie. Przytulnie.
-Ej nie płacz.
-To zdjęcie z Chorwacji. Ja Żnin tak dużo przeszłam. Dzielilismy swoje wszystkie problemy i je rozwiazywalismy. Nie mogę uwierzyć że to tak po prostu się skończyło.  Ze on mnie już nie kocha.
-Na pewno nie chcesz zatrzymać mieszkania?
-Nie, tu jest za dużo jego. Nie mogę tu mieszkać. Wynajmę je.
-Patrz. Gitara. Ta na której grałam na filmie. Dostałam ja bardzo dawno temu od dziadka.
-Wow, naprawdę stara, to jest cenne bardzo.
-Ta jest nadzwyczjanie cenna, bo była gitara niezwykłego człowieka.
-

-Dobrze się trzymasz.
-On kiedyś mi obiecał ze będzie mnie kochał tak długo jak będzie mógł i był ze mną dopóki będzie mnie kochał. Mam do niego żal, że tak po prostu odszedł. Ale nie wiem nie czuje się aż tak źle,  pewnie temu że jwstes przy mnie. Było mi z nim dobrze, ale może teraz będzie jeszcze lepiej. Chyba nie ma sensu płakać, dotrzymał obietnicy.
-Wierzysz w wieczna miłość?
-Tak. Moi dziadkowie kochali się do ostatniej chwili wspólnego życia.
-
Dojechaliśmy do mojego domu, Justin pomógł wypadową moje zrzec i zanieść do domu.
-Masz ochotę się odstresowac?
-O tak, tobie się przyda jeszcze bardziej.
-Piwo?
-Ta, proszę. Justin usiadł na brzegu basenu uprzednio zdejmujac buty koszulke I spodenki. Ja zdjęłam kosuzlke i usiadłam obok jego w staniku I szortach.
Wzięłam łyk piwa.
-To co powiedziałeś w samochodzie. Dziekuje.
-Nie ma za co to prawda.
-Kochasz mnie co?
-Jak to powiem to bierz uciekniesz?
-Zostane. Na zawsze. Dodałam całując go w policzek.
-Kocham cie mała. Powiedział po czym mnie pocałował.

-Kochanie, wstawaj. Mam nadzieje ze się wysłałaś bo dziś ostatni koncert.
-Oj dziękuję. Nie mogę się zdecydować.
-To.

*Justin*
-Wiesz gdzie Monika?
-W garderobie.
-Dzięki.
-Jesteś już gotowa?
-Tak.-powiedziała po czym Obróciła się i wstała z krzesła. Miała na sobie biały bralet skrzyżowany na plecach o czarną spódnice w kwiatki. Na jej długich nogach były miętowe szpilki. Włosy miała delikatne lokowanie.
-Kuźwa
-Za każdym razem to samo.
-Xo ja poradzę.
-Ładne buty.
-Dzięki. Ładne wszystko.
-Dzięki.

Dzisiaj będzie trochę inaczej,  bo zostane jeszcze na chwilę. Chyba die nie obrazice? Miałem to szczęście zrobic ta trasę z niezwykłą utalentiwaną dziewczyna. Mogę wam tylko powiedzieć ze każdy dzień z nią był wyjątkowy. Każdego dnia dziękuję Bogu, że ja spotkałem, bo moje życie stało się lepsze. Nawet nie wiecie jak ona potrafi poprawić humor, po prostu przy niej człowiek czuje się dobrze. Nie wiem jak to robi, to chyba anioł. Znamy sie jakies pol roku a czuje sie jakbym uridzuk sie obok niej. Kazdemu z was zycze zebsycie spotkalo w swoim zyciu wlasnie taka osobe ktora was bedzie uszczesliwiac poprostu ttm ze jest.
-Teraz idz na scene.
-Jak to?
-Juz szybko.
-Monia, kochanie, teraz do ciebie. Dziękuję ci za wszystko, za trasę,  za każdy wspólny dzień, za uśmiech, za to ze mnie wspierasz, pomagasz, dziękuję. To dla ciebie.-powiedział ostatnie słowa wręczać mi największy bukiet z róż jaki widziałam.
-Może to kiczowate, nie znam się. Ale zawsze ebedziesz moja księżniczka.-powiedział wkładając na moja głowę przepiękny diadem. Nie mogłam powstrzymać łez. Objęłam fo od razu. Wtuliła głowę w jego ramię.  Miałam wrażenie ze zaraz upadnie,  okropnie się trzeslam. Słyszałam tylko oklaski. Ony to nie był sen.

Rano balkon
-Justin Bieber z córką miliardera. Czy tym razem znajdzie miłość?
-O kurwa, to brzmi jak jakiś słaby triller do romansu.
-Dokładnie. A jednak nie, już Zerwaliśmy.
"Justin po rozstaniu, wrócił do eks" Co za isiotyzm.
-Kochanie,odłożył to. Nie jesteś tu by się przejmować takimi pierdolą mi. Odpocznij. Nie stresuj soe. Pocałuj mnie. No.
-Jeszcze.
Całują się.
-Nie przytłacza cie to? Paparazzi, plotki,  afery.
-Przyzwyczaiłem się, nie czytam tych bzdur. Zajmuje się ważniejszymi rzeczami.
-

-Cześć Monia.
-Cześć. Em...chyba nie powinieneś dzwonić.
-Chciałem tylko spytać jak się czujesz, co u ciebie?
-Bartek ja nie umiem i nie wiem czy będę umiała rozmawiać z tobą jak z najlepszym kuplem. Naprawdę mnie zraniłeś, zostawiłes bez konkretnych wyjaśnień.
-Ja nie wiem jak to wytłumaczyć, po prostu przestałem cie kochać. Nie mogłem żyć kłamać ze ciągle czuje to co kiedyś.  Czuję ale nie miłość tak silna jak była.
-Ja nie czuje juz nic.
-Ja poprostu chciałem wiedzieć co u ciebie.
-U mnie. Aktualne jestem w bardzo fajnym miejscu, piękne morze,plaża,  cudowna willa,przystojny chłopak, najlepszy seks, piękne słońce. Tak jestem szczęśliwa jeśli o to ci chodzi.
-W takim razie jeszcze więcej miłości i szczęścia.
-Dziękuję tobie również życzę żebyś był tak szczęśliwy jak ja.
-Do ucsluszejia.
-Narka.
-To był on?
-Tak.
-Przystojny chłopak,  najlepszy seks.
-Yhy.
-Chciałem go 2kurzyc.
-Nie wcale.
-Moja wredna
-Teraz będzie żałował.
-Ma czego.
-Oj ma.
-Nie b3dziemybw kółko się miziać chodź gdzieś. Zróbmy coś.
-La Emi to pauje.
-Ale ja mam dość. Boli mnie szyja od pocałunków, a ty masz całą szyje malinek.
-Nie przeszkadzają mi. Uwielbiam je.
-Jus, uparciuchu
-Chcesz spędzić cały dzień w łóżku? Patrz hamak jest pięknie.
-No.
-To idę sama. Avtu są całkiem niezli chłopcy.
-Dziewczyny tez niczego sobie.
-Nie ma tu ładniejszych ode mnie.
-Kocham twoja udawaną pewność siebie.
-Prawdziwa.
-Ta...
-To twój?
-Nie,tamten.
-O fajny.
-Może lepiej nie?
-Może nas nie zabije.
-Umiesz to prowadzić? Zaraz powiesz ze na ciężarówkę prawko tez masz
-Może.
-W tym nie ma nic trudnego.
-Wiem em,  ale nie spodziewałem się.
-Poprowadzę z tobą.
-Mmm.
-Tu.
-Czemu tu?
-Bo tu ładnie.
-Teraz nie możemy się napić.
-ktoś po nas przypłynie.
-Nie musimy poć.
-Robie dobre drinki.
-Racja. Zrób.
-Brałeś kiedyś?
-Co to za pytanie?
-Z ciekawości?
-Brałem.
-Dawno?
-Rok temu.
-Będziesz brał?
-Wątpię.
-To dobrze.
-Co się dzieje?
-Kiedyś prawie staraciłam przez to gówno chłopaka.
-Nigdy nie..?
-Nie.
-Serio? Ani grama?
-Nie.
-Nawet skrętów nie paliła?
-Nie.
-To dobrze. Chciaż skręta mogłabyś spróbować taka spięta.
-Justin.
-Monia.
-Strasznie się boisz o mnie. Podejrzane.
-Bo cię kocham idioto.
-Duzo razy korzystałeś z usług pan?
-Kilka. Wiesz ze moja sytuacja jest trudna. Mam swoje potrzeby a ciężko mi znaleźć dziewczynę.
-No dobrze, nic nie mowie.
-teraz mi nie potrzebne prochy i tanie panie.
-Będziesz grzeczny?
-Obiecuję.

Dzień rozstania na tydzień.
Dziś przyjechałam do swojego miasta. Przyjechałam odwiedzić tatę, kilka spraw tu zostało i musze je załatwić. Papierki, nic ciekawego.
-Dawno mnie tu nie było.-mruknęłam odstawiajac walizkę przy szafce nocnej.
-Monia.Jeju no hej.
-Hej. Co u ciebie?
-Matko co u ciebie dziewczyno? Dawno cie nie widziałam skarbie.
-No jaj widzisz dobrze.
-Jesteś jeszcze piękniejsza. Ojeju znowu, musze lecieć na dół.

Szłam chodnikiem uśmiechnięta. Byłam zadowolona bo wszystko udało mi się załatwić i reszta tygodnia była wolna.
-Ojejku przepraszam.
-Nic się nie...Monika.
-Cześć.
-Pójdziemy na kawę?
-Nie wiem czy mamy po co.
-Chodź.
-Ściales się na lyso?
-Nie do końca.
-No przecież widzę.
-Co u ciebie?
-Mam rozmawiać jak z kumplem?
-Tak.
-W takim razie bardzo dobrze. Mam cudownego chłopaka, miłość, wydaje płytę juz niebawem, wróciłam właśnie z cudownego miejsca. A u ciebie?
-Dalej nie jestem pewien czy ci to mówić. Uważam że w końcu powinnaś poznać prawdę.
-O czym ty mówisz?
-Kiedy pojechałas w trasę, zle się czułem. Poszedłem na badania, wykryto nowotwór. Skończyłem chemię. 
-Boże.
-Nie zasługiwał as na życie z chorym człowiekiem, zasługiwał as na godne życie. Byłbym utrudnieniem. Zdecydowałem ze odejdę. Moja choroba wszystko by zniszczyła.
-Kochałam cie za to jaki jesteś, czy zdrowy czy chory kochała bym cie. Dslibysmy sobie rade.
-Właśnie o to chodzi. Chciałem żebyś się skupiła na tym co ważne.
-Bo przecież wiesz co dla mnie jest najważniejsze no tak. Zawsze tak było.
-Kiedyś to zrozumiesz.
-Nie traktuj mnie jak dziecko, chociaż teraz.
-Nie zamierzam. Znasz prawdę, nie muszę już udawać.  Nic od ciebie nie oczekuje.
-Nie mogę w to uwierzyć.
-Gdybyś kiedykolwiek mnie potrzebowała ja jestem i nigdy nie przestałem cie kochać.
-Przepraszam.
Przecież nie mogę się rozkleoc, przecież go nie kocham. Jakie to ma znaczenie dlaczego mnie zostawił, już przestałam go kochać,  przecież nic nie czuje. Po co się godzilam na spotkanie. Co to ma zmienić? Przecież to przeszłość. Jestem szczęśliwa. Jestem Jestem facetem którego kocham i który kocha mnie. Bez sensu. Nie będę o tym myśleć. Po co.

-Justin.jezu co się stało?
-nic, Tęskniłem.
-przestraszyłam się.
-Ej nie cieszysz się?
-Ciesze.
-Nie widzę.
-Spotkałam Bartka.
-Nie gadaj.
-Ma raka, mial chemię. Temu odszedł.
-Co? Nie.
-Tak.
-Monia. Przeciez nie kochasz go.
-Nie. To przykre.
-Oczywiście,  ale widzę ze coś innego jest nie tak.
-Boje się.
-Ale czgeo?
-Że któregoś dnia cie stracę tak jak jego, zostane znowu sama. Nie dam sobie znowu rady.
-Błagam. Przestań. Księżniczko. Nigdy cię nie zostawię rozumiesz. Nigdy. Co ci przysłowie do głowy?
-Bo jego też straciłam i nie umiałam nic zrobić, zatrzymać go.
-To nie była twoja wina.
-Tak, ale mogłam coś zrobić jakoś mu pomóc.
-Jak? Wyleczylabys go?
-Nie wiem.
-Nie możesz siebie o wszystko winić do cholery.
-Przytul.
-Cały czas przytulam.

-Powiedziałeś ze Monika jest wyjątkowa.
-Tak gdy budzisz się rano i widzisz ja zupełnie naturalna od razu pojawia cie się uśmiech na twarzy, wiesz ze jesteś szczęśliwy, ona nic nie mówi a się cieszysz ze jest twoja, wiesz ze to właśnie ta jedyna. Nie ważne co die dzieje wytrzymałość popatrzeć w jej oczy i juz jest lepiej.
-Pięknie o niej mowisz.
-Mógłbym tak cały dzień.
-Zatem mów,  mamy czas.
-Słyszałeś nowy kawałek?
-Tak byk naprawdę świetny.
-Tworzyliśmy go wspólnie. Chyba nic nie musze mówić.
-Tak to była inna piosenka. Duzo emocji.
-Bo tyle jest na codzień w naszym życiu. Robimy wszystko żeby tych złych było jak najmniej ale wiadomo jak to jest.
-Ciągle mówisz o niej.
-To irytujące?
-Urocze. Fanki cie zabija.
-Tak, wiem. Ale wiesz zauważyłam że i tak większość vanów przyjęła dobrze nasz związek. Dostajemy mnóstwo życzeń. Wiadomo są te napalone które chcą nas zabić, no ale...

Nałożyłam czarną bieliznę na to nazuculam czerwona koszulek w kratę justina. Była rozpięta. Moalam tez czarne zakolanówki. Weszłam do salonu w którym był justin. Siedział nat się skupiony na telefonie. Podeszłam do wieży I ważyłam głośno piosenkę what do you mean? Podeszłam do niego. Wsunęłam mu telefon z rąk odkładając go na stolik, tym samym pokazując jak wyglądam.
-Czy to moja koszula? Jest twoja.
masuje jego głowę z tyłu.  Po czym chłopak wstaje, ocueram się o jego krocze i trzymam ręce na szyji. Chłopak złapał mnie za pośladki. Uwielbiałam to.
-Co ty ze mną robisz dziewczyno.
Usiadł na kanapie sądzą jąć mnie na swoich kolanach.
Usłyszałam wibracje i dźwięk telefonu Justina. Chłopak nie odrywal swoich ust od moich przechylil mnie lekko do tyłu by sięgnąć po telefon.
-Stary, zapomnij o tym spotkaniu.-powiedział a jego dłoń mocniej zacisnęła soe na moim pośladku gdy zaczęłam pociągach jego koszulke I jeździć po brzuchu.
-Ale...usłyszałam urawny głos gdy odklaladal telefon. Umożliwił mi zdjęcie koszulki unosząc ręce do góry. Bez wahania rzuciłam ja na podłogę u położyłam rękę centralnie na krzyżu na jego torsie.
*Justin*
Dziewczyna położyła dłoń na moim torsie, Tymaczesm ja oparlem sie o kanpe teraz tak ze centralnie lrzed moimi oczami były jej piersi. Może to śmiesznie zabrzmi ale to najładniejsze piersi jakie widziałem. Ładny czarny stanik dodatkowo to podkreślał. Z jechałem wzrokiem niżej, nawet nie wiecie jakie ta dziewczyna ma piękne kobiece ciało. Położyłem dłonie na jej wcięciu w tali pozniej zjechałem po jej szerokich biodrach I znowu położyłem dłonie na jej pośladkach. Pomimo że była bardzo szczupła miała bardzo seksowny widoczny tyłek,  żeby nie powiedzieć odstający. A jej biodra szerokie niezwykle kobiece.popatrzylem niżej na jej uda. Monika byla dziewczyna wusoka wiec bozia obdarzyka ja długimi zgrabnymi nóżkami.znowu popatrzyłem do góry na jej twarz,była uśmiechnięta, skupiona, ale miała prowokujący wzrok. Ciągle bawiła się moimi włosami. Układając je to do przodu to do tyłu. Przecież nie mozemy tak skończyć,  to dopiero się zaczyna. Skoro dziewczyna się tak postarała musze yo kontynuować. To ze  nic nie mówiła nadawało strasznie fajny klimat, jeszcze bardziej mnie pociągała. Udawała jak zwykle niewinna. Schylila sie po czym przejechała językiem po moim torsie, moje mięśnie się napięty. Zaczęła muskać moje usta położyła ręce na moich barkach. Dziewczyna nie odrywając naszych ust, rozpiela guzik moich dżinsów. Dobrze ze to robi, bo już mi tam wszystko buzuje. Położyła palec na mojej dolnej wardze odchykajac ja do dołu bleboko patrząc patrząc w moje oczy. Próbuje coś z nich wyczytać? Jej Paznokieć zjechał na brodę. Minęło już jakieś ponad 15 minut, a my daje nie powiedileismy do siebie ani słowa. Do tego chyba trzeba dojrzeć, czasami eystarcza art gesty ruchy ciała żeby domyśleć się cego chcemy, czasami poprostu słowa są nie potrzebne,bo rozmawiamy ciałem. Dziewczyna wstała i szybkim ruchem pociągnęła za naganne moich spodni, od razu ściągnąłem druga i rzuciłem je na bok. Zaczepiła za gumkę moich bokserek i przyciągnęła do siebie. Wskoczyła na mnie kładąc na policzki dłonie i znowu zacynajac namiętne pocałunki . Wiem ze Uwielbiała tak na mnie wisieć.

-Siemka.
-No hej.
-Będziesz w najbliższym czasie w Polsce? 
-Raczej się nie wybieram.
-Cholera, bo bardzo ciebie potrzebuje.
-To bardzo ważne?
-Jak ty nie pomożesz to już nic nie da rady.
-Pojutrze mogłabym przyleciec.
-Byłoby mega. Daj mi znać o której pdzylot odbiorę cie
-Okej.  Do zobaczenia.

-Kochanie będziesz zly.
-Dlaczego?
-Dzwonił tomek potrzebuje mnie.
-Jesteśmy na wakcjach, licze się w ogóle?ja też coebie potrzebuje.
-Dwa dni i wrócę.
-Nie ma mowy.
-Jus musze, on zadko prosi mnie o pomoc. To musi być coś ważnego.
-Dwa dni.
-tylko.
-Będę tęsknił tak bardzo. Nie rób nic głupiego. A może z tobą pojadę?
-Nie dwa dni i wrócę.

-Hej.
-Siemka.
-Przestraszyłeś mnie, co się dzieje?
-Ostatnio dzieje się coś złego z Bartkiem, całkiem mu odwaliło. Wiem ze może cię to teraz nie obchodzi. Ale to mój najlepszy kumpel i nie umiem nic zrobić żeby mu pomóc. Chcę dawnego Bartka.
-Ale Tomek co ja mogę. Jestem ostatnia osoba której posłucha.
-Wlasnie nie.
-Co dokładniej się dzieje?
-Od jakiegoś czasu nie dam rady się z nim dogadać, w nocy ściga się w nielegalnych wyścigach. To robi się coraz bardziej nie ciekawe.
-Dalej nie wiem jak mam pomoc.
-Nie wiem kurwa pogadaj cokolwiek. Odjebalo człowiekowi od kiedy zerwalisci, ale ostatnio nie poznaje go.
-Nie mialam z num konatku od tamtego czadu, Spróbuję ale wątpię by to coś dało.
-Nie chce się z nim w więzieniu spotykać. Czułem ze po zerwaniu będzie tak jak po śmierci Michała zw znowu nie będzie z nim kontaktu. Proponował żeby zamieszkał u mnie na jakiś czas, ale on żeby nie, nie i nie. I wjebal się do tego gówna.

-Elo.
-Co tu robisz?
-Liczyłam na milsze powitanie. Mam propozycję.
-Ty dla mnie?
-Będziemy się ścigać. Jeżeli przegrasz oddajesz swoje auto. Jeżeli wygrasz masz moja furę.
-Jaki masz w tym interes?
-Co cie to obchodzi.
-Zgadzam się.
-Stary nie gadaj ze będziesz się z laska ścigał
-A będzie. Tez chcesz? Ja chętnie.
-Dobra zaczynamy
-Chyba nie myślisz ze będę się nie legalnie ścigać. Nie zrujnuje sobie jaruery jakimś gownem.
-To jaki masz niby pomysł. Jedziemy na tor do .......?
-pozwól załatwić mi to po swojemu.

Przed nami stanęła dziewczyna palcami odliczala sekundy. Zacisnęłam ręce na kierownicy I dodałam gazu. Ruszyłam z piskiem, byłam z nim ma równi. Po kilku sekundach prowadziłam. Przez chwilę miałam myśl że jednak nie uda mi się. Dojechałem na metę 10 sekund wcześniej.
Wysiadłam z lamborghini i zdjęłam kask.
-Masz.-nruknal oddając mi kluczyki.
-Powaliło cie?
-Tak była umowa kurwa.
-Jakieś dziwki się słuchasz?
-Jak masz jakiś problem to zaraz się scigniemy i zobaczymy czy jesteś taki kozak.
-Nie ścigać się z laskami.
-Boisz się co? Słabo przegrać z laska.
-Ej lalka to weź nam zalatw żebyśmy zawsze mogli na legalu się ścigać co.

-Co tam?
-Jutro wrócę, załatwiłam wszystko.
-Nie mogę się doczekać.
-Ścigał am się dziś.
-Co?
-Btralam udział w wyścigu.
-Do reszty cie Pojebało?
-Jus.
-Mogło ci się coś stać do cholery. Co za dziewczyna, wiedziałem ze powinienem jechać z tobą.
-Nic się nie stało takiego.
-Jak nic. Stalo sie, tez chce się po ścigać.
-Jeszcze się poscigasz.
-A na serio to wszystko dobrze?
-Tak kochanie.
-na czym w ogóle miała polegać ta pomoc?
-Uartowałam swojego eks.
-Ścigał as się dla niego.
-Raczej z nim. Chociaż to dla niego.
-Ty na serio zn tym ściganie.
-Czemu mi nie wierzysz.
-Co ty narobiłas jak tak był ktokolwiek kto zrobił ci znrobil ci zdjęcie..
-Myślisz ze jestem głupia? Załatwiłam to, było legalnie.
-Jak legalnie, od kiedy w Polsce jest tor wyścigowy.
-Sciavlaismy soe na ulicy. Nawet nie zdajesz sobie sprawy co ja potrafię załatwic.
-Załatwiłas legalne wyścigi na ulicy?
-Tak.
-Naucz mnie.
-Musisz mieć tyle uroku osobistego co ja.
-Żebym nie miał nie myślał byś teraz o tym jak dobrze byłoby leżeć na mnie.
-Dobranoc.

-Sory, ale jutro wyjeżdżasz i chciałem jeszcze pogadać.
-Wejdź.
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Mam nadzieje ze się ogarnie.
-Ja też.
-Ale to nie jest facet którego Kochałam, zmienił się bardzo.
-To nie jest ten sam ziomek który był, ale przecież nie zostawię go.
-Nie będziesz miała problemów przez to?
-Nie.
-Justin nie jest zły?
-Przez chwilę był,  ale wszystko w porządku.
-To dobrze, jeszcze raz dziękuję.

-Daj na głośnik.
-Mam jedno pytanie do ciebie. Po co to robisz? Na chuj co?
-Tak bardzo cie to meczy?
-Wpierdalaj się dalej w nie swoje sprawy.
-Nie miałeś nic przeciwko żeby się ze mną ścigać. Nie masz fury i teraz cie rozkminy naszła?
-Pewnie Tomeczek cie ściągnął co.
-A żebyś kurwa wiedział. Ona ci uratowała po raz kolejny dupe a ty co? Jeszcze masz jakiś problem?
-A teraz jesteś u niej,to szczęścia wam życzę i zdrowych dzieci.
-Przeginasz, Kiedy ty wkoncu się ogarniesz co? Odjebało ci? Sam rzuciłeś najlepsza dziewczynę jaka jest i teraz masz jakiś problem? Na jej miejscu bym ci no chuja nie pomógł.
-Ja wcale o to nie prosiłem.
-Wiesz co kurwa, mam cie dosyć. Jak tak ci zależy żeby żyć w pudle to okej.
-Co mam zrobić żebyście mi oddali auto?
-Jaja se robisz jest moje. A właściwie to oddam je dla Tomka, mojego kochanego chłopca. Wpadniesz na imprezę z okazji zaręczyn?
-Pieprzcie się.
-Al za chęcią

-Bartek.
-Czego chcesz?
-Czemu mi to ribisz?
-To ty mi nie dajesz spokoju.
-Bo staczasz się na dno. Michałowi nie jest miło patrzeć jak jego kochany vrat robi takie głupoty.
-O co ci chodzi?
-Przestań to robić. Skończ. Przecież nie jesteś taki. Powiedz coś.
-Co mam ci powodziec, że cie kocham? To chcesz usłyszeć? Odszedłem żebyś byla szczęśliwa, jesteś, wiec nie zajmuj sie mną. Jedz do Kanady, do Justina, zajmij się bić,  pojedziesz do studia, nagraj płytę. Zostaw mnie. Błagam, zostaw.
-Skoro tak ci zależy na moim szczęściu to nie rób tych głupstw, martwię się. Nigdy nie będziesz mi obojętny, chce żebyś ty również był szczęśliwy. Dziękuję ze zrobiłeś tyle dla mnie. Mam nadzieje ze ułoży sz sobie życie.

-zachowuje sie jak 16 latek. Kiedyś zrozumie.
-Może zrozumie może nie. Tomek, daj sobie spokój, skoro on nawet nie rozumie ze ty mu pomagasz.
-Ciężko jest patrzeć jak twój brat upada na dno.
-Wiem, ale na sile nic się nie da. Masz, zrób z nim co chcesz.
-Jak będę nim jeździć,on dostanie kurwicy.
-Może właśnie o to chodzi.

-Dżasten, wróciłam.-krzyknelam rzucajajc klucze na komode.Dżas...-krzyknelam znowu i ponownie nie otzrymalam odpowiediz. -Ty mały kutasie znowu się będziesz drażnił. Kupił ten duży dom żeby się chować, jak dzieciak.-powiedziałam sama do siebie, zdejmując sandały.- O karteczka, bawimy się podchody. Super.-mruknęłam patrząc na kartkę ze strzałka wskazująca na schody.- Justin wyłaź, kupiłam mam część naszej ulubionej gry. Jak tu nie przyjdziesz pierwsza zagram.-krzyknęłam wiedząc że ttm razem jednak otrzymam odpowiedz.
-Premiera jest dopiero za tydzień.-usłyszałam cichy głos dochodzący z góry.
-Nigdy we mnie nie wierzysz. W takim razie gram sama.-powiedialam uśmiechając się i siadając na kanapie.
-No nie gadaj. O stara.Jestes niesamowita.-mruknął widząc na telewizorze grę.
-Buzi.-powiedziałam na stawiając się.
-Zajebiste.-mruknął po czym usiadł kolo mnie.
-Masz. Idę się przebrać.-powiedziała wstając z sofy.
-Nie.-krzyknął nagle łapiąc mnie za rękę i ciągnąc bym spowrotem usiadła usiadła na kanapie.
-Czemu?-zmarszczylam czoło zdezorientowana.
-Masz.-mruknął zdejmując z siebie koszulkę i kładąc na moje kolana.
-Ale ja...-sapnęłam chcąc przebrać się z sukienki w swoje dresy.
-Kochanie.-powiedział ostrym tonem i posłał stanowczy wzrok.
-Okej...-powiedialam podnosząc ręce w obronie. Zdjęłam z siebie sukienkę i nalozylam jego koszulke. Był pochłonięty gra ale mimo to zerkał na mnie. Rzuciłam sukienkę na brzeg sofy i usiadłam kładąc nogi nogi na jego kokanach. Sięgnęłam po drugiego pada i wlaczylam się do gry.
-Ładny stanik. Mój ulubiony.-mruknął oblizujac usta.
-Chyba jednak nie chce mi się grać.-powiedziałam odkadjaqc pada i wstajac z kanpy. Chłopak popatrzył pytająco po czym znowu Przeniósł wzrok na ekran.
Otworzyłam drzwi na taras, lekki wiatr poruszył moimi włosami. Wyszłam na zewnątrz nie zamykając drzwi za sobą. Zdjęłam koszulke I położyłam ja na leżaku. Wskoczyłam do wody, po xzym szybko się z niej wynuzylam i wygaldizlam włosy do tyłu. Woda przyjemnie chodziła moje ciało. Położyłam się na materacu który pływał w basenie. Zamknęłam oczy gdy słońce zaczęło świecić prosto w nie.
Usłyszałam kroki chłopaka zmierzające w moja stronę.
-Proszę.-powiedział. Otworzyłam oczy, chłopak podał mi okulary przeciwsłoneczne i mój ulubiony drink.
-Kocham cie.-powiedialam uśmiechając się.
-A myślałem ze jestem małym kutasem.
-Ekhm nic takiego nie mówiłam.-znieasmialam się patrząc w druga stronę. -Czemu nie mogę iść do sypialni?-popatrzyłam na co on się uśmiechnął.
-Wszystko zepsułaś, miało być super romantycznie. Co robisz?
-Idę na gore.
-Co robisz.
-Niose swoją lejdi.
-Jakie słodkie. Dziękuję Jus.
-cóż to za sukienka. No proszę. Ale się ktoś postarał.
-Podoba co się?
-Jak wyglądam? Co ty robisz?  Nienormalny jesteś?
-Jestem.
-Wkładam koszulę i idziemy.
-Gdzie znowu.
-Tony zapraszał nas na imprezę.
-Chcę zostać zostać tobą.
-Tam pójdziesz ze mną.
-Pod jedynie warunkiem.
-Hm?
-Żadnych flirtów.
-Jakbym mógł.
-No.

-Hej Tony.
-Cześć mała.
-Co u ciebie?
-Właściwie to skoro gadamy to może miałabyś ochotę na feata ze mną.
-Bardzo chętnie. Zadzwoń i idź jestem w studiu.
-Serio?
-Pewnie.
-Przepraszam was bardzo Tony mogę cię prosic?
-W porządku idz.
Skierowałam się do baru by wziąć drinka, nie bardzo wiedziałam gdzie jest Jus bo juz na początku się rozdzielilismy. Usiadłam na stołku obserwując grono mi dość dobrze znanych ludzi.
-Śliczna sukienka Monia.
-Dziękuję Pattie.
Wstałam ze stołka zuoe nie ignorując ze dziewczyna moi coś do mnie. Oparłam się o ścianę. Zamknęłam oczy mocno je ściskając,otworzyłam je, przeszedł mnie nie przyjemny dreszcz. Zobaczyłam justina witajacego się z Shawnem, od dawna chciał go poznać. Był to bardzo lrzystojny wysoki brunet o ciemno brązowych oczach. W pewnym momencie oboje popatrzyli na mnie. Justin pokazał ręką bym do nich podeszła.
-Hej. Monika.
-Shawn. Strasznie chciałem cie poznać. Jestem twoim ogromnym fanem.
-To ja jestem twoją największą  fanką.
-Zostawiam was.
-Muszę wyjść wyjścia chwile na świeże powietrze.
-Pójdę z tobą.
-Lubisz tu być? Ciągłe imprezy, przyjęcia, paparazzi, gale, występy.
-Wybrałam takie życie,  jestem dzczesliwa.
-Nie widać.
-Mieszkam w pięknym domu z kochanym facetem. Robie to co kocham.
-Nie chcesz czasem wrócić do polski? Żeby byk jak kiedyś?
-dziś stamtąd wróciłam. Jedyne co tam jest to problemy. Przeszłość której nie potrafię zamknąć.Dodatkowo mam wyrzuty sumienia, tato zostal tam sam ze wszystkim.
-Chłopak?
-To dzięki niemu tu jestem, nie zdaje siebie sprawy jak jestem mu wdzięczna. Gdyby nie on ojciec dalej byłby dla mnie nieludzki, zostałabym zgwałcona i wiele I winnych rzeczy. Może bym już nie wytrzymała. On po prostu mnie zostawił i teraz sam sięga dna. Chcę mu pomóc, próbowałam.
-Kochasz go?
-Ja go nie, ale on mnie tak.
-I tym się tak zadręczasz? Kochaj cie miliony chłopaków chłopaków na fac

Zobaczyłam justina tanczacego z Hailey, nie tańczył z nią jak kokeznka. Dziewczyna była bardzo skąpo ubrana, raczej bywała połnaga, zresztą zawsze tak miała w zwyczaju. Jego ręką znajdowała się na jej wcięciu w tali i zmierzała ma plecy i ku górze. Dziewczyna przysunela swoją twarz bliżej jego policzka. Było wiadome, tak właśnie teraz go pocałowała. Mówiłam mu żeby nie flirtował tymczasem on uskutecznia jakieś seksi tańce? W porządku,skoro tak ma to wyglądać. W środku się gotowałam, ale nie mogłam dać po sobie poznać ze coś się dzieje. A może niech zobaczy jak to jest? Podeszłam do Shawna, wysoki brunet, o brązowych oczach i nieziemskim uśmiechu. Podeszłam do niego uśmiechając się, od kiedy się pizda liśmy miałam wrażenie ze mu się podobam. Generalnie chłopak nie szuka stałych związków i nie kręci go to. Wiedziałam ze może mi pomóc.
-Hej Shawn.-powiedziałam zagryzając warge i odgarniając grzywkę z oczu.
-No cześć ślicznotko.-powiedział biorąc za moja dłoń i obracając mnie. Położyłam rękę na jego szyji i zbliżyłam się do niego. Grała izbdelana muzyka, obrucilam się tyłem i zaczęłam poruszać biodrami, położył ręce na moje biodra i tańczył w rytm. Obróciłam się I pocałowałam delikatnie w policzek. Chłopak Przyciągnął mnie do sobie. Nie sprzeciwiałam się, właśnie to chciałam osiągnąć, zresztą podobało mi aie to, nie chciałem przestać. Kiedy zrobiliśmy się zmęczeni, Usiedliśmy na dużej sofie. Oczywiście Shawn objął mnie i podał mi drinka.
-Zwijamy się stąd.
-To chyba nie najkeosyz pomysł.
-Dawaj.
-Zauważa nas.
-Tyłem.

-Gdzie idziemy?
-W fajne miejsce.
-Będzie wkurwiony.
-Co?
-Ojeju przecież wiem czemu to zrobilas. Widziałem Justina z Hailey, jak do mnie przyszlaś, wiedziałem o ci chodiz.
-Dzięki.
-Spoko, zawsze chciałem to zrobić i akurat była okazja.
-Buzi.
-Nie ma buzi.
-W policzek.
-Kupił mi ta sukienkę, Przyciągnął na imprezę im o mnie zapomniał.
-Napił się
-W pół godziny?
-Pił whisky.
-I wszystko wiadomo. Może trzeba iść go do domu eskortować.
-Daj spokój, siedź,  patrz jak ładnie.
-Głupia szmata.
-Chodźmy.
-On często tak flirtuje nie?
-Zawsze to robi, ja tez lubie sobie pozrtwać do przystojniak ów, ale on nie ma granic czasami.
-To idziemy.
-Chcesz?
-Pewnie. Palisz?
-Okazyjnie.
-Czemu nie chcesz związku?
-Bo mnie nie raz zawiódł. Zawsze gdy już było dobrze coś się pieprzyło. Laski odwalały numery. To nie dla mnie.
-Nie trafiłeś na ta właściwą, nie poddawaj się.
-Ale czasami się po prostu nie chce starać, chce mieć spokój,  zwyczajnie wyjebane.
-Dobrze całujesz.
-Wiem.
-Widzisz powinnam siedzieć ti teraz z nim, a gdzie on jest.
-Przykro mi.
-Zapomniał ze przyszedł z dziewczyną.

-No w końcu was znalazłem. Co wy kurwa robicie.
-Odpierdol się.
-Monika.
-Mówię, zostaw mnie.
-Widziałem jak się z nim przytulałaś. 
-Ja widziałam jak macałeś hejli.
-Tańczyłem.
-Wpychając jej język do gardła.
-Raz się przelizaliśmy.
-Słyszysz siebie? Pojebało cie?
-Przepraszam. Monika.
-Kurwa odwal się.
-Nie.
-zostaw ja.
-Nie wpierdalaj się.
-Muszę.  Krzywdzisz ja idioto.
-Spierdalaj stąd.
-Jak ty ja traktujesz? Idziesz z nią na impreze i wolisz lizać ta dziwke?
-Chuj ci do tego.
-Zastanów się co robisz idioto.
-Powiedział kretyn który boi się związków.
-Lepiej być samemu niż iść z dziewczyną na imprezę i o niej zapominać.
-Jeszcze słowo.
-To co? Pobijesz mnie?
-Shawn chodź.
-Nigdzie nie pójdziesz.
-Bo? Zabronisz mi?
-Nie rób tego.

-Chodźmy na piwo.
-

piątek, 11 marca 2016

Wyszłam z klatki,po czym rozejrzalam się na boki. Szybko Zeskoczyłam ze schodów wsuwajac ręce do kieszeni kurtki. Zauważyłam chłopaka kierującego się w moja stronę, po chodzie poznałam ze jest to właśnie ten z którym się umuwilam. Minął mnie, zerknął am na niego zatrzymując się i patrząc co będzie robił. Odszedł kawałek,  zatrzymał się i zaczął się śmiać. Obrocil sie i szybkim krokiem podszedł do mnie. Wystawił wskazujący palec.
-No co?-mruknęłam nie widząc co mam zrobić. Droga ręką zrobił kółko wsadzając w nie palec.
-Na pewno nie, odwal się.-zaśmiałam się idąc w umówionym kierunku.
-Dawaj.-powiedział sugerując żebyśmy zagrali w kamień papier nożyce. Oczywiście przegrałam. Uśmiechnął się wkładając palec pomiędzy moje. Dziecinne, ale zabawne. Przynajmniej dla nas.
-Nie, no co ty. Dawaj przez las.
-No jak przez las.
-Pójdziemy tam za domami i wyjdziemy.
-No dobra...-mruknęłam niepewnie rozglądając się dookoła. Było zupełnie ciemno, nie było żadnych ludzi. -Nie zgwalicisz mnie prawda? Taka miła jestem.-zaśmiałam się idąc dalej niepewnie w coraz ciemniejsza przestrzeń.
-Przywiąze cie do drzewa i zostawię.-powiedział zerkając na mnie. Doszliśmy do lasu, przed nami była tylko ledwie widoczna ścieżka ciemność i drzewa. No i Bóg wie co w środku... Szłam ciągle obok niego, tuż przed rozpoczęciem się lasu zatrzymałam się. Chłopak odszedł kawałek i rozejrzał się za mną.
-Nie pójdę, zesrałam się, idziemy tamtędy.-powiedziałam głośno by usłyszał.
-Chodź.-mruknął poprawiając włosy.
-Nie pójdę, boje się.-powiedialam stanowczo, rozglądając się za siebie. Chłopak podszedł do mnie, kładąc rękę na moich plecach o napierając lekko na mnie.
-No, pierwszy krok.-mruknął. Przestąpiłam jedna noga, decydując się na wejście do lasu. Chłopak szedł blisko mnie. W pewnym momencie poszedł bardziej na lewo. Zatrzymałam się próbować zobaczyć cokolwiek. Tuż przede mną była spora dziura.
-Idź prosto.-zaśmiał się.
-Jak polamie sobie nogi yo cie chyba zabije.-warknęłam omijając dół. Trochę zwolniłam gdy zaczęły się drzewa. -Jak zapalisz latarkę i walczysz muzykę yo pójdę.-sapnęłam kuląc się z zimna. Chłopak Wyjął z kieszeni telefon I włączył muzykę. Nie taka która bum mnie uspokoiła, lecz swoją ulubioną, hard rocka... W tamtym momencie nie zwracałam na nią uwagi. Tak bardzo chciałam złapać go za rękę,ale za bardzo się wstydziłam. Po kilku sekundach poczułam się bezpiecznie. Przecież z takim chłopakiem wszędzie jestem bezpieczna.
-Dobra wyłącz, tylko w oczy razi.-mruknęłam, uśmiechając się do biego;  zegi pewnie nawet nie widział. Przez całą drogę dużo mówił,q chętnie słuchałam jego głosu. Co chwila spoglądał na mnie.
-To elo.-powiedziałam, uśmiechając się I wchodząc do klatki.
-No ej.-sapnął wchodząc za mną.
-Nie wiem jak ty, ale ja zawsze tak się żegnam.-uśmiechnął się rozkładajac ręce. Podeszłam do niego, nieśmiało obejmując.
-Następnym razem połóż ręce na tyłek.-mruknęłam pod nosem obracając się I wchodząc po schodach.
-Chciałabyś.-zaśmiał się wychodząc z klatki.
-I to jak.-zaśmiałam się sama do siebie.

-Hej.
-Obudziłeś mnie.-mruknęłam przecierając oko.
-Wpuścisz mnie do siebie?
-Co?
-Jestem u ciebie pod blokiem.
-Jak ja wyglądam, jezu. Już idę.
-Ślicznie wyglądasz. Wszystkiego najlepszego.-powiedział wręczać mi bukiet róż.
-Dziękuję.
-Sorka, ale nie mogłem dłużej czekać.
-Tak bardzo chciałeś mnie zobaczyć?
-Muszę jeszcze na siłownię zdążyć.
-A myślam że chodzi o mnie.
-Bo chodzi o ciebie. A raczej o to ze nie mogę oderwać wzroku od twojego tyłka.
-Ugh.-warknęłam klujac się w palec różami wstawiając je do dzbanka. Podeszłam do chłopaka opartego o parapet.
-Jeszcze się dobrze nie przywitaliśmy.-sapnęłam ciągnąc go za rękę do swojego pokoju. Chłopak podsunął mnie do ściany i zarzucił zmora nogę na swoje biodro trzymając je rękę.
-Tez tak myślę.-warknął patrząc mi w oczy na co się uśmiechnęłam. Położyłam rękę na jego policzku przysuwając go do siebie. Chłopak przyłożył swoje usta do moich, muskając je. Nie wiem czy robiłam to dobrze, ale nie skupiłam się na tym jak to robić, to robiło się samo. Chłopak podtaoczyl mi kosuzlke i położył rękę na wcięciu w tali. Złapałam za jego kosuzlke i stanowczym ruchem ściągnęłam ja z niego.
-Mmm.-mruknął pociągająco patrząc uwodzicielskim wzrokiem.
-Chyba nie pójdziesz na siłke.
-Jebać to.-warknął ścigając ze mnie koszulke tym samym zostawiając mnie w snach spodenkach. Popatrzył na moje magię piersi uśmiechając się.
-Boje się.-sapnęłam patrząc mu w oczy i idąc do tyłu w jego objęciach.
-Ze mną nie możesz się bać. Chłopak podniósł mnie raptownie i położył na łóżku. Położył się nade mną gladzac po policzku.
-Piękna jesteś wiesz? Powiedział znowu zaczynając mnie całować.
-Rób to w końcu.
-Ty napalona księżniczko.-warknął zdejmując spodnie.
-Zakochałam się.-sapnęłam wpijajac się w jego usta.
-Cholera,ja też.-mruknął Zsuwajac ze mnie spodenki. Popatrzył na mnie pytającym wzrokiem. Uśmiechnęłam się i mrugnął am na znak że może pozbawić mnie ostatniego materiału który miałam na sobie. Nigdy nie byłam taka odważna, pomimo że lubiłam swoje ciało to nie wiesz lama ze nie będę się wstydziła.
-cudowne ciało, bogini.-mruknął zaczynając całować mnie po szyji. Chłopak Zdjął bokserki i usiadł na brzegu łóżka. Wyciągnął ze spodni prezerwatywe i założył ja. Ponownie ułożył die jak wcześniej. Powoli wchodził we mnie. Nachylił się i znowu całował mnie po szyji i w usta na zmianę.

piątek, 8 stycznia 2016

Nie wiem4

P-Cześć złotko.
-Czy my...
-O tak. Było ostro.
-Kłamiesz.
-Mam dowody.
-Ty skurwesynie.
-Nie denerwuj się.
-Co mam zrobić.
-Będziesz moja, będziesz całować mnie kiedy będę chciał, robiła co będę chciał i seks kiedy będę chciał.
-Nie będę twoja dziwka.
-Jesteś pewna?

-Ile bierzesz?
-Masz wolny wieczór?
-Patrz to ta dziwka z filmiku.

-Kochanie. Co się dzieje?
-Miałam... zły sen.
-Krzyczałaś. Wszystko w porządku?
-Kuba mi się śnił.
-Monia. Nie ma żadnego Kuby, spokojnie. Nie było o nigdy nie będzie.
-Spij ze mną, proszę.

-Monia, zapraszam cię na randkę.
-Randkę?
-Można tak to nazwać.
-Nie mam nic lepszego do roboty.
-Ja pierdole.
-Co źle tak?
-Prześlicznie.

-Monia, kto to właściwie jest Kuba?
-Nie wiem. Podczas śpiączki żyłam w innym świecie.
-Nawet tam nie miałaś łatwego życia?
-Sama nie wiem który jest gorszy.
-Będzie dobrze.
-Barti, dziękuję ze to robisz. Opiekuję sz się mną, Martwisz się o mnie to urocze. Gdybyś nie ty to bym siedziała sama załamana.
-Gdybym nie ja to by nie było wypadku.
-Wiem co się stało, to nie była twoja wina.
-Mam jedno pytanie.
-Hm
-Czujesz coś do mnie jeszcze?
-Wiesz ze to nie jest łatwe. Widzę jak się starasz, naprawdę to doceniam. Czuję że jesteś mi bliski, a mimo to nie dam rady sobie nic przypomnieć. Serce podpowiada, a mózg nie chce współpracować.
-Chcesz być moja dziewczyna?
-Ciągle nią jestem. Zapomniałeś? Głuptas.

Miesiąc później
Wszystko wraca do normy, dziś byłam w szkole z moja pamięcią jest na szczęście w porządku. Pamiętam już większość z czego niesamowicie się ciesze.
-Kochanie. Czujesz się już dobrze, ale hak dalej pójdzie to ja zachoruje.
-Bo?
-Minęły 3 miesiące. Nie kochaliśmy się 3 miesiące.
-Masz chcice?
- Jak cholera.
-Musisz zrobić coś żebym tez miała.
-Hmm. Może..
-No no
-Ej ale poczekaj.
-No co znowu. Musisz zawsze to robić?
-No ale co.
-Pojedziemy na wieżowiec.
-Po co.
-Kotku.
-Ale no. Błagam cie no.
-Chcę tam pójść.
-Co za łaska boże.
-Najlepsza.

-I co?
-Poszukaj.
-Możesz mi powiedzieć czego mam szukać?
-Z facetami. O. Znalazłam.
-Co to jest?
-Kolczyk.
-Czyli nie chciałaś się kochać i Przyjechaliśmy tu tylko po kolczyk?
-Zgubiłam go tamtego wieczoru, gdy wróciłeś. Pamiętam ze go szukałam. Dopiero teraz przypomniałam sobie ze tu mógł upaść. Przecież tu siedzieliśmy.
-Ty jesteś nienormalna.
-Może trochę.
-Chodź
-Chciałeś się kochać?
-Tutaj?
-A gdzie?
-Z tobą wszędzie.

-Znajdz moja koszulke.
-Ciemno nic nie widzę.
-Cholera.
-O mam.
-Idziemy.
-Uważaj.

-CZEŚĆ .....Imię Ochroniarza.

-Barti, mamy wino?
-Hmmm mamy.
-To poproszę.
-Co u Tomka?
-Dzwoniłem wczoraj, w porządku. A u Maksa?
-Serio?
-No.
-Znalazł mieszkanie, wyszedł na prostą.
-A my?
-Co my?
-Co dalej?
-Właśnie Bartek, co my będziemy robić?
Nie będziesz całe życie pracował u ojca.
-Monia, może twój tato ma rację? Może przyjmiemy jego propozycje. Na początku przy nim będziemy się uczyć. To jie jest zły pomysł.
-Ale le ja tak nie chce. Nie chce spędzić życia tak jak on, w papierach i na spotkaniach. To jest nudne. Ja chce być szczęśliwa,chce robić coś co mnie kręci.
-Co Naprzyklad?
-Chcę rysować. Byłabym taka szczęśliwa żebym mogła z tego żyć.
-Masz tyle tych prac przecież możesz je wystawić.
-

-I jak moja księżniczka?
-Zdałam wszystko idealnie!
-Wiedziałem.
-Bartek, cześć stary.
-Elo,co tu robisz?
-A przejeżdżałem i zobaczyłem twoja furę.
-Co u ciebie, dawno się nie widzieliśmy?
-Jesteście razem?
-Jak widać
-Serio?
-Kupił ci ktoś te wymarzone ferrari?
-Nie wierzę że jesteś z ta dziwka.
-Słucham? Przeproś.
-Bartek przestań.
-No dajesz, czekam.
-Zluzuj.
-Przeproś ładnie tą panią.
-Przepraszam.
-No.
-Nie pokazuj mi się na oczy.
-Odbiło ci stary przez ta laske.
-Bartek.
-Monia.
-Kocham bardzo.
-Ja mocniej.
-Nikt nie będzie ciebie obrażał.
-Misiek mój kochany.
-No juz puszczaj.
-Nie. Ładnie pachnie sz.
-Ty też. Kochanie. Jedziemy?
-Nie.
-Uwielbiam ten zapach.
-Opanuj się kobieto.
-Nie mogę. Jezu.
-Zmęczona jesteś?
-Bywało lepiej.
-To zdrzemnij się .
-A gdzie jedziemy?
-A na lotnisko, do Warszawy.
-A na lotnisko.
-No. Skoro wszystko pięknie zdałam to należy ci się nagroda.
-A pewnie ze się należy.

Otworzyłem oczy, po chwili je zamknąłem po swiatlo przedzierajace się przez szczeliny mnie poraziło. Usiadłem na brzegu i przeciągał em się,przeciągał em niedbale włosy i wyszedłem z pokoju. Z Szedłem po schodach usłyszałem muzykę, stałem w drzwiach wychodzących na taras. Tuż za nim było piękne morze, ale nie to zwróciło moja uwagę. Moje oczy wpatrzony były e dziewczynę w sportowym sportowym staniki i krótkich obcisłe szortach. Pięknie poruszała się w rytm muzyki, nigdy nie podobał mi się jazz ani nic takiego. To było inne, przyciągające,pełne emocji. To co robiła wydawało si ę trudne ale wszystko robiła z niesamowitą lekkością. Czy ja wcześniej po prostu nie zauważyłem? Ta dziewczyna jest cudowna i ma taki talent do rysowania, tańca, umie śpiewać. Prawdziwa artystka.
-Cześć kochanie.-mruknąłem po kilkunastu minutach opierając się o futryny drzwi.
-Cześć.-mruknęła podchodząc i całując mnie w policzek.  Dziewczyna ewidentnie się spędziła.
-No co ty.-Powiedziałem gdy wyłączyłam muzykę. Nie ma opcji.
-Co.
Włączyłem przycisk play
-Naucz mnie.-sapnąłem biorąc ja za rękę.
-Na początek podnieś mnie.-ułożyła moje ręce na swoich biodrach. Gdy dziewczyna znalazła się na górze obrocilem się do A razy i odstawiłam na ziemię.
-Rozluźnij się,  słuchaj, spokojnie, słuchaj muzyki. B
-Teraz chacha.
-Towarzyski tez umiesz?
-Ja ciebie nie znam. Kim ty jesteś? To nie moja dziewczyna.
-cha cha cha krok krok. Dobrze. Do tyłu. Biodra.-mówiła głośno kierując mnie. Koniec, zmeczykam się.

-Bartek, mama jest w szpitalu.
-Jezu,coś ie stało?
-Jakieś problemy z sercem.
-Daj. Znajdę jakieś bilety.
-To ja też...
-Zostajesz. Masz prace i studia. Nie możesz tego rzucić. Sama polecę.
-Poważne?
-Mówiła ze jest dobrze, ale wiesz gadanie,żebym się nie martwiła.
-Nie chce.
-Ja też nie ale musze.
-Zdrowie.
-Zdrowie.
-Szkoda mi ciebie mała.
-przyzwyczaiłam się, zawsze się pieprzy.
-Nie zawsze.
-Zawsze Bartek. Jedno się kończy drugie się zaczyna. I tak ciągle. Dobrze ze mam ciebie.
-Dobrze ze ja mam ciebie kochanie. Jestem największym szczęściarzem.
-Dzięki tobie te wszystkie problemy szybciej mijają. Zawsze mnie wspierasz.
-Kocham cie. Mam coś dla ciebie.
-Boże moja gitara. Dziękuję. Nie grałam tak dawno. Naprawiłeś ja i nastrojona.
-Zrobię wszystko dla tego uśmiechu.
-Jak ja cie kocham.
-All the Times that you Rain on my parade and all the clubs you get in using my name
-Na gramy to.
-Co?
-Wstawiamy na YouTubea
-Przestań.
-Masz talent dziewczyno. Umiesz malować tańczyć śpiewać grać na gitarze. W końcu w to uwierz.

-Halo.
-Good morning.
-Goog morning.
-My name is...... and i'm a meneger for Justin Bieber. Hello? I am calling becouse Justin was watched your movie on YouTube and he would like to meet you.
-I'm sorry. It's a mistake. .
-Youre waiting.
-Hi.
-Hi.
-Are you poznajesz my voice?
-Yes. I dont belive it.
-I never hear more beautiful voice, your cover It's weird.
-Thanks,i dont know what i say.
-Would you like to meet? I will going to Poland for three days. Hello? Can you hear me?
-Yes i am. I am  realny shocking.
-I'll calling to you yesterday, you'll telling me what think about.
-Ok.
-Only you are telling
-I live in Bialystok.
-I must  end.Do uslyszenia
-Bye.
-O kurwa
-Hej skarbie
-Wiesz kto do mnie dzwonił?
-coś się stało?
-Dzwonił do mnie justin bieber
-Źle się czujesz?
-Boże
-Pewnie znowu Tomek robi żarty.  Kolejny kretynski pomysł.
-Jutro ma dodzwonić
-Tomek?
-Idioto. Uwierz mi.
-Do mnie dziś dzwoniła Adele i zaprosiła na szarlotkę.
-Pieprz się.

-Cześć.
-Hej.
-To jak? Chciałabyś się spotkać?
-Justin ale czemu?
-Czy to ze jesteś piękna i utalentowana nie wystarczy? Dobra, man dla ciebie propozycje.
-Propozycje?
-Tak, powiem Ci gdy się spotkamy.
-Gdzie mam przyjechać
-Właściwie to ja przyjadę po ciebie. Będę w Białymstoku. Uczyłem się mówić to po polsku. Dobrze?
-Tak.
-Wieczorem wyślę konkretny adres i dzień
-W porządku.
-Miłego dnia.
-Tobie również.

-Cześć. Jestem Monika. Miło mi cie poznać.
-Siema jestem Justin miło mi cie poznać.
-Dzisiaj przyjechałeś?
-Tak. Rano.
-Jak podróż minęła?
-Dobrze, dzięki.
-Przepraszam to było głupie. Nie powinnam. Gadam jak z kumplem, przepraszam.
-Nie było. Wiedziałem ze taka jesteś.
-Jaka?
-No wiesz taka naturalna, czułem ze będziesz mnie traktować normalnie.
-Zawstydzilam się.
-Ej spokojnie.
-Dziwna sytuacja. Dalej myślę że to sen.
-Wiesz jak ciężko jest znaleźć kogoś takiego? Już dawno  ktos nieznajomy mie wszedł i nie zaczął gadać jak że swoim ziomkiem. Czułem, kurde ze ty jesteś inna.
-Może przejdę do rzeczy. Jak wiesz wydaje nowy album. Szykujr trase i Szukałem długo osoby, z którą będę mógł spędzić ten fantastyczny czas.
-Boże co ty mi proponujesz.
-To na prawdę źle zabrzmiało. Wiem co masz na myśli. Chodzi raczej o osobę  która będzie występować ze mną na scenie.
-Nie sądzisz że to no Sory głupi pomysł? Miałabym występować z yoba? Ja jestem nikim nikt mnie nie zna.
-Wiec pozna.
-Co miałabym robić?
-jak to co. Śpiewać.
-Twoi fani będą zadowoleni? Chcą iść na twój a nie na nasz koncert.
-Monia, biorę to na klatę.
-Ładnie to mówisz
-Staram się
-Ile to trwa?
-Trasa? 5 miesięcy.
-musiałabym zostawić tatę, chłopaka,wszystko.
-Na pewno nie będziesz samotna, to mogę ci obiecać.
-Nie rozumiesz.
-Rozumiem, widzę, twoje oczy mówią jak wiele przeszłas. Kiedy mówiłaś chłopak zablysnely a głos zadrżał.
-Tak, on zmienił moje życie, właściwie to je uratował.
-Będziesz z nim rozmawiała ile będziesz chciała. No cóż ja ci mogę tylko obiecać jedno ze będę cię wspierał jak będę mógł.
-Justin, daj spokój nie będziesz się mną przejmować.
-Nawet tak nie mów.
-Zgadzam się ale musze porozmawiać jeszcze z chłopakiem.
-Jasne.
-To jest takie pojebane.
-Co?
-Mówiłam ze to jest naprawdę pojebane.
-Tak jak moje całe życie.
-Chłopak mi nie uwierzył,jak powiedziała kto do mnie dzwonił, nawet.nie wie ze tu jestem.
-Pewnie jest dumny ze ma taką utalentowana dziewczynę.
-Przepraszam, Justin dzwonią z wytwórni, znowu jakieś problemy
-Przepraszam,w takim.razie daj znać czy na pewno się zgadzasz, później Ob gadamy szczegóły,wynagrodzenie i pierdoły. Do zobaczenia.
-Pa.

-Halo.Bartek gdzie jesteś.
-Tu.
-Co tu robisz?
-O to samo chciałem. Zapytać.
-Zamierzasz pracować w tym hotelu?
-W hotelu? Ja mam propozycję wyjazdu na trasę koncertowa.
-Co? Od kilku dni gadasz jakieś głupoty, Monia co jest?
-Tam jest Justin Bieber,wiesz po co . przyjechał?
-Pewnie chce cię zabrać w trasę.
-Właśnie tak.
-Ja naprawdę zaczynam się o ciebie martwić.

Po chwili z hotelu wyszedł Justin, spojrzał na mnie zakrywając się kapturem i ponosił rękę.  Pomacham do niego i natychmiast Spojrzałam na Bartka.
-Tak,to faktycznie Justin Bieber. I on do ciebie machal. Czy ty? Znasz go?
-Próbuje ci to powiedzieć, ale.mi nie wierzysz.
-Teraz zaczynam wierzyć.
-Ten telefon, to naprawdę on dzwonił?
-uch.
-Chce z tobą śpiewać?
-Tak.
-On widział nasz filmik. To dzięki tobie.
-Ale co teraz?
-Co? Chciałam się zapytać co sadzisz, on zaprosił mnie na trasę koncertowa. 8 miesięcy.
-Poczekaj. To jest jakieś pojebane. Wrzucasz filmik i kilka dni później dzwoni Justin i proponuje żebyś z nim śpiewała. I ty masz jeszcze wątpliwości?
-To jest 5 miesięcy.
-Dziewczyno, to jest szansa której nie dostał nikt. Masz szansę przejechać cały świat, pokazać swój talent,poznać wiele ciekawych ludzi, nowa lrzygoda.
-Nowa przygoda, bez ciebie.
-nie z marnujesz tej szansy. 5 miesięcy minie szybko, nie będziesz miała czasu myśleć ile jeszcze zostało. Minie w kilka chwil.
-Wiesz jak się skończyła ostatnia. Rozłąka.
-To nie był dobry czas. Byłaś za słaba, nie Przemyslalem tego. Teraz jesteś silna.
-Masz rację.
-Jedziesz w trasę?
-Jadę w trasę.
-Z kim?
-Z Justinem
-kali on jest?
-miły.
-I tyle?
-no
-Nic więcej?
-Przystojny.
-Ta.
-Nie boisz się ze cie zostawię dla tkiego przystojnego bogatego chłopaka?
-Nie.
-Serio?
-Kochasz mnie.
-Bartek...
-Nawet Justin nie da ci tyle przyjemności co ja.
-Tak?
-Tak. Jestem bogiem seksu.
-Dobre.
-Zobaczysz jak wrócisz po 5 miesiącach to jedyne co to będziesz chciała jak najszybciej pójść ze mną do łóżka.
-Zobaczymy. Może ktoś inny mnie zadowoli?
-A może mnie też?
-Okej.

-Cześć kochanie.
-Hej
-Co się dzieje?
-Monia, zaczęłas teraz nowe życie, robisz karierę.
-Bartek...
-Niedługo zaczniesz wydawać swój album, zaczną się koncerty. Ja do tego nie pasuje.
-Co ty mówisz.
-To nie ma sensu, będziesz szczęśliwsza beze mnie.
-Jak możesz tak mówić.
-Zaczęłas zupełnie nowy rozdział, ja będę tylko przeszkadzał.
-Nie będziesz, sam mnie namawiałes żebym tam jechała,mówiłeś ze 5 miesięcy nic nie zmieni.
-Myliłem się, ale to nie ty się zmieniłaś tylko ja. To nie twoja wina.
-Ty mnie juz nie kochasz.
-Nigdy nie pokocham nikogo tak jak kochałem ciebie.
-Boże, nie możesz tak mówić. Nie rób tego. Przecież ja ciebie kocham, nie poradzę sobie bez ciebie.
-Poradzisz, nawet lepiej niż ze mną.
-Ale dlaczego? Co się stało? Dzięki tobie moje życie się zmieniło, uratowałes mnie. Przecież ni emozesz tak po prostu odejść.
-Zabrałem swoje rzeczy, to są klucze, tu zapasowe, mieszkanie jest twoje. Wszystkiego najlepszego, jesteś najpiękniejsza I najwspanialszą dziewczyna na świecie. Nie zapominaj o tym.
-Nie Bartek,proszę.
-Mogę cię ostatni raz przytulić?

Tomek nie odbiera

Poszłam do baru hotelowego w którym zatrzymał się Justin. Po drodze wzięłam sobie pokój. Weszłam do pokoju. Nie mogłam zostać zostać w domu, w którym jeszcze pachniało Bartkiem.
-Proszę jakiś mocny alkohol, najmocniejszy.

-Mała jesteś tam? Otwórz. Co się stało?
-Ej no co ty. Przestraszyłam się.
-Napijesz się?
-Pewnie, ale..
-Rzucił mnie.
-Jak to?
-Boże Jus ja go kohalam tak bardzo.
Wiem, ale jakim idiota trzrba byc zeby zostawić taka dziewczynę. Ni eplacz juz.
-Co ja teraz zrobię?
-Będziesz żyła jak wcześniej. Dasz rade.
-To przecież nie możliwe. Czekaj musze zadzwonić.

-Hej, co tam?
-Tomek, Bartek ze mną zerwał?
-Co ty pieprzysz? Czekaj zaraz do niego zadzwonię.
- Nie, to bez sesnu, to była jego przemsyalana decyzja.
-Trzymaj się Monia. Kurwa no, przyjechałbym do ciebie,  ale jestem w Szczecinie. Co ten człowiek odkurwia.
-Dobra Tomuś kończę.
-Zadzwoń jak będziesz w naszym mieście,  spotkamy się. Nie załamuj się, do zoba.
-Pa.

-Dobra księżniczko, nie będziemy płakać. Lody, wino, słodycze. Siadaj.
-Nie ma wódki?
-A jest.
-Zdrowie.
-Poczekaj.
Po chwili Jus zaprosił mnie do łazienki, była tam przygotowana kąpiel i truskawki.
-Dzięki.-pocałowałam go w policzek po czym wyszedł.
-Jus.
-Słucham Księżniczko.
-Boisz się zobaczyć mnie nago?
-Ekhm.widzialem już ekh.
-Weź wódkę i chodź nie chce być sama.
-Widziałeś mnie nago?
-A żeby to raz.
Ochlapuje go.
-Byłeś kiedyś zakochany?
-Tak hak ty w nim?
-Raz. Rzuciła mnie bo jej się znudzilem.
-za nieudane miłości.
-Nie warto płakać,  nic nie daje nie polecam.
-Myślałam że już wszystko będzie dobrze. Ta, zapomniałam ze moje szczęście nie może trwać długo.
-Szkoda mi ciebie. Co mam zrobić żebyś była szczęśliwsza?
-Dole wódki.
-Bardzo zadko ktoś lubi mnie nie dlatego że jestem Justin Bieber.
-To strasznie płytkie. Jesteś świetnym facetem.
-Jak weszlaś potraktowałaś mnie inaczej niż wszyscy. Jak że zwykłym ziomkiem, człowiekiem.

-To Ubieraj się ja idę.

-Justin.
-Co.
Chłopak Obrocil sie jego mięśnie się napięty.  Podeszłam do nuego i Chwyciłam za koszulke. Zdjęłam ja jednym ruchem. Położyłam rękę na jego torsie, on zaczął. Lnie całować. Rozpiął stanik I rzucił go na podłogę. Pociągnęłam za sznurek jego spodni, które od razu spadły na ziemię. To ze nosił je tak nisko było tak seksowne o ułatwiło zdecydowanie mi sprawę.

-Justin.
-Hm?
-Jus, my?
-Tak.
-Myślałam że to sen.
-Na szczęście nie.
-To był najlepszy seks w moim życiu.
-Miło mi to słyszeć. Nawet nie wiesz jak bardzo chciało mi się. Cała trasa koncertowa. Można kurwicy dostać.
-Możemy nadrobić za całe 5 miesięcy.
-Teraz?
-A masz coś lepszego do roboty?
-Wiesz ze to tez był mój najlepszy seks?
-Kłamiesz
-Czułem namiętność, pożądanie. To mnie nakręcało. Chciałem więcej, ty o to prosiłaś. Nawet pocałunki z tobą są jakieś inne. Twoje cialo, zachowuje się tak. Nawet nie wiem jak to określić. Tak dobrze współgra z moim.
-Nie jestem w tym najlepsza.
-Jesteś kochanie.
-pierwszy raz czuje ze mam ciągle na to ochotę pomimo że to robiłam kilka godzin temu.
-To mój urok.
-Mhm.
-Jestem pod wrażeniem twojego uwodzenia.
-Dama siebie nie poznaje.
-noisz bardzo ładna bieliznę, jest taka kobieca, delikatna ale też seksowną. Mam dość tych prowokujących powycinanych kawałków materalu które mają niby podniecać faceta.
-Dziękuję bardzo.

-Jus, to ja jadę spakuje rzeczy z mieszkania. Znowu musze zawodzie je do domu.
-Pojadę z tobą.
-Nie musisz.
-Ale chcę.
-Dzięki.

-Jesteś jedyna osoba która odrazu zapiera pasy.
-Widziałem jak jeździsz, a raczej słyszałem.
-Już dawno powinni mi zabrać prawko.
-Z g adam się.
-Rozwalisz nas.
-Cykasz się?
-Nie wcale.
-Jak mam umrzeć to przy tobie.
-Czemu się zatrzymałas? Mamy zielone.
-Co ry powiedziałeś?
-Palnąłem tak?
-Nie.
-To...nie qiem co powiedzieć.
-Nie mów. Jedz.
-Tak zrobię.
-Oczka ci błysnęły. To coś znaczy.
-Co konkretnie?
-Może miłość?
-Miłość?
-Dobra, nie gadaj,od początku cie pociągałem.
-Ja ciebie tez.
-Prawda. Ty mnie jak cholera.
-No dobra.
-Wiedziałem.

-Kupił je?
-Tak.
-Ładne.
-Nie za duże ale całkiem spoko. Nowocześnie. Przytulnie.
-Ej nie płacz.
-To zdjęcie z Chorwacji. Ja Żnin tak dużo przeszłam. Dzielilismy swoje wszystkie problemy i je rozwiazywalismy. Nie mogę uwierzyć że to tak po prostu się skończyło.  Ze on mnie już nie kocha.
-Na pewno nie chcesz zatrzymać mieszkania?
-Nie, tu jest za dużo jego. Nie mogę tu mieszkać. Wynajmę je.
-Patrz. Gitara. Ta na której grałam na filmie. Dostałam ja bardzo dawno temu od dziadka.
-Wow, naprawdę stara, to jest cenne bardzo.
-Ta jest nadzwyczjanie cenna, bo była gitara niezwykłego człowieka.
-

-Dobrze się trzymasz.
-On kiedyś mi obiecał ze będzie mnie kochał tak długo jak będzie mógł i był ze mną dopóki będzie mnie kochał. Mam do niego żal, że tak po prostu odszedł. Ale nie wiem nie czuje się aż tak źle,  pewnie temu że jwstes przy mnie. Było mi z nim dobrze, ale może teraz będzie jeszcze lepiej. Chyba nie ma sensu płakać, dotrzymał obietnicy.
-Wierzysz w wieczna miłość?
-Tak. Moi dziadkowie kochali się do ostatniej chwili wspólnego życia.
-

Wino plaża morze.
- Jus, poważnie coś do mnie czujesz?
-Boisz się kolejnego rozczarowania mała. Kocham Cię, czekałem na ciebie całe życie. Bardzo mi na tobie zależy. Nie skrzywdzić cie.
-Teraz ja się zapytam, jesteś pewna że to co do mnie czujesz to miłość? Czy poprostu zapełnia tymczasowo pustkę po Bartku?
-Kocham cie, myślę nawet ze to co czułam do Bartka to nie była prawdziwa miłość, coś w rodzaju wdzięczności,miłość bardziej przyjacieldka. A może teraz mi się tak wydaje kiedy to wszystko wygasło. To co teraz czuję jest dla mnie jakby nowe, jakies inne, wyjatkowe, jest wspaniałe. Kocham Cię.
-
Rano balkon
-Justin Bieber z córką miliardera. Czy tym razem znajdzie miłość?
-O kurwa, to brzmi jak jakiś słaby triller do romansu.
-Dokładnie. A jednak nie, już Zerwaliśmy.
"Justin po rozstaniu, wrócił do eks" Co za isiotyzm.
-Kochanie,odłożył to. Nie jesteś tu by się przejmować takimi pierdolą mi. Odpocznij. Nie stresuj soe. Pocałuj mnie. No.
-Jeszcze.
Całują się.
-Nie przytłacza cie to? Paparazzi, plotki,  afery.
-Przyzwyczaiłem się, nie czytam tych bzdur. Zajmuje się ważniejszymi rzeczami.
-

-Cześć Monia.
-Cześć. Em...chyba nie powinieneś dzwonić.
-Chciałem tylko spytać jak się czujesz, co u ciebie?
-Bartek ja nie umiem i nie wiem czy będę umiała rozmawiać z tobą jak z najlepszym kuplem. Naprawdę mnie zraniłeś, zostawiłes bez konkretnych wyjaśnień.
-Ja nie wiem jak to wytłumaczyć, po prostu przestałem cie kochać. Nie mogłem żyć kłamać ze ciągle czuje to co kiedyś.  Czuję ale nie miłość tak silna jak była.
-Ja nie czuje juz nic.
-Ja poprostu chciałem wiedzieć co u ciebie.
-U mnie. Aktualne jestem w bardzo fajnym miejscu, piękne morze,plaża,  cudowna willa,przystojny chłopak, najlepszy seks, piękne słońce. Tak jestem szczęśliwa jeśli o to ci chodzi.
-W takim razie jeszcze więcej miłości i szczęścia.
-Dziękuję tobie również życzę żebyś był tak szczęśliwy jak ja.
-Do ucsluszejia.
-Narka.
-To był on?
-Tak.
-Przystojny chłopak,  najlepszy seks.
-Yhy.
-Chciałem go 2kurzyc.
-Nie wcale.
-Moja wredna
-Teraz będzie żałował.
-Ma czego.
-Oj ma.
-Nie b3dziemybw kółko się miziać chodź gdzieś. Zróbmy coś.
-La Emi to pauje.
-Ale ja mam dość. Boli mnie szyja od pocałunków, a ty masz całą szyje malinek.
-Nie przeszkadzają mi. Uwielbiam je.
-Jus, uparciuchu
-Chcesz spędzić cały dzień w łóżku? Patrz hamak jest pięknie.
-No.
-To idę sama. Avtu są całkiem niezli chłopcy.
-Dziewczyny tez niczego sobie.
-Nie ma tu ładniejszych ode mnie.
-Kocham twoja udawaną pewność siebie.
-Prawdziwa.
-Ta...
-To twój?
-Nie,tamten.
-O fajny.
-Może lepiej nie?
-Może nas nie zabije.
-Umiesz to prowadzić? Zaraz powiesz ze na ciężarówkę prawko tez masz
-Może.
-W tym nie ma nic trudnego.
-Wiem em,  ale nie spodziewałem się.
-Poprowadzę z tobą.
-Mmm.
-Tu.
-Czemu tu?
-Bo tu ładnie.
-Teraz nie możemy się napić.
-ktoś po nas przypłynie.
-Nie musimy poć.
-Robie dobre drinki.
-Racja. Zrób.
-Brałeś kiedyś?
-Co to za pytanie?
-Z ciekawości?
-Brałem.
-Dawno?
-Rok temu.
-Będziesz brał?
-Wątpię.
-To dobrze.
-Co się dzieje?
-Kiedyś prawie staraciłam przez to gówno chłopaka.
-Nigdy nie..?
-Nie.
-Serio? Ani grama?
-Nie.
-Nawet skrętów nie paliła?
-Nie.
-To dobrze. Chciaż skręta mogłabyś spróbować taka spięta.
-Justin.
-Monia.
-Strasznie się boisz o mnie. Podejrzane.
-Bo cię kocham idioto.
-Duzo razy korzystałeś z usług pan?
-Kilka. Wiesz ze moja sytuacja jest trudna. Mam swoje potrzeby a ciężko mi znaleźć dziewczynę.
-No dobrze, nic nie mowie.
-teraz mi nie potrzebne prochy i tanie panie.
-