środa, 19 sierpnia 2015

nie wiem2

Przyjechała karetka, zabrali go. Pojechałem za nimi, pomimo że nie byłem w stanie prowadzić
Chodziłem dookoła , nie wiedziałem co ze sobą zrobić.
-Boże, Bartek co się stało? - usłyszałem głos Moniki za swoimi plecami. Bez słów rzuciłem się w jej ramiona. Nigdy w życiu tak mocno nie płakałem.
-Panie Bartoszu.-usłyszałem głos lekarza i rękę na moim ramieniu. Obrocilem się w jego stronę. 
-Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, bardzo mi przykro. Brat nie przeżyūł. - powiedział ze spuszczona głową.
Moje dłonie złożyły się w pięści, żeby zacisnely.
-Zabiłem swojego brata.-warknąłem waląc pięściami w ścianę. Szedłem w stronę wyjścia, z całej siły kopnął em kosz stojący przy ścianie. W tle słyszałem głos Moniki. Wychodząc ze szpitala, widziałem jak rodzice podjeżdża ją. Pobiegłem do parku, zaczął padać deszcz. Podniosłem głowę do góry i zacząłem krzyczeć. Ludzie patrzyli na mnie jak na psychicznego. Nie obchodziło mnie to, nie obchodziło mnie juz nic.
'*'*'*'*'
Przez ostatni miesiąc Bartek się nie odzywał. Nie wiem gdzie jest, nie ma go w domu. Martwię się jak cholera. Najgorsza jest bezsilność, bo tak naprawdę co mam zrobić?  Gdzie mam go szukać? A jak znajdę co mam mu powiedzieć? Bartek wracaj będzie tak jak dawniej? Nie będzie. On tak kochał Miśka, ja też go bardzo polubiłam. Jeździliśmy kilka razy razem na lody, zbieraliśmy go do wesołego miasteczka. To był świetny dzieciak. Mi jest ciężko o tym myśleć, a c
o dopiero on musi mieć w swojej głowie.
'*'*'*'*'
Usiadłem przy barze. Kelner podsunął mi kieliszek. Bez zastanowienia wypiłem alkohol i wyjąlem paczkę papierosów. Wziąłem jeszcze kilka kolejek. Popatrzyłem na kelnera. Czy on miał różowe włosy? Nie ważne. Chcę spać. Gdzie to ja.. no tak tutaj. Jezu, czy ja jestem na statku? Spadam stąd. Odsuń się ziomek. No. Tam był mój hotel? Nie to nie ten. Czemu fe światła tak bolą w oczy. O i jestem. Gdzie mój pokój. Dobra, strzelam. Ten. O i się otworzyły grota. Elegancko. Jakie miękkie łóżeczko. O tak. 

-O boże.-syknąłem czując okropny ból głowy. -Dawno się tak nie upiłem.-wziąłem butelkę i upiłem łyk wody. Obrocilem się na bok i zamknąłem oczy.

'*'&'&
Półtora miesiąca później.
Wyszedłem ze sklepu, wyjąlem papierosy z kieszeni i podpaliłem jednego. W oddali zobaczyłem dziewczynę. To Monika. Podbiegłam do niej.
- Monika. -powiedziałem łapiąc dziewczynę za rękę.
-Co ty robisz, człowieku.-pisnęła, obracając się. Na jej twarzy pojawiło się przerażenie. To nie była Monika.
-Przepraszam.-mruknąłem , obracając się i idąc do samochodu. Walnąłem w kierownicę rękami. Pojechałem do domu. Pierwszy raz od wypadku. Wszedłem do domu nikogo nie było. Wszedłem do pokoju Michała. Rozejrzałem się, wyszedłem, nie dałem rady. Wszedłem do swojego pokoju. Zobaczyłem ramkę ze zdjęciem na szafce obok łózka. Zdjęcie z Chorwacji. Byłem na nim ja z Monika i Tomkiem. Wziąłem zdjęcie do ręki, uśmiechnąłem się do siebie przypominając wszystko.
-Bartek? Jezu,tak się martwiłam.-zobaczyłem mamę w progu mojego pokoju. Podeszła do mnie i przytuliła. Usiadłem na łóżku ciągle trzymając ramkę, usiadła koło mnie obejmując mnie.
-Monika, musi cie bardzo kochać.-powiedziała pobierając ręką moje plecy. Spojrzałem na nią pytająco.
-Przychodziła tu przez cały miesiąc i pytała czy juz wróciłeś.-schowałem głowę w dłonie. -Straciłeś brata, nie możesz stracić Moniki. Dawała Ci tyle radości.
-Masz rację mamo.-mruknąłem patrząc na zdjęcie. -Moni i Tomka.-sapnąłem. -Muszę jechać.-przytuliłam ja i wyszedłem z domu. Pojechałem do Moniki.
-Dzień dobry. Jest Monika?-zapytałem lokaja.
-Nie, wyjechała dwa dni temu.  Ja nie wiem co się stało, ale jeszcze nigdy nie widziałem jej tak smutnej.-powiedział zmarwiony.
-W takim razie do widzenia.-sapnąłem obracając się i schodząc po schodach. Podjechałem kawałek dalej, wysiadlem z samochodu. Oparłem się o niego o wyjąlem telefon z kieszeni. Wybrałem numer Moniki.
-Halo. Monika się kapie, przekazać coś?-usłyszałem nieznajomy męski głos.
-Nie.-mruknąłem rozlaczjac połączenie.
To nie był Tomek. Nie wiem kto to był. Wyjechała z nim. Kocham ją chce jej szczęścia, a jeżeli jest szczęśliwa z innym ? Kiedy wyobrażam sobie, że dotyka ja ktoś inny niż ja aż mnie nosi. Zostawiłem ja bez słowa. Czego ja się spodziewam, że wróci do mnie jak gdyby nigdy nic. Jeżeli ułożyła juz sobie wszystko, ja nie powinienem tego psuć. Ale przecież nikt nie może kochać jej tak jak ja. Nikt.
'*'*'*'*'
Usłyszałem pukanie. Kto to o tej porze?
Otworzyłem drzwi, nie spodziewałem się tego. Zobaczyłem Monikę. Była piękna jak zwykle.
-Hej,  pojedziesz gdzieś ze mną?
-Tak.-powiedziałem niepewnie.
-Poczekaj.-mruknęła, uderzając mnie ręką w twarz. 
-Dzieki, od razu mi lepiej
-Może zaczniesz myśleć logicznie. 
 -Masz prawko?-mruknąłem, widząc jak wsiada do białego lamborghini.
-Mhm.-mruknęła. Poprawiła się na fotelu, Odgarnęłam włosy i zacisnęła dłonie na kierownicy.
-A ta fura? 
-Spóźniony prezent urodzinowy od ojca. Zapnij pasy.
-Mhm.-mruknąłem, nie słuchając się dziewczyny. Poczułem jak dziewczyna zaczyna przyspieszać.
-Szybko jeździsz.-mruknąłem, decydując się na zapięcie pasów. 
-Przecież mówiłam żebyś zapiął. Faceci. -zaśmiała się widząc moje zdezorientowanie. 
-Dobrze prowadzisz.-powiedziałem. Nie to że bym nie wierzył w nią, ale nie wyobrażałem sobie ze moja dziewczyna będzie tak zajebistym kierowcą.-Uwa....-sapnąłem myśląc że gdy będzie parkować zaczepi o lusterko sąsiedniego samochodu.
-Spoko, widzę. Nie boj sie tak.-zaśmiała się, wyjmując kluczyki ze stacyjki.
-Cholera, lepiej niż ja.-mruknąłem pod nosem, zamykając drzwi. Jak ona tu zapakowała tu jest w chuj mało miejsca.
Przez cały czas mówiła do mnie głosem innym niż wsze, nie było w nim uczucia namiętności fm delikatności, czułem ze uśmiecha się ironicznie jest dla mnie oschla. 
Popchnęła drzwi do ogromnego budynku.
-Cześć Marek.-krzyknęła do faceta siedzącego w oddali przy biurku. 
-Hej. Łap. -krzyknął rzucając kluczyki. Szedłem za nią po schodach. Do rzeczy wiedziałem co robię,  jej tyłek zajebiście wyglądał w tych szortach. 
-Jakim cudem nie zabrali ci jeszcze prawka?-zaśmiałem się pokonując kolejne schody.
-Jestem jak Taxi.-powiedziała ciągle na mnie nie patrząc. 
Zaprowadziła mnie na dach wieżowca. Rozejrzałem się dookoła, mnóstwo świateł, ciemne ulice, cisza. Pomimo że była noc było bardzo ciepło .
-Przychodziłam tu gdy było mi naprawdę źle. Gdy umarł mój dziadek.-mówiła siadając na jakieś palecie.-Gdzie byłeś?-popatrzyła na mnie pytająco, oblizujac warge.
-Jeździłem po klubach, paliłem mnóstwo fajek, upijałem się. Jechałem do hotelu,spałem cały dzień, na wieczór zaczynało się od początku. -patrzyłem w ziemię. Wszystko po to żeby nie myśleć. Tak było łatwiej.-przysunela się do mnie .
-To jest moja pieprzona wina.-warknąłem.
-Nie prawda. -powiedziała stanowczo. Wyjęła z kieszeni spodenek kartkę i długopis.
-Wybaczysz mi, że odszedłem bez słowa?
-Najpierw musisz sam sobie wybaczyc.
-Trzymaj.-mruknęła podając mi to.-Napisz tu wszytko. Wszystkie złe wspomnienia z przeszłości, wszystkie szczegóły. Będziesz myślał o tym ostatni raz i nigdy nie będziesz się o to obwiniał. Zrobiłem tak jak powiedziała. Myślałem dokładnie o tym co się stało. Zapisałem wszystko co miałem sobie do zarzucenia na kartce. -Weź zapalniczkę i spal to - powiedziała. -Wybacz sobie.-przysunelam się i objęła mnie. Patrzyłem jak kartka się pali. Nie wiem czy faktycznie robiło mi się lżej,  czy to było tylko chwilowe uczucie.
-Czemu mi pomagasz?-mruknąłem, puszczając ostatni kawałek kartki.
-Bo cię kocham.-zaśmiała się patrząc przed siebie. Ciągle nie zmieniając tonu głosu. 
-A ten chłopak co odebrał?-zapytałem krzywiąc się .
-To był chłopak Asi, na mówili mnie żebym wyjechała z nimi na weekend. Miałam się wyluzować. Nie dałam rady.
-Boże,  myślałem ze ...-zaśmiałem się.
-Głupku, nikogo nie pokochała bym tak mocno jak ciebie.
-Nie płacz.
-Bałam się ze sobie coś zrobisz, że znowu zostane sama. Nie mogę cię stracić. 
-Tez cie kocham.
-Nie uciekaj więcej błagam, umierałam ze strachu. Nie możesz tak uciekać od problemów, przecież przeszlibyśmy przez to razem.
-Przepraszam, skrzywdził em cie nie chciałem Wtedy myślałem tylko o jednym.
-Wiem Barti. Przecież Po mógłbym ci, wspierała bym cie. 
-Robisz to teraz. 
-Ładne te nasze miasto.
-Nocą jest piękne.
-Pojedziemy gdzieś?
-Pewnie, chodź.

Perspektywa Moniki :
Wysiadłam z samochodu i Zamknęłam samochód. Byliśmy na moście.
-Czemu chciałeś tu przyjechać?-zapytałam podchodząc do barierki.
-Chciałem....-przeciągał. Usiadłam na poręczy, Bartek podszedł kładąc ręce na moich biodrach. -Nie boisz się?-uśmiechnął się.
-Nie, bo jesteś ze mną. Co chciałeś?
-Chciałem ci powiedzieć, że bardzo cie kocham.
-Ja ciebie tez.
-Przez chwilę balem się ze ciebie straciłem. Zaczalem godizc sie z tym co sie stalo i wtedy odebral ten chkopak.To było okropne.-położyłam palec na jego ustach, żeby przestał mówić. Położyłam rękę na jego karku i wplotłam w jego włosy, delikatnie go drapiac. Przysunęłam go bliżej siebie,muskając go delikatnie w usta. -Paliłeś dzisiaj.-mruknęłam krzywiąc się na smak tytoniu w ustach. 
-Przez nerwy.-mruknął spuszczając wzrok.
-Daj.-mruknęłam odsuwajac go od siebie i wyciągając rękę. Wyjął z kieszeni paczkę i położył mi na dłoni. Wyjęłam jednego i schowałam do kieszeni. Zamknęłam opakowanie i wyrzucił am za siebie prosto do rzeki. 
-Po co ci?-uśmiechnął się, patrząc na moje spodenki.
-Na wypadek jakbyś mnie mocno wkurzył.-przyciągnęłam go z powrotem do siebie. I Złożyłam pocałunek na jego ustach. 
-Brakowało mi tego jak cholera.-szepnął prosto do moich ust, obejmując mnie i kładąc ręce na moich plecach.
-Mi też kochanie.-mruknęłam. Rozchylając wargi i pokazując mu żeby zaczął mnie całować. -Po co kazałeś zjechać do całodobowego?-popatrzyłam na niego pytająco. Wyjął z kieszeni kłódkę.
-Wierzysz w to?-mruknęłam, patrząc na niego.
-W przesądy nie, ale w miłość tak.-usiadł obok siatki z klodkami.
-Obiecasz mi coś? - Usiadłam naprzeciwko niego i popatrzyłam prosto w oczy.-Kochaj mnie tak długo jak będziesz w stanie i bądź ze mną tak długo jak będziesz mnie kochał. -powiedziałam czekając na odpowiedz.
-Obiecuję.-przyłożył kłódkę do siatki.
-Żyj według obietnicy kochanie. - szepnęłam zatrzaskując kłódkę.
-To znaczy, że będę się męczył z tobą całe życie.
-Marny twój los.-przysunęłam się i usiadłam obok nuego. Położył jedna rękę na moich plecach, obejmując i przybliżajac do siebie. 
-Możemy gdzieś jeszcze pojechać?-popatrzył na moje oczy.
-No pewnie.-wstała otrzepując spodenki. Podeszła do samochodu.
-Może chcesz poprowadzić?-zapytałam i rzuciłam klucze w jego stronę. 
-Jeszcze się pytasz.
Usiadłam wygodnie w fotelu i Poprawiłam włosy.
-A niech to cholera.-syknelam patrząc ma swoje dłonie. 
-Co?-mruknął, patrząc na mnie pytająco trochę z przerażeniem.
-Paznokieć mi się złamał.-sapnełam patrząc ciągle na miętowe paznokcie. Chłopak popatrzył na mnie wybuchajac po chwili śmiechem. 
-Wiesz. Mi chyba tez.-sapnął patrząc z rozczarowaniem na swoje dłonie. Szturnelam go w rękę. -Ooo kurde.-krzyknął naciskając pedał gazu i słysząc ryk silnika.
-Ten samochód podnieca cie bardziej niż ja.-sapnęłam patrząc na niego. Zaśmiał sie, przeczesując jedna ręką włosy i zagryzając warge. 
-Czy ty nawet jak prowadzisz musisz to robić? 
-Co.
-Być seksowny. Pieprzony urok osobisty. 
-Nic nie poradzę, to siedzi we mnie. 
-Zaraz ja będę siedzieć, ale na tobie.-mruknęłam  na co na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. - Czemu ja nie mam czegoś takiego. Wystarczy na ciebie spojrzeć i juz chce się ciebie ciągnąc do łóżka.-oderwałam od niego wzrok i Obróciłam głowę do bocznej szyby.
-Masz coś takiego, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak często musze się powstrzymywać.-powiedział dotykając mojego uda.
Za jechaliśmy pod blok Bartka. Otworzył drzwi przede mną i puścił pierwsza. 
-Ostatnio nie dałem rady tu wejść. -mruknął lapiac mnie za reke i przekraczając próg pokoju Michała. Podszedł do szafki, na której leżały zielone buty.
-Dałem mu je w dzień wypadku. Miał je wtedy na sobie. Tak bardzo chciał je mieć - mówił Bartek trzymając buty w rękach. -Zawieziemy mu je?
-To też. -wskazalam zdjęcie na którym byli razem. 

Przyjechaliśmy na cmentarz, stanęliśmy przy grobie Miśka. 
-Brakuje mi ciebie braciszku. Mam nadzieje , ze ci tam dobrze.-szepnal Bartek, kładąc buty na grobie.
-Spij dobrze aniołku.-szepnęłam kładąc obok butów ramkę ze zdjęciem. Stanęliśmy Naprzeciwko grobu. Objął mnie, położyłam głowę na jego piersi. Z moich oczu wydostaly się łzy. Bartek zamknął oczy i zacisnął rękę na moim boku. Podniósł lekko głowę do góry. 
-Odeszłam od niego. Czułam, że potrzebuje zostać tam chwile sam.
'*'*'*'*'

Mruknęłam z nie zadowoleniem słysząc okropny dźwięk budzika. Jest on tak negatywnie zapisany w mojej głowie, że muszę wyłączyć go od razu bo dostaje nerwa. Zwlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Przecież to nie może być prawda, wakacje minęły tak szybko. Nie, nie chce. Jeszcze klasa maturalna. Ja wale, co za bagno. Zrobiłam to co zwykle, ubralam biała koszule, spódnice i wyszłam. Zjadłam śniadanie,  bo miałam dar do mdlenia na takich uroczystościach. Może to nie kwestia tego, że zbyt mało jadłam tylko ze mnie tak cholernie nudziły. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam. Podjechałam pod szkole. Wysiadając z auta, poczułam wzroki innych na sobie. Normalnie jak w amerykańskim filmie. Tylko, że nie jestem taka sukowata jak te laski. Ci ludzie się uśmiechają do mnie, nowość. Od kiedy chodzę z Bartkiem właściwie ucichly wszystkie ploty. W szkole nie działo się nic nadzwyczajnego. Wszyscy mieli niezbyt szczęśliwe miny i chcieli jak najszybciej zmyć się do domu. Wieczorem stało się coś, co odmieniło wszystko. Odwróciłam głowę, gdy usłyszałam ze ktoś wchodzi do pokoju. 
-Kochanie, dostałem się.-krzyknął z entuzjazmem Bartek trzymając w ręku kartkę.
-Naprawdę? Gratuluję.-podeszłam do niego przytulając i biorąc od niego list. Przyjęli go, tak bardzo chciał tam studiować. 
-No tak, fajnie, ale co z nami. Nie będę mógł przyjechać kiedy tylko chce. Tym bardziej, że to Londyn, a nie Warszawa czy cokolwiek. 
-Jeżeli mnie kochasz to miłość przetrwa.
-Będzie ciężko, kaczuszko.
-Kaczuszko? 
-Zrobiłaś takie słodkie usta, jak kaczuszka.
-Skoro niedługo wyjeżdżasz musze się tobą nacieszyć.-szepnęłam mu do ucha, pociągając jego koszulke. Podniósł ręce, by ułatwić mi sprawę. Ściągnęłam z niego bluzkę i odrzuciłam na bok. Popchnęła go na łóżko i szybko zdjęłam koszulke. -Kocham twoje cialo.-sapnęłam siadając na nim i pochyla jąć się. Położyłam dłonie na jego torsie i zaczęłam macać jego ciało .
-Przepraszam ja tak za tym teskinlam.-Jezdziłam dłońmi po jego ciele nie mogąc przestać. 
-Nie masz za co przepraszać. 


Dwa dni bez niego a ja juz umieram. Dzwoni do mnie codziennie,długo rozmawiamy. Ale przecież to nie to samo. Nie mogę go dotknąć, pocałować, przytulić. Brakuje mi jego ciepłego dotyku, sensownego głosu, cudownego zapachu jego perfum. 

Tydzień później:
-Cześć fujaro.-usłyszałam męski głos. 
-Max? Kiedy wróciłeś?-Spojrzałam na wysokiego niebieskookiego chłopaka, który się zatrzymał. Miał on dłuższe ładnie ułożone włosy,  przyznam że mnie zmyliły. No ale kto mógł powiedzieć na mnie frajerze, była tylko jedna opcja. 
-Na wakacje przyjechałem i wsumie juz zostałem. Tyle lat. -sapnął, po czym machnął głową by poprawić grzywkę. 
-Jaki przystojniak no no, a jeszcze pamiętam jak na hulajnodze przyjeżdżałeś do moich dziadków. Taki mały,  słodki.  Ładnie ci w takiej fryzurze.-
-Ty też wyrosłaś na ładniutką dziewczynę.-popatrzył na mnie kierując swój w rok od góry do dołu 
-A dziękuję bardzo.-uśmiechnęłam się delikatnie.
-Może masz ochotę na kawę, piwko?-spojrzał pytająco.
-Kawy nie pijam i jestem samochodem. Tu mają pyszne smothie.-wskazalam palcem mała kawiarenke.
-Bardzo chętnie.  
Usiadłam przy wolnym stoliku, po chwili max przyniósł nasze zamówienia. 
-No opowiadaj co u ciebie?-powiedziałam podsuwa jąć do siebie napój. 
-W dużym skrócie skończyłem szkole i postanowiłem wrócić. Zawsze tęskniłem za naszym miastem. Poznań jest okej, ale tu się wychowałem. To miasto kocham. A co u ciebie?-powiedział szybko i spojrzał na mnie 
-U mnie nie da się chyba w dużym skrócie. Moje życie to było pasmo nieszczęść. Dzięki mojemu chłopakowi wszytko się zmieniło.-mruknęłam upija jąć łyk truskawkowo bananowego smoothie. 
-Chłopakowi?
-Mhm.-mruknęłam machając potakująco głową. 
-Tylko ja forever alone.-sapnął pisząc coś w telefonie. 
-Znajdziesz znajdziesz, przystojniak taki. Co zmierzasz? -zapytałam z ciekawością. 
-Planuje wydać płytę. Mam już pierwszy kawałek. Teraz pracuje nad klipem. 
- No no ciekawie.
-Może chcesz wystąpić? 
-Nie no co ty 
-Co bym miała tam robić? 
-Właściwie to dobrze wyglądać  no i potańczyć. Jeśli chodzi o kasę to się dogadamy 
-Akurat z hajsem nie ma problemu. Dla starego kumpla mogę zrobić przysługę 
-Zgadzasz się? 
-Zajebiście.
-Pokaże ci coś. 
-Jezu, masz to jeszcze?
-Zawsze noszę, na szczęście. 
-Pamiętam ten dzień. 
-Wtedy tak lało. 
-Co u twoich dziadków?
-Dziadek umarł 8 miesięcy temu a babcia rok.
-Jejku, przykro mi. Wspaniali ludzie.
-Tak.
-Wiesz co, jestem umówiony za godzinkę. Dasz mi swój numer?
-Tak jasne.
-Było miło.
-Może cię podwiesc?
-Serio mogłabyś. 
-Pewnie.
-Do centrum bym prosił. 
-Ta biała piękność. 
-Ja pierdole, no nieźle. 
-Radze zapiąć pasy. 
-Zawsze to samo.
-Nie spodziewałem się okej? Na rowerze nie jeździłaś tak szybko. 
-Wielkie dzięki. Może jutro wieczorem wyskoczymy na piwko? 
-Jutro. Okej. Do zobaczenia. 
-Narka.


Odłożył am zeszyty na bok, słysząc dźwięk telefonu, rozchodzacy się po całym pokoju. Żebym ja wiedziała gdzie on jest to by było fajnie.
-Siemka. Masz ochotę o 20 klub Hula?
-No okej.
-Do zobaczenia  
Odłożyłam telefon poczym usłyszałam pukanie do drzwi.
-Hej, co u ciebie?-usłyszałam głos ojca .
--Dobrze, wychodzę wieczorem.-mruknęłam kontynuując naukę. 
-Mógłbym wiedzieć?-usłyszałam siadł kolo mnie i uśmiechnął się. 
-Z Maxem, przyjacielem z dzieciństwa. Mieszkał niedaleko dziadków. -sapnęłam.
-Dobrze, nie będę ci przeszkadzał.-mruknął wstając z sofy 
-Jak chcesz to zostań,  będzie mi raźniej. Przy okazji wytłumacz mi to, bo średnio rozumiem. -mruknęłam ,wskazując palcem zadanie z matematyki.
- W porządku. - usiadł z powrotem i wzial książkę. 

Ojej, za pół godziny mam być w klubie. Raczej nie pójdę w tych dresach. Wyjęłam szorty z wysokim stanem i czarnego croop topa. Włosy Spielam w kitkę. Chwyciłam torebkę i wyszłam z pokoju.
Podjechałem pod budynek.
-10 minut, hmm nieźle. -mruknęłam pod nosem patrząc na zegarek. Wyszłam z samochodu i Zamknęłam go. Zobaczyłam przy wejściu Maxa. 
-No cześć.-powiedziałam całując go w policzek.
-Ojej jak miło. - zaśmiał się. 
-Piwko?
-Piwko.
Usiadłam na wygodnej kanapie przy stoliku. Po chwili przyszedł Max z piwem.
- Jakbyś się zdectdowala to nagrywamy w sobotę tutaj.
-Okej, zastanowię się jeszcze.
Resztę czasu rozmawialiśmy o dzieciństwie i naszym życiu. 
Max mówił coś o teledysku i sobocie. Niezbyt go słuchałam, ciągle patrzyłam na jego niebieskie oczy. Zagryzlam warge i poprawiłam włosy. 
-Mam coś na ryju? Ciągle się tak patrzysz. 
Podsunęłam się bliżej niego, zbliżyłam do niego swoją twarz. Musnęłam delikatnie w usta, położyłam dłonie na jego policzkach. Chłopak był widocznie zdziwiony.  Przesunelam nogę i usiadłam na nim okrakiem. Moje pocałunki były namiętne,  poczułam dłoń chłopaka na moich nagich plecach. Skladalam coraz odwazniejsze pocałunki Gwałtownie się od niego odsunęłam, siadając w poprzedniej pozycji.
-Przepraszam. - pisnęłam zamykając oczy i zaciskając zęby. 
- Nic się nie stało. - mruknął biorąc łyk piwa.
- To nie miało prawa się wydarzyć. - warknęłam,wstając od stolika. - Przyjdę w sobotę.-mruknęłam i odeszłam. Przeciskałam się przez ludzi, migające światła stały się irytujące. Wyszłam z budynku i poszłam w stronę mojego domu. Szłam chodnikiem patrząc z wrogością na przechodniów. Spósciłam wzrok gdy zobaczyłam parę idącą za ręce. Wyjęłam papierosa, którego wzięłam od Bartka. Oparłam się o mur starego budynku i włożyłam fajkę do ust. Odpaliłam i mocno się zaciagnelam.  
- Może dasz mi swój numer, księżniczko? 
- Spieprzaj człowieku. - warknęłam odchodząc i szybkim krokiem idąc dalej w swoją stronę.
-I po co idiotko piłaś? Teraz z buta musisz leźć.-mruknęłam pod nosem wypuszczając dym. Usłyszałam dzwonek telefonu, wygrzebałam go z torebki. Na wyświetlaczu zobaczyłam, że połączenie jest od Bartka. Nie dałam rady odebrać, nie dałam rady z nim rozmawiać. Dałabym sobie w twarz za to co zrobiłam. Pewnie powiecie to tylko pocałunek,  to aż pocałunek. Kocham Bartka, jak mogłam być taka łatwo myślą. Jeśli się kogoś kocha to się go nie zdradza. Tak bardzo mi go brakuje ze rzucam się na swoich znajomych. Muszę przestać, uspokoić się, ochłonąć. Co ja gadam, to nie możliwe. Nie wiem co robie, co się dzieje. Marzę by Bartek był tu przy mnir, ale to niemożliwe. Chcę jego szczęścia, nie mogę od niego wymagać by wrócił. Nie jestem taka egoistką. Wrócę do domu i pójdę spać.  W dodatku Nałożyłam swoje ukochane czarne lity, chodzenie w nich coraz bardziej mnie denerwuje. Teraz wszystko mnie denerwuje,nawet włosy opadające na twarz i ramiona, które nigdy do tąd nie sprawiały mi problemu.

'*'*'*'*'
kilka dni pozniej:
Pójdę na te pieprzone nagrywki, obiecałam Maksowi. Pomacham rękami i dupa w rytm muzyki  i sobie pójdę. Ubralam jak ostatnio często croop top i szorty. Weszłam do klubu,do którego wejście ostatnio skończyło się niezbyt dobrze. Słyszałam mnóstwo głosów cicha muzyka w tle. 
-Jestem.-mruknęłam podchodząc do Maksa.
-Zajebiście.-sapnął przesuwając jakąś dziewczynę w druga stronę. 
-Jesteś na mnie zły.-mruknęłam pokazując ze chce odejść na bok.
-Nie,no co ty.
-Przepraszam, jestem trochę pogubiona. Ostatnio robie jakieś głupoty. 
-Wiem jak to jest jak nie masz nikogo. Zapomnijmy o tym, okej? 
-Mhm.
-Chciaż nie powiem podobało mi się,  dobrze całujesz. Może powtórka? 
-Naprawdę nie mam humoru do żartów.
-Okej, okej chodź. 

Usłyszałam muzykę, była całkiem w moim stylu.  Podobała mi się. Zaczęłam ruszać biodrami i machać rękami.  Chyba dobrze wypadłam. 
-Koniec.-krzyknął Maks, na co Obróciłam się do wyjścia. -Byłaś najlepsza, nie wiedziałem ze umiesz tak się ruszać. 
-Ciesze się, że cis ie podobało.-mruknęłam pod nosem, obracając głowę patrząc w stronę wyjścia. 
-Mogę ci jakoś pomóc?
-Nikt nie może mi pomóc.-sapnęłam poprawiając torebkę na ramieniu. 
-Ej. Fujaro.-krzyknął, podchodząc krok i obejmując mnie 
-Nie przytulaj mnie, bo znowu zacznę cie całować.-powiedziałam z ironią i wywróciłam oczami. 
-Ćśśś.-syknął puszczając mnie. 
Pojechałam do domu, tam czekał na mnie Tomasz. 
-Monia, co jest? 
-Jestem idiotką to jest.
-Co? Bartek się o ciebie martwi, czemu nie odbierasz? 
-Bo nie dam rady z nim rozmawiać. -Nie wiem jak mu spojrzę w oczy, gdy przyjedzie. Zreszta niech nie wraca, nie ma już dziewczyny.
-O Ty Pieprzysz?
-Nie zasługuje by być jego dziewczyna. Zrobiłam coś okropnego.
-Co mam zrobić? 
-Cofnij czas.
-On się cholernie o ciebie boi. Zadzwoń chociaż powiedz ze żyjesz. 
-Zawsze muszę coś spieprzyc. 


-Monisiu co się dzieje?
-Tato, daj mi spokój. Wszyscy mnie zostawcie, chce być sama.
-Cześć kochanie.
-Jezu.
-Nie po całujesz mnie?
-Nie zasługuje. 
-Nie wiem o czym mówisz
-Bartek.
-No co? 
-Po co przyjechałeś? 
-Tęskniłem, nie odbierałaś, Tomek i twój ojciec dzwonili ze coś się dzieje. Już wiesz?
-Co ja mam ci powiedzieć? Przepraszam.
Jestem głupia suka. Zrobiłam coś co cie juz kiedyś spotkało. Twoja najpiękniejsza i najmocniejsza dziewczyna cie Zdradziła. 
-Co do cholery?
-To co słyszałeś. 
-Kim. ten. skurwysyn. jest.
-To ja. To moja wina. On tego nie chciał. 
-Jasne.
-Boże Bartek, myślisz ze mi łatwo?  Czuję się jak dziwka. 
-Obiecałem ci coś. Pamiętasz? Ja cie dalej kocham, a ty?
-Dobrze wiesz.
-Obiecałem kasuje się ze nie wiem, skoro ja wyjeżdżam a ty się liżesz z jakimś kretyn em. 
-Rzuciłem re studia wiesz? Wiesz dlaczego? Dla ciebie, zrozumiałem ze moje miejsce jest przy tobie tutaj. Ale chyba się myślałem. Dobranoc.
-Czekaj.
-Na co?Nie mam na co czekać. 


-Siema, musimy się spotkać. 
-Kim jesteś? 
-Przyślę ci adres system

-Siema.Jetem Maks. Nie wiem czy Monika ci o mnie mówiła. 
-Ty skurwesynie.
-Jezu. Spokojnie, daj dokończyć człowieku. 
-Mów co masz do powiedzenia spieszę się 
-Znam ja od dziecka, mieszkałem obok jej dziadków. Ostatnio się spotkaliśmy. 
-Daruj szczegóły.
-Słuchaj,  nic się takiego nie stało. Monika cholernie za tobą tęsknią. Potrzebowała trochę bliskości.
-i ty to wykorzystales. 
-Nie. Przecież wiesz ile w życiu przeszła. Nie znam się na laskach, ale wydaje mi się ze tylko przy tobie czuła się bezpieczna. Jeśli teraz ja zostawisz będziesz największym kretynem na świecie. 
-Nie potrzebuje twojej opini.
-Przecież ja kochasz, jedz do niej, stary. 
-Jestem na ciebie wkurwiony.
-Mówię ci ostatni raz nie kocham jej ani ona mnie. Ten pocałunek był przypadkowy, impuls, nic dla nas nie znaczył. Zrobisz co zechcesz, ale ona jest wyjątkowa. 
-Nie musisz mi mówić,  to moja kobieta znam ją. 
-Chyba nie jesteś taki zły, ale i tak jestem wkurwiony. Pamiętaj ona jest MOJĄ dziewczyna. 
-Jasne, a MOJĄ kumpelą. 
-I tego się trzymajmy.
-Dobra, Wyluzuj się. Już. Nie jestem twoim wrogiem okej?
-Wolę być czujny.

Siedziałam na parapecie przyglądając sie jak krople spływają po szybie. Ta pogoda jeszcze bardziej mnie .....
-Cześć. Pojedziesz ze mną?-usłyszałam głos Bartka na co Obróciłam głowę w stronę drzwi. 
-Nie.-mruknęłam spowrotem odwracając głowę do okna.
-Pojedziesz.-warknął, nagle poczułam szarpnoęcie za rękę, które sprawiło ze stanęłam na nogi.
-Nie pojadę rozumiesz?-krzyknęłam wygrywając od niego rękę.  Nie wiem co się dzieje, w mojej głowie jest jeden wielki syf. Nie wiem co bedzie dslej, nie wiem czego chce. 
-Nie kochasz mnie ?-popatrzył na mnie, na co Odwróciłam wzrok. 
-Nie wiem. Rozumiesz. Patrzę na ciebie, minęły dwa miesiące. To mało.  Dla mnie to była cała wieczność. Pamiętam wszystko, ale w tym momencie nie czuje nic oprócz nienawiści do samej siebie.-mówiłam na jednym wydechu patrząc w podłogę i czując jak łzy napływają mi do oczu.
-Maks? To jego kochasz.-Podszedł bliżej,  poczułam przyjemny zapach jego perfum.
-Mówię ci do cholery. Nie wiem kogo kocham, kogo darze jaka sympatią. Daj mi czas, proszę.-sapnęłam machając rękoma. 
-Skoro nie wiesz, znaczy ze mnie nie kochasz.-warknął podchodząc do drzwi.
-Nie rób tego,  błagam.  Nie zostawiaj mnie. Powiedz ze mną. Czuję się okropnie. Zaczynam ranie osoby które były dla mnie najważniejsze.  -Bądź przy mnie,proszę.-pisnęłam, po czym podeszłam i złapałam go za rękę. 
-No dobrze, dobrze.-sapnął siadając na parapecie.  Ja tuż obok niego. Siedzieliśmy jakiś czas bez żadnej rozmowy. 

'*'*'*'*'

Podjechałem pod most, który kojarzył ki się tylko z jednym.  Z Monika. Było ciemno. Zamknąłem samochód. Światła aut z naprzeciwka oślepi ale mnie.  Podszedł em do barierki przy której siedziałem ostatnio z Monika. Zobaczyłem ciemna postać. Zmrużyłem oczy próbując do patrzeć się jakiś szczegółów. Osoba odwróciła głowę w moja stronę. Doskonale znałem ta piękna delikatna buzię. Podszedłem i usiadłem obok.
-Czemu tu przyjechałeś?-pisnęła cienkim głosem tak jakby ledwie wymusiła słowa. 
-Nie wiem, może porostu mi ciebie brakuje?-mruknąłem opierając głowę o druty a łokcie położyłem na kolanach spał taka ręce. 
-Wybaczysz mi kiedyś?-mruknęła naciagajac rękawy bluzy na dłonie. 
-Pewna piękna mądra dziewczyna kiedyś mi powiedziała ze najpierw trzeba wybaczyc samemu sobie. 
-Masz kartkę?-popatrzyła na mnie smutnym wzokiem
-Mhm.-mruknąłem wyciągając kawałek jakieś kartki z kieszeni.
-Wybaczysz mi?-zapytała ponownie,podała jąć kartkę.
-Tak. Czuje się po części winny za to co się stało. 
-Nie powinieneś.-mruknęła odwracając się do barierki i dotykając kłódkę. 
-Nie złapałem obietnicy. Obrocil głowę w moja stronę i lekko się uśmiechnęła. 
-Przepraszam,wydałem się na ciebie bez sensu.
-Odwiedzisz mnie?
-Tak.

'&'&'&'&
Jest północ nie mogę znaleźć miejsca w łóżku, boli mnie wszystko od leżenia. Pełno myśli głowie uniemożliwiają mi zaśnięcie. Zsunęlam się z łóżka po czym Założyłam stanik i ciepła bluzę, na ściągnęłam leginsy i włożyłam trampki. Wzięłam gumkę i związała włosy w kitkę. Wyszłam z domu, na sumę łam kaptur na glowe gdy poczułam jak krople padają na moje włosy.
Ostatnio noce są takie zimne. Podjechałam pod apartamentowiec. Wyszłam z samochodu i zaczęłam biec do klatki. Była okropna ulewa, pomimo że mój punkt docelowy nie był daleko byłam bardzo mokra. Taki adres podał mi Bartek, przeprowadził się od rodziców. No okej, zobaczmy. Weszłam do windy, popatrzyłam na siebie w lustrze. Przejechałem po włosach do tyłu by ogarnąć opadające koszyki. .Obciagnrlam bluzę i podeszłam do drzwi. Zapukałam po chwili drzwi otworzył przystojny dobrze zbudowany niebieskooki szatynka w samych bokserkach. Któż to taki? Bo oczywiście . Jedna rękę oparł o futryny,  a drugą podrapal się po karku. Podeszłam krok bliżej k życia się na niego. Zamknęłam w pośpiechu drzwi i Wskoczyłam na chłopaka.  Oplotłam nogi na jego biodra. Zaczęłam muskać jego rozgrzen usta. Chłopak minus mnie, najprawdopodobniej do sypialni. Odstawić dnie na chwile. Zdjęłam szybko bluzę i rzuciłam ja bok. Przewróciła go na łóżko o zaczęłam jeszcze namiętne całować. Przewrócił nas tak ze teraz to ja byłam po dniu. Rozpielam guzik spodni, a ona Ściągnął je szybko. Wsunął rękę pod plecy i rozpiął stanik. 
Po pierwszym pchnięcia poczułam przyjemność i jakby wszystkie problemy nagle zniknęły. 

-Dziękuję.-uśmiechnęłam się do chłopaka, gdy położył tace z jedzeniem b  moich kolanach.
-Nie a za co.-położył się obok mnie i wrzucił pomidora koktajlowe go do buzi. -
-Myślisz ze damy rade? Będziemy żyć tak jak kiedyś. 
-Nie przejmuj się tak. Kochanie. Jesteśmy znowu razem. Damy rade. Przyznałaś się i przeżyłaś to bardziej niż ja. 
-Kocham cie wiesz?
-Wczoraj się o tym przekonałem. 
-No dobrze, ale co zamierzasz robić dalej?
-Za rok pójdę na studia póki co będę pracował u ojca. Duzo mu Pomagałem w Warsztacie, wiem co i jak.No i oczywiście to mieszkanie jest nasze.
-Nasze? Czy ty właśnie proponujesz...
-Tak, chce żebyś ze mną zamieszkała. 
-Kochanie. Skąd ty wogle miałeś pieniądze? To nie było tanie.
-Zostało mi jeszcze z komunii. 
-Barti.
-Wynajął em od wujka, wiec nie było takie drogie.
-Ale musimy cis ustalić. Dorzucam się do rachunków. 
-Nie ma mowy. 
-Ja się ciebie nie pytam.
-Ja zarabiam i ja będę nas utrzymywał. 
-Cicho, spokojnie. To ja tu jestem kobietą i moje zdanie się liczy. 
-Tak?
-Tak mój drogi. Udowodnić ci ze ja tu rządzę?-odsunęłam tace z jedzeniem na stolik. Podeszłam do wieży i wyłączyłam zmysłowa muzykę. Stanęłam na przeciwko Bartka. Zaczęłam ruszać biodrami w rytm muzyki. Byłam w majtkach i jego koszulce. Chłopak usiadł na brzegu łóżka w rozkroku i oparł łokcie na kolanach. Jego usta otwierały się coraz szerzej gdy robiłam odwazniejsze i seksowne ruchy. Podeszłam kładąc dłoń na jego brodzie i zamykając mu buzię. Odeszłam o krok i Obróciłam się tyłem schylilam się syna rękami po nogach. Z jego ust wydostal o się westchniecie. Podeszłam z powrotem do niego i usiadłam na nim w rozkroku. Moje piersi były wiza Wi jego oczu. Wplotłam palce w jego włosy doskonale wiedząc że to uwielbia zaczęłam poruszać opuszkami. 
-Dorzucam się okej?-szepnęłam mu do ucha. 
-Mhm.
-U gotuje sz dzisiaj obiad?
-Mhm.
-Po drapieżne mnir po lekach? 
-Mhm.
-Wygrałam.-mruknęłam schodząc z jego kolan.
-Co?-sapnął zdezorientowany. 
-Zgodziłem się żebym do rzucała się,poza tym robisz dzisiaj obiad a wieczorem drapieżne mnie po pleckach.
-Kurde.-warknął. -Ale chyba nie sądzisz że pozwolę ci teraz odejść?
-A nie pozwolisz?-Spojrzałam na niego stojąc w progu.
-Nie.-wstał i podszedł do mnie.
-A ja się znowu ciebie nie słucham.-ułożyłam ręce na jego torsie I uśmiechnęłam się .
-Chyba musze cie nauczyć posłuszeństwa młoda damo.-powiedział łapiąc mnie za biodra u przysuwając stanowczo do siebie.
-Jezus, ile można się przytulać całować. Aggh.
-mruknęłam ipod nosem .
-Jak będę chciał to będę cię całował co minutę.-warknął całując mnie usta. 
-Jadę. 
-W tym stroju?
-Racja, najpierw się ubiorę. 
-Zakochana czy co?
-Nie jakoś poprostu zapomniałam.
-Na pewno?
-Tak kichanie. 
-Musisz się ciągle droczyć? 
-Lubie to.
-Ja lubię co innego.
-Tez to lubię. 
-Zboczeniec.
-No nie gadaj ze ci to nie odpowiada. 

Właściwie to jest teraz świetnie. Przeprowadziłam się do Bartiego. Mieszkanie jest bardzo ładne, nowoczesne. Wszystko jest w sumie okej. Z Maks em wszystko się na prostować, czasem chodzimy razem z Bernie i Maks em na imprezy czy piwko. W szkole tez jest w porządku. 
Odłożyłam laptop z kolan kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Otworze.-Krzyknęłam do Bartka przebywającego w łazience.
--Dzień dobry.-Powiedziała kobieta o blond włosach. 
-Mamo?-mruknęłam myśląc że się przewidziałam. .
--Córeczko.-uśmiechnęła się patrząc na mnie.
-Idź stąd daj mi spokój.-mruknęłam przybywają w połowie drzwi.
-Daj mi to wyjaśnić.-Sapnęła opierając rękę o drzwi.
-Nie ma co wyjaśniać. Po co wróciłaś? 
-Tęskniłem. 
-Ja też. Nawet nie wiesz jak ki ciebie brakowało. Zostawiłam mnie sama gdy ciebie potrzebowałam. Ale wiesz co? Poradziłam sobie sama , pogodziłam się z ojcem,  mam kochanego chłopaka,  przyjaciol,mieszkanie. Proszę cię nie psuj mojego idealnego życia, które sama zbudowałam. Nie chce 
-Było mi ciężko. 
-Myślisz ze mi było lżej naprawdę? Czego oczekuejsz? Mam ci powiedziec co mysle?Jesteś tchórzem i nie masz serca.  Nie chce cię znać. 
Z jednej strony wiem ze przez ojca mama odeszla ale z drugiej mam ogromny żal ze mnie zostawiła bez słowa. Mogła przynajmniej dzwonić,  cokolwiek. Nie było jej kiedy jej potrzebowałam.teraz jej wcale nie potrzebuje. 
-Kurwa mać. Czy zawsze musi się pieprzyć naprawdę? 
-Kto to był? 
-Moja matka.
-Spokój nie może trwać dłużej niż minutę do cholery. Już nigdy nie będzie dobrze. Nigdy nie było dobrze.
-Wszystko się ułoży. 
-Ale ja nie chce, ja nie chce żeby się układało. Nie chce tak dużych zmian, mam ich dosyć. Przecież z tego wyniknie kolejny problem. Nie zauważyłeś?  To jakieś błędne koło. Jak jeden problem się rozwiąże tamto drugi się zaczyna. Mam dość, nie mam siły. Chcę spokoju, świętego spokoju. Stabilizacji, trochę choć trochę. 
-Wiem kochanie, musisz musimy być silni. Nie możesz się poddawać. Może to już meta? I nie będzie więcej problemów.
-Mam nadzieje. Ale to nie zmienia faktu że nir mam najmniejszej ochoty spotykać się z nią. 
-Pamiętaj ze tamto twoją matka.
-Bartek wiem ale to zły moment nie ogarnęłam jeszcze wszystkiego.  Może za jakiś czas będę miała się. 
-Jak będziesz chciała to wrócisz do tego i spróbujesz to naprawić. 
-Kurwa mać.-krzyknęłam omijając mały palec stopy o kant szafki.
-Daj pomasuje.-mruknął biorąc mnie i kładąc na sofie.
-Kochany jesteś.


-Mam coś dla ciebie.
-Z jakiej okazji?
-Że jesteś dla mnie taki dobry.
-E tam.
-Proszę. 
-Kurde, dziękuję. Pamiętałaś ze mi się podoba.
-Ale ja nic dla ciebie nie mam.
-Ja chce tylko jednego. 
-Tak?
-Tak.
-Nie ma problemu. Możemy już zacząć. 
-No dajesz.

-Hej kotku, co tak wcześnie wstalas? 
-Źle się czuje. Mamy jakieś tabletki?
-Co cie boli?
-Głowa. 
-za dużo myślisz. 
-Pomożesz mi z projektem na historię? 
-Pewnie.


Wróciłam z zajęć po 17. Otworzyłam drzwi, światła były zgaszone, rolety zasłonięte. Pokój rozświetlaly świeczki Po rozstawione w różnych miejscach. 
-Barti?-mruknęłam odstawić cicho czarny plecak na podłogę.
-Cześć kochanie.-usłyszałam seksowny głos. 
Za Nie mówiłam widząc chłopaka w granatowe  koszuli z podwinietymi rękawami i czarnych dżinsach, zapalajaceho świece na zastawionym stole.
Podszedł do mnie zdejmując z moich ramion sweter i kładąc na bok.
-No idz, nie stoj tak. Zapraszam.
-Dziękuję. - mruknęłam kiedy zasunąl za mną krzesło. -Od kiedy ty jesteś taki romantyczny?-zapytałam biorąc mały łyk wina.
-Od zawsze. Nie zauważyłaś tego?-uśmiechnął się nakładając mi spaghetti.
-Chyba mi umknęło.-powiedziałam obserwując chłopaka. 

-Zostaw to. Zatańczysz?-Podszedł do mnie od tyłu łapiąc za biodra i odsuwajac od zmywarki.
-O Jezu.-pisnęłam kiedy mnie Obrocil i zaczął Kołysaliśmy w rytm wolnej muzyki.
-Nie,to ciągle ja.-szepnął 

-Dziękuję.-powiedziałam gdy Bartek podał mi białe pudełko z czerwoną kokardką. 
-Zobacz.-sapnął, kiedy patrzyłam na niego nieruchomo.
-Jakie śliczne.-krzyknęłam widząc piękną koronkową seksowną bieliznę. 
-Starałem się.
-Kocham cie.  Bardzo, bardzo, bardzo. Całując go na każde słowo "bardzo". Dziękuję za to co robisz. Całując go ostatni raz Popchnęła go i położyłam się obok. Zamknęłam oczy mając świadomość że muszę iść zmyć makijaż i przebrać się. Ale byłam zbyt zmęczona i zasnęłam w jego objęciach. 


Podskoczyłam gdy poczułam zimna wodę na swoim ciele. 
-Czy ty jesteś nienormalny?-krzyknęłam patrząc na chłopaka stojącego nade mną z wiatrem. 
-Nie dało się ciebie obudzić. 
-Wystarczyło mnie dotknąć i bym się obudziła. 
-Słodka jesteś jak się denerwujesz. 
-Z kim ja żyję. Do reszty oszalał. 
-Zrobiłem śniadanie. 
-Ciesze się. 
-Już tak nie fukaj  nie fukaj 
-Ej patrz.
-Co?
-Jajko.
-O Ty. Dopiero umylem włosy. 
-Pomogę ci.
-Jesteś wredna.
-Tez ciebie kocham. 
-O której dzisiaj wrócisz? 
-Gdzieś po 15.
-Kurier ma przyjść o 16. 
-Co zamawiałeś?
-Coś z czego się cieszysz. 
-O jak miło.-powiedziałam i zaczęłam ciągnąc chłopaka w stronę łazienki cicho chichocząc.
-Spóźnić z się do szkoły. 
-Wyluzuj, tato.-Zaśmiałam się Zsuwaj ac z niego kosuzlke. 
-Za...
-Ćśśś...-przerwałam chłopakowi kładąc palec na jego ustach. Sprawnie rozpinając guzik jego spodni. Chłopak od razu zareagował i Zdjął ze mnie koszulke.  Złapał mnie za pośladek,  po czym zachaczajac palcem o koronkowy materiał. Kiedy się obejrzałam moje majtki były na podłodze. Złapałam Bartka za szyję i ściągnęłam pod prysznic. Poczułam jego gorąca dłoń na plecach, przeszedł mnie dreszcze a woda dodatkowo to podwoiła. Moje ciało lekko drgał o gdy chłopak przysunął moje nagle ciało do lodowatej kafelek. Zaczęłam włosy do tyłu i całował dalej. Wstałam się w moje wargi. Przyniósł pocałunki na szyję, coraz bardziej mi się podobało. Unioslam glowe do gory, wod aobmywala mi twarz. Wbiłam paznokcie w plecy chłopaka i przejechałem nimi po jego ciele czując napływ przyjemności.  Chwila, czy my robimy to pod prysznicem?  Aha. Podniósł moja nogę i przytrzymaj za udo. Nie przestawał mnie całować, lekko podskakiwałam. Nią mowie ile przyjemności dawałam mi ten chłopak. 2 utonął ostatnie pchnięcie i oparł swoje czoło o moje. 
-Kocham cie.-sapnęłam, czując jak woda ciągle leci na moja głowę i spływa po ciele.
-Ja ciebie tez skarbie.-Mruknąl składając pocałunek no moich piersiach. 
-Nie chce z stąd wychodzić. -sapnęłam przejeżdżając palcami po jego torsie.
-Ja też nie.-mruknął obserwując jak kropla wody spływa po moich ustach. Położył palec na moich wargach i rozchwmylił dolna. -Jesteś śliczna, idealna.-Warknął seksowny głosem.
-Musimy iść. Szepnęłam krzywiąc się z niezadowolenia.
Wyszliśmy z pod prysznica i zaczęliśmy się ubierać.  Miałam kompletnie mokre włosy,  suszenie ich zajmie wieki.
-Cholera, spodnie się do pracy.
-Ale chyba nie żałuję sz? 
-Żałuję jak cholera.
-Myślałam że ci się będzie podobało. No cóż. 
-Dziękuję, uważaj na siebie, do zobaczenia.-wszedł szybko do łazienki o pocałował mnie w czoło.
-Daj.-mruknęłam kierując suszarkę na mokre włosy chłopaka u zaczynając je ......
-Lec.-powiedziałam klepiac go w tyłek, na co odwrócił się i mi oddał.  Powinnam być dawni w szkoe zanim się ogarnę minie sporo czasu, ale to nic. Było warto. Usłyszałam zamykające się drzwi,  oparłam ręce o umywalkę i popatrzyłam w lustro.
-Zajebiście.-uśmiechnęłam się myśląc o tym jaka szczęśliwa z tym człowiekiem jestem.


-Hej kochanie i jak ci się podoba?-pocałował mi w czoło na przywitanie,na co uśmiechnęłam. 
-Barti ja nawet nie wiem co to jest.-mruknęłam odstawić jąć kubek herbaty na stolik i patrząc na biały karton.
-To zaraz ci pokaże.-sapnął siadając na podłodze przy białym pudle. Wyciągał pojedyncze białe deski. Póki co nic mi to nie mówiło. 
-Kurr.-warknął.
-Co żeś juz zrobił? -mruknęłam podchodząc i siadając kolo niego.
-Palec przytrzasnąłem.-warknął pokazując mi wskazujący palce. 
-Daj pocaluje.
-Od razu przestał boleć. 


-Okej. Chodź.-krzyknął z naszej sypialni. 
-No stolik.-mruknęłam patrząc na mebel stojący przy oknie.
-Jaki stolik.-sapnął wyrzucając ręce. Zamontował duże lustro i dostawił ładna pufke. -A teraz?
-O jaki kochany,  domyśliłeś się.-powiedziałam siadając przy toaletce. 
-To teraz zabieraj tą wystawkę z łazienki.-To wszystko jest potrzebne. 
-No oczywiście. 

Podjechałam pod dom. Przypomniałam sobie ze zapomniałam wziąć swoich ulubionych beżowych szpilek, przy okazji zabiorę resztę bluzek. Popchnęła drzwi i weszłam do środka. Zdziwiłam się bo przy drzwiach nie było Piotra. Skierowałam się do swojego pokoju,  zatrzymałam się słysząc krzyki. Zdałam sobie sprawę ze był to głos natki i ojca. 
-Zrób to dla jej dobra, ona jest teraz szczęśliwa. Ten dzieciak przez nas i tak dużo się na cierpiał. Nie mizesz jej tego powiedziwc. Po co chcesz się na siłę pchać do jej życia. 
-Bo jestem jej matka.
-Tak nagle sobie o tym przypomniałaś? 

-Przestańcie do cholery. Nie kłócćie się. 
- Chcę dla ciebie dobrze.
-Co masz mi powiedzieć? Mów Kurwa. 
-A jak ty do mnie mówisz? 
-No popatrz mała córeczka wyrosła.
-Chcę Cię zabrać do siebie, do Nowego Jorku. Mam ładny dom, pomyślałam że...
-Pomyślałas ze jednak masz córkę? 
-Pójdziesz do college,jest nie daleko. 
-Naprawdę myślisz ze z tobą gdziekolwiek pojadę? 
-Zastanów się. Tam ze mną będzie ci lepiej.
-Śmieszna jesteś. Ja dobrze wiem gdzie  będzie mi lepiej, nie zauważyłaś,że jestem dorosła? Ze ułożyłam sobie życie? Czemu do cholery chcesz to zepsuć? 
-Nie chce nic psuć.  Poprostu uważam ze że 
mną będzie ci lepiej.
-Dlatego proponujesz mi wyjazd do USA? Z dala od taty, od Bartka i moich przyjaciół? 
-Możesz co weekend tu przyjeżdżać. 
-Dzięki za pozwolenie. Zrozum, że w moim życiu już nie ma miejsca dla ciebie. Zostawiłaś mnie, wracasz i myślisz ze wszystko jest okej?
-To wina ojca.
-A ty święta tak? Jaka z ciebie matka? Uciekłas poprostu. Jesteś taka sama jak ojciec był. Nie udawała ze ci na mnie ależ. Wiesz jaka jest różnica? Tato się zmienił,  a ty nie. 
-Idź juz.-powiedział tato widząc ze jestem wyczerpana
-Idź.-krzyknęłam histerycznie poza ująć drzwi. 
-Tato.
-Spokojnie.
-Jak ja mam być Kurwa spokojna.
-Nie przeklinać. 
-Ja pierdole.
-Monia.
-Wkurwia mnie to wszystko.  Nie mogę mieć spokoju przez chwile. Dajcie mi wszyscy spokój na parę dni.

Wszedłem do mieszkania,Rozejrzałem się dookoł, nie było Moniki. Powinna już być,zajęcia skończyła dziś wcześnie. Musiało się coś stać. Chwyciłam kluczyki które przed chwilą odłożył em. Podjechałem pod wieżowiec, którego nazwaliśmy naszym miejscem. Wszystko tam znikło wraz z powiniem wiatru.
-Kochanie.-mruknąłem podchodząc do dziewczyny. Usiadłem kolo niej i objawem w pasie. Przechylić się do tyłu i położyła na dachu. Nie zmieniłem swojej pozycji, ale ciągle jej dokładnie się przyglądałem. 
-Spieprzyło się.-syknela przez zaciśnięte zęby. Popatrzyłem na nią pytająco. -Byłam w domu, chciałam pojechać po buty. Usłyszałam rozmowę rodziców. Weszłam, matka chce żebym z nią jechała do USA.
-Nie ma opcji.-warknął uśmiechając się ironicznie.
-Wydarłam się na nią,  jestem wkurwiona, ale to moja matka, nie mogę być całkiem obojętna.-mruknęłam podchodząc do okna i odwracając się do okna.
-Powiedziała chociaż ze cie kocha?-usłyszałam jak na lewą do szklanki wodę i nerwowo ka odstawić. 
- Nie. - sapnęłam naciagajac na dłonie rękawy dużego swetra i krzyżując ręce na piersiach.
-Może poprostu spróbuj jej wybaczyc. Wiem ze to trudne ale może skoro wróciła. -powiedział spokojniejszym głosem 
-Łatwo mówić. 
-U spokój się kochanie. 
-Jak mam się Kurwa uspokoić. ? Nie miałam takiego szczęścia jak ty. Nie urodziłam się w kochającej się rodzinie. Ona mnie nigdy nie kochała i co ja poradzę?
-Ja nie to miałem na myśli. 
- Nigdy mnie rodzice nie kochali. Jakbyś się Kurwa czuł żeby matka od ciebie uciekła?  No jak? Myślisz ze nie chciałabym mieć kochającej mamy która będzie moja przyjaciółka? 
-Monia ja wiem.
-Ty nic nie wiesz, Kurwa, nic. 
-Nie traktuj mnie tak,jak jakiegoś chuja be życzyć do cholery. 
-Nie nie przestanę. Chcę mieć normalna rodzinę. 
-Ja nie jestem twoją rodzina?-słowa chłopaka uderzyły we mnie,poczułam ból w sercu. Dlaczego ja na niego krzyczę? 
-Przepraszam,nie chciałam. 
-Nigdy nie chcesz, nie traktuj mnie jak kumpla, jak kolegę. Myślisz czasem o nas poważnie? Zastanawiasz się? Nie chce być o 2 szystko obwiniany. Mam dosyć. Dla kogo ja to wszystko robie? Przeprowadzki? Jakies toaletki,prezenciki? Dla siebie? No tak egoista. 
-Nie palacz.
-Przepraszam. 
-Dobrze już dobrze.
-Nie jest dobrze, jak tak dalej pójdzie to odrzuce najważniejsze osoby w moim życiu. Przytul mnie, błagam. 
-Proszę. 
-Nie gniewaj się. 
-Nie będę jak przestaniesz płakać
-Przepraszam. Ja...
-Cicho.
-Naprawdę cie kocham i doceniam co dla mnie robisz.
-Przepraszam. Nie powinienem krzyczeć 
-Ty też masz swoje granice, rozumiem to.
-Zrobisz to co uważasz za słuszne i tak będę cię kochał.
-Nigdy ciebie nie zostawię. 
-Wiem.-szepnął ledwo słyszalnym głosem. -Wiem kochanie.-dodał
-Nie kłóćmy się.-Wstałam  i szybko włożyłam trampki na nogi. Czułam wzrok chłopaka na sobie.
-Co ty robisz ? 
-Kurwa mać.-warknęłam i zamaszyście otworzyłam drzwi, szybkim ruchem odrazu zamykając za sobą. 
-Zbiegłam szybko po schodach u wybiegłam na dwór. 
-Monia.-usłyszałam głośny głos chłopaka za swoimi plecami. Co ty robisz?
-Wyszłam pobiegać.-mruknęłam nasuwajac kaptur na glowe. -Nie ja sama.-sapnęłam i położyłam rękę na jego torsie przez co cofnął się do tyłu,  kiedy zauważyłam że chce biegać ze mną. 
-Ciemno juz.-mruknął patrząc na mnie przenikliwe. Pomimo że mówił spokojnym głosem i rąk czułam ze jest na mnie zdenerwowany.
-Nie martw się. Zaraz wrócę.-sapnęłam patrząc na żyły na jego rękach. Zawsze były widoczne, ale przez to ze jego mięśnie były napięte były jeszcze bardziej. Przejechałem ręką po jego policzku i natychmiast się Obróciłam. Wyjęłam z kieszeni bluzy odtwarzacz. Włożyłam słuchawki w uszy, biegam równym tempem wsłuchując się w muzykę. Zrobiło się ciemno, ulice rozświetlaly żółte światła latarni.zatrzymalam się biorąc oddech. Podeszłam do kosza, kopiac go z całej siły. Weszłam cicho do domu. Zdjęłam buty  i rozejrzalam się dookoła, na podłodze nie było śladu po rozbite przeze mnie ozdobne. Na sofie leżał Bartek. Podeszłam do niego i nakrycia go kocem, wyjęłam z jego ręki telefon. Dobranoc szepnęłam, całując go w policzek. Biedak aż uspał się z tego wszystkiego. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz