środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 1

Obudziły mnie promienie słońca, które przedostały się do mojego pokoju przez szczeliny w żaluzjach. 
Mieszkam w tym domu od zawsze, czyli od 17 lat. Jest on bardzo duży, mam też wiele willi w różnych miejscach. Moi rodzice są bogaci, ojciec jest deweloperem. Chce żebym pomagała mu, a potem przejęła firmę. Mnie to zupełnie nie interesuje, moje zainteresowania zupełnie od tego odbiegają. Nie wyobrażam sobie codziennie spotykać się z jakimiś zadufanymi lalusiami albo przynudzającymi facetami w podeszłym wieku, rozmawiając godzinami o umowach, finansach i innych pierdołach. Pewnie pomyślicie co za szczęściara, ma służbę domową, luksusowy dom i dużo hajsu. Może mieć wszystko co chce. Ale po co mi to? Wbrew pozorom to wszystko nie daje mi szczęścia. Ojca widzę może godzinę w ciągu tygodnia, czasami wysili się przywitać i spytać co u mnie. A mama? Nie ma jej, wyjechała, zostawila mnie. 
Retrospekcja:
-Mamo, co ty robisz?
-Monika, idź do siebie.
-Mamo!
-Tak będzie lepiej. Kiedyś to zrozumiesz.
-Nie zostawiaj mnie. 
-Muszę.
-Mamo, nie. Prosze.
koniec
Tak mniej wiecej to wyglada, sama nie wiem jak daje sobie rade. Nie jest latwo zyc z mysla ze nawet rodzicei cie nor kochaja. jedynym wsparciem jest dla mnie moja pokojówka Joanna. Pracuje u nas od roku, żeby nie ona nie poradziłabym sobie z tym wszystkim. Często rozmawiamy, dużo jej się zwierzam  i wiem że zostanie to w tajemnicy i postara mi się pomóc. Jest dla mnie jak siostra. 
Wyszłam na balkon mojego pokoju, biorąc głęboki oddech i rozglądając się dookoła.
-Już jestem!-usłyszałam głos Asi, obracając się.
-Tu! Na balkonie!-krzyknęłam.
-Hej, mała. Mogę pościelić łóżko czy będziesz jeszcze leniuchować?-zachichotała, uśmiechając się.
-Pościel, proszę.- uśmiechnęłam się do niej.
Aśka weszła do pokoju, a ja tuż za nią. Usiadłam na miękkiej białej sofie obok łózka.
-I co byłaś na tej imprezie z Kubą?-zapytałam zaciekawiona, patrząc na nią.
-Nie.-westchnęła przygnębiona. Zaszłam do domu, a on leży pod kocem z kubkiem herbaty i paczką chusteczek w rękach. Jak zwykle się rozchorował, jak ciepło idzie.
-To coś poważnego?-zapytałam zmartwiona, unosząc brwi do góry .
-Nie, zwykłe przeziębienie. Wiesz jak to faceci, nawet jak tylko katar mają to ani ręką ani nogą.-zaśmiałyśmy się równocześnie.
-A ty jak sobie radzisz?-usiadła koło mnie, patrząc mi prosto w oczy.
-Dobrze...chyba.-mruknęłam cicho, odgarniając włosy z oczu.
-Silna z ciebie dziewczyna, podziwiam cię.-wyznała Asia.
-Gdybyś nie ty już dawno bym się załamała.-stwierdziłam.
-Nie przesadzaj.-sapnęła Asia, spuszczając głowę.
-Dziękuję ci.- podeszłam do komody wyjmując pudełko. Dziewczyna dokładnie śledziła mnie wzrokiem. Wróciłam na miejsce, siadając obok niej.
-Proszę.-podałam jej pudełko, uśmiechając się.
-Ale ja nie mogę, naprawdę.-powiedziała, kręcąc głową.
-Asiu, otwórz. Starałam się przy wyborze.-powiedziałam, uśmiechając się. Otworzyła pudełko delikatnie.
-Monia!-krzyknęła kiedy ujrzała kremowe koturny z czarną kokardką.
-Są prześliczne, marzyłam o nich. Nie mogę naprawdę i tak dorzucasz mi do pensji. To i tak zbyt wiele.-spuściła głowę, bawiąc się palcami. 
-Jak tego nie przyjmiesz, obrażę się. Gdy Kuba zobaczy te twoje zgrabne nóżki w nich od razu wyzdrowieje.-stwierdziłam, śmiejąc się.
-Dziękuję-przytuliła mnie mocno, dziękując mi.
-Joanno!-usłyszałam donośny głos Piotra. Trzeba przyjąć gościa, mogę cie prosić?
-Już idę.-odpowiedziała, wsuwając pudełko pod sofę. Jeszcze po nie wrócę.-mruknęła cicho, puszczając oczko.
-Zapomniałabym.-sapnęła,odwróciła się po czym złapała mnie za rękę.Kupiłam kwiaty... stoją w wazonie w kuchni...
-Dziękuję ci bardzo.
-Do zobaczenia. Miłego dnia.
-Pa Asiu.
Poszłam do łazienki, żeby się odświeżyć. Chłodny strumień wody bardzo mnie orzeźwił. Wyszłam z pod prysznica, opierając ręce na umywalce, patrząc sobie w oczy. Umyłam zęby  i twarz, a następnie skierowałam się do garderoby. Była dość duża, znajdowały się tam rzędy wieszaków z ubraniami, półki na torebki i specjalne na buty. Mam tego sporo, co jakiś czas wybieram ubrania, w których nie chodzę i oddaje je potrzebującym. Są ładne i niezniszczone, uśmiech tych ludzi jest cenniejszy niż pieniądze.Wybrałam sukienkę, którą lubił mój dziadek. 
Mówił ze wyglądam w niej cudownie, jak księżniczka i podkreśla błękit moich oczu. Twierdził, że mam niezwykłe oczy, widział w nich spokojny ocean, powtarzał że można poznać po nich kto jakim jest człowiekiem. 
Dobrałam do tego beżowe sandałki i czarną torebkę. Zamknęłam za sobą drzwi, upewniając się że wyłączyłam prostownice. Zeszłam ze schodów kierując się do kuchni. Przywitałam się z Małgosią-naszą kucharką.
-Na co masz ochotę?-uśmiechnęła się szeroko. Może naleśniki?-zapytała.
-Ale......
-Aj, zapomniałam.-przerwała. Nie lubisz naleśników, to może omlet?-spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Tak,proszę.-uśmiechnęłam się lekko. Gdy skończyłam jeść, wzięłam kwiaty i poszłam do wyjścia.
-Już wychodzisz Moniko?-zapytał Piotr unosząc jedną brew.
-Tak, ale przejdę się.-powiedziałam ubiegając go przed pytaniem.Wyszłam przed dom skręcając w prawo w stronę cmentarza. Podeszłam do grobu dziadków, położyłam na nim kwiaty i usiadałam na ławeczce. 
Dziadek był bardzo mądrym człowiekiem, zawsze dawał mi wsparcie. Była to jedyna tak bliska mi osoba. Umarł 4 lata temu niedluho po tym jak matka mnie zostawila. Odszedl miesiac po babci, chyba nie umial bez niej zyc.Codziennie ich odwiedzałam, dużo rozmawialiśmy. Zawsze umiał mi doradzić. Babcia była wspaniałą kobietą. Gotowała najlepiej na świecie, robiła przepyszną szarlotkę. Zawsze podchodziła do wszystkiego ze spokojem, nigdy nie widziałam jej zdenerwowanej. Brakuje mi wieczorów, gdy siadałam z nimi na tarasie i słuchałam ich opowieści. Co tu dużo mówić, byli po prostu najlepsi na świecie. Rodzice mojego ojca nie są tak dobrzy. Mam wrażenie, że mnie nie lubią. Nie mówiąc już o kochaniu. Myślą, że jak przyjadą raz na rok i dadzą mi pokaźną sumę pieniędzy to wszystko będzie idealnie i będą najlepszymi dziadkami na świecie. W tej rodzinie każdy taki jest, co się dziwić, że ojciec się tak zachowuje.
Spojrzałam na zegarek, minęło półtorej godziny.Co mniej więcej dwa tygodnie tu przychodzę i nie czuję jak czas leci. Teraz czas jak zwykle odwiedzić domek. Zostawił mi go dziadek w spadku. Jest dość stary i mały, ale ma swój urok. Weszłam do domu rozglądając się, wzięłam stary album i sok. Wyszłam na taras z tyłu domu i usiadłam na krześle. Patrzyłam na jezioro, jest niesamowite. Raz jego tafla jest błękitna, a raz zupełnie biała. Zaczęłam oglądać album, popijając sokiem.
-Cześć Migotka.-krzyknęłam z entuzjazmem, gdy poczułam miękkie futerko przy nodze. Przychodzi zawsze jak tu jestem, karmie ją i się nią opiekuję.
 -Poczekaj zaraz coś ci przyniosę, jak tu szłam specjalnie zaszłam po jedzenie dla ciebie.- mówiłam przyciągając. Sięgnęłam po reklamówkę i wyjęłam z niej karmę.
-No proszę...- podsunęłam pełną miseczkę. Mruknęła co chyba miało oznaczać dziękuję. Przeniosłam się na hamak. 
-Chyba czas na drzemkę.-mruknęłam pod nosem. Po 15 minutach obudziła mnie Migotka, widocznie już się nudziła. Wskoczyła na mnie i wtuliła się mocno. Głaskałam ją, mi też było tu dobrze. 
-No cóż muszę chyba iść.
-Przykro mi Migociu.-powiedziałam spoglądając na nią.  Kotka zaczęła opierać się o mnie żebym tylko nie odchodziła. Wróciłam do domu. Ledwie weszłam do domu...
-Twój ojciec kazał ci jak najszybciej do niego pójść, przyjechał jakiś ważny gość, chciał coś od ciebie.-powiedział szybko Piotr.
 Podeszłam pod drzwi biura ojca i zapukałam. Tato wyszedł i szybkim, mocnym ruchem chwycił mnie za rękę.  
-Puść, boli mnie to.-warknęłam na co on puścił moją dłoń. 
-Posłuchaj ten facet jest bardo ważnym klientem, dzięki niemu zarobię miliony. Idź do pokoju ubierz coś eleganckiego i przynieś nam kawę.-wysyczał zdenerwowany. 
No cóż to tylko przyniesienie kawy,  mogę to zrobić. Poszłam do pokoju wyjęłam czarne spodnie i biała koszule. Wyszłam z pokoju idąc po kawę.  Zapukałam do biura i od razu weszłam. 
-Dzień dobry przyniosłam kawę.-uśmiechnęłam się sztucznie.
-To właśnie moja córka Monika.-przedstawił mnie ojciec.
-Miło mi.-podałam jemu rękę, był obrzydliwie spocony. Ohyda. Usiadłam na swoje miejsce.
-Koszty ma pan wypisane w tabelce.-powiedział ojciec.
-Moniko mogę cię prosić? Pokaż mi gdzie to jest.-mrugnął do mnie i uśmiechnął się cwaniacko, przez co przeszły mnie dreszcze. Stanęłam obok niego i wskazałam palcem rubrykę. Kiedy nagle poczułam klepnięcie w pośladek. Z zaskoczenia machnęłam rękoma by się obronić, przy okazji wylewając na tego dziada filiżankę kawy.
-Boże niech pan mnie nie dotyka.-krzyknęłam histerycznie i wybiegłam z biura z płaczem.

_____________________________________________________________________________

No i jest pierwszy rozdział. Piszcie co sądzicie. :)









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz